fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służba zdrowia

Związki żądają podwyżek

Według nauczycieli, lekarzy i pielęgniarek 5 tys. zł to godziwe wynagrodzenie za ich pracę. Co na to rząd?
Związki zawodowe nie dają nowemu rządowi – tak jak szef PiS Jarosław Kaczyński – studniowej taryfy ulgowej. Exposé premiera nie zrobiło na nich wielkiego wrażenia. – Niepokoi mnie, że premier mówił o dialogu z instytucjami pozarządowymi, ale nic o dialogu społecznym z pracodawcami i związkami. A to na nim oparł się sukces Irlandii i Hiszpanii – krytykuje Janusz Śniadek, szef NSZZ „Solidarność”.
Prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz od razu po exposé zapowiedział, że nie zadowalają go oferowane w nim 10-procentowe podwyżki. Zażądał spotkania z Tuskiem. Napięcie na linii rząd – nauczyciele podgrzała wypowiedź nowej minister edukacji Katarzyny Hall o tym, że w projekcie budżetu na 2008 r. tak naprawdę przewidziano tylko 3,3-proc. podwyżkę dla tej grupy. W ZNP zawrzało. Wczoraj więc sam premier zapowiedział: rząd robi wszystko, by podwyżka była nawet 15-procentowa.
– Specjalny zespół przygotowuje korekty w budżecie, które by na to pozwoliły. To jest trudne do wykonania, ale możliwe. Zrobimy wszystko, aby satysfakcja tej grupy zawodowej nie była mała – uspokajał Tusk. Premier zlecił ministrom szukanie oszczędności w swoich resortach. To z nich ma uzbierać się dodatkowe ok. 6 proc. na wzrost nauczycielskich pensji. Resztę dopełni wzrost płac po obniżeniu składki rentowej. Minister Hall w TVN 24 wezwała nauczycieli do działania ramię w ramię z rządem. Ale to nie pomogło. Deklaracja rządu wcale nie zadowala ZNP. – Początkujący nauczyciel nie otrzymuje nawet nędznego tysiąca. Domagamy się radykalnego wzrostu wynagrodzenia zasadniczego stażysty o 50 procent – oświadczył Sławomir Broniarz. ZNP zaniepokoiło też stwierdzenie premiera, że pieniądze na podwyżki zostaną przekazane wraz z subwencją oświatową samorządom i one je rozdzielą. – To nie gwarantuje każdemu nauczycielowi podwyżki na zapowiadanym przez premiera poziomie – denerwuje się szef ZNP. Jakich pieniędzy tak naprawdę oczekują nauczyciele? Ewa Pawłowska z Gdańska po 38 latach pracy zarabia ok. 1800 zł. – Znam nauczycielki, które dorabiają pilnowaniem dzieci. Pensja 3 tys. zł pozwoliłaby mi kupować nowości wydawnicze i bilety na filmy, które ogląda młodzież – mówi. Grzegorz Zarzycki z Chorzowa po 17 latach pracuje na dwa etaty w różnych szkołach. Tylko dlatego zarabia ok. 2700 zł na rękę. Prowadzi zajęcia pozalekcyjne. – Zarobki powinny być różne. Są nauczyciele, którzy kończą o godz. 12, a pensje mają taką jak ci, dla których ten zawód to pasja. Godne zarobki to 5 tys. zł na rękę – uważa. Na pensje na podobnym poziomie liczą lekarze. – Pracuję w bardzo dobrym szpitalu klinicznym od trzech lat. Zarabiam 2 tysiące złotych brutto, plus drugie tyle za dyżury, co jest okupione ogromnym zmęczeniem. Godne zarobki to ok. 5 tysięcy brutto plus dyżury– mówi Grzegorz Napiórkowski, położnik z Warszawy. Wanda Macewicz, pielęgniarka z Opolszczyzny, po 20 latach pracy w szpitalu powiatowym dostaje około 1900 zł brutto. Uważa, że jej kwalifikacje zasługują przynajmniej na dwa razy tyle. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy też zapowiedział, że liczy na wyższe pensje zasadnicze medyków. Według OZZL sprawę powinna regulować ustawa o płacach minimalnych, układ zbiorowy pracy albo podniesienie wyceny świadczeń medycznych o 60 procent. Dziś o tym ze związkiem ma rozmawiać minister zdrowia Ewa Kopacz. masz pytanie, wyślij e-mail do autorki b.waszkielewicz@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA