Zadania

Minister Hall pozostawi chaos

Renata Czeladko
Rzeczpospolita
Propozycja, by odłożyć posłanie sześciolatków do szkół, pokazuje, że rząd nie miał dobrego pomysłu na reformę
Katarzyna Hall, minister edukacji i kandydatka PO do Sejmu, tuż przed końcem swej kadencji w MEN przyznała, że warto rozłożyć obowiązkowe posłanie sześciolatków do szkół jeszcze na dwa lata. Takim stwierdzeniem podważa sposób dotychczasowego przeprowadzania reformy i daje do zrozumienia, że przyjęte rozwiązania były złe.
Przypomnijmy: ten rok jest ostatnim z trzyletniego okresu wprowadzania obniżenia wieku szkolnego. Dotąd rodzice sześciolatków mogli zdecydować, czy zostawić dziecko w przedszkolu, czy posłać je do pierwszej klasy w szkole. Okazało się, że niewiele maluchów rozpoczęło naukę. W tym roku – jak podsumowała szefowa resortu – ok. 23 proc.  
  W przyszłym wyboru już miało nie być – wszystkie dzieci do szkół. W pierwszych klasach spotkałyby 76 proc. siedmiolatków. W jednym roczniku zamiast ok. 350  – 360 tys. byłoby więc ponad 700 tys. uczniów. Minister proponuje zmianę – tak by w roku szkolnym 2012/2013 obowiązek szkolny objął sześciolatki urodzone do końca sierpnia 2006 r. Rodzice dzieci urodzonych w drugiej połowie roku nadal mieliby wybór. Obowiązek szkolny objąłby je (i sześciolatki urodzone w 2007 r.) w 2013 r. Te istotne informacje Hall zamieściła w prywatnym blogu. Rodzice nie znajdą ich na oficjalnych stronach MEN. Dlaczego? "Ze względu na charakter zamieszczanych treści" – odpowiada e-mailem Grzegorz Żurawski, rzecznik resortu. I tłumaczy, że "komentarze minister w prywatnym blogu mają charakter komentarza. Informacje na oficjalnej stronie ministerstwa mają charakter informacyjny". Można więc rozumieć, że minister edukacji na temat reformy milczy. A Katarzyna Hall już nie. Zauważa, że nie wszystkie samorządy dostosowały szkoły i trzeba rozłożyć w czasie wprowadzanie reformy, "żeby nie okazało się, że niektórzy umieszczą dzieci na dwie zmiany w piwnicy". Sposób posłania sześciolatków do szkoły pokazuje, że rząd PO – PSL nie miał na reformę pomysłu, który mógłby zostać przekuty w konsekwentnie realizowany plan. Pierwotny zamysł był bowiem taki, by w latach 2009 – 2011 do szkół szła jedna trzecia rocznika sześciolatków. W ten sposób w 2012 r. naukę rozpoczęłyby same sześciolatki. Jednak w 2009 r. premier Donald Tusk poświęcił reformę, szukając oszczędności w budżecie, i ogłosił, że rozpocznie się ona pilotażem. Teraz też stwierdził, że przyjął "komunikat minister Hall bez emocji". Jak dodał, woli "pracować z ministrami, którzy mówią odpowiedzialnie, że możemy jeszcze rok poczekać, żeby to było odpowiednio przygotowane". Ale za rok również nie będzie pewności, że szkoły są przygotowane. Nie ma jak tego obiektywnie sprawdzić, bo – mimo sugestii ekspertów – minister nie określiła w przepisach standardów, jakie ma spełniać szkoła, by uczyć sześciolatka. Za to propozycja Katarzyny Hall w jej prywatnym blogu sprawia, że szefowa MEN zostawi po sobie chaos. Bo żeby ją zrealizować, trzeba znów znowelizować ustawę oświatową. Tym musiałby się zająć po wyborach Sejm. Od nowa zacznie się więc dyskusja, czy posyłać sześciolatki do szkół. Poza tym przyjęcie proponowanego rozwiązania oznacza, że do systemu trafi dodatkowy, piąty rocznik starszych i młodszych dzieci, które będą się przez lata uczyły w tych samych klasach.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL