fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Zwierzenia Obamy: piłem i brałem narkotyki

Reuters
Próby ze środkami odurzającymi nie stanowią już w Ameryce tabu dla polityków. Senator Barack Obama chętnie opowiada o błędach młodości
Czasy, gdy Bill Clinton musiał w pocie czoła wyjaśniać mediom, że jako student co prawda palił marihuanę, ale się nie zaciągał, to już zamierzchła przeszłość. Ameryka się zmieniła: podczas wtorkowego spotkania z młodzieżą czołowy kandydat do prezydenckiej nominacji z ramienia Partii Demokratycznej bez skrępowania opowiadał nastolatkom o tym, jak zabawiał się, gdy był w ich wieku.
– Były czasy, kiedy sporo piłem, eksperymentowałem też z narkotykami. Długo nie przykładałem się też zbytnio do nauki – mówił uczniom liceum w stanie New Hampshire, gdzie za kilka tygodni odbędą się pierwsze z serii prawyborów prezydenckich. 46-letni senator Obama przyznał, że otrząsnął się dopiero w college’u. – Pomyślałem wtedy: zmarnowałem masę czasu – wyjaśnił uczniom, dodając, że potem z kolei stał się tak poważny i pracowity, że przyjaciele zaczęli się o niego martwić.
Obama nigdy nie czynił ze swych dawnych nałogów tajemnicy. W pamiętnikach pisał między innymi o tym, jak zażywał kokainę. Opowiadał też o tym, jak zamiast się uczyć, pił, grał w koszykówkę i uganiał się za dziewczynami. Pierwszy raz jednak zaczął o tym mówić podczas spotkań z wyborcami. Jak wynika z doniesień lokalnych mediów, licealiści byli zachwyceni. – Bardzo się cieszę, że z taką szczerością o tym opowiadał. Widać, że wiele nauczył się na własnych błędach – powiedział Jason Marcil, uczeń ostatniej klasy i szkolny skarbnik. W podobnym tonie wypowiadali się także rodzice uczniów. Co więcej, szczerość Obamy pochwalił nawet jego potencjalny rywal, lider wyścigu po nominację republikańską Rudy Giuliani. – Wszyscy, którzy ubiegają się o jakieś stanowisko, są tylko ludźmi. I jeśli nie popełniliśmy w życiu żadnych błędów, nie głosujcie na nas – dodał były burmistrz Nowego Jorku. Ale nie wszyscy są podobnego zdania. Inny republikański kandydat Mitt Romney uznał wypowiedzi Obamy za „wielki błąd“. – W przypadku kogoś, kto ubiega się o stanowisko prezydenta USA, kto może stać się wzorem do naśladowania dla wielu ludzi, bardzo złym pomysłem jest opowiadanie o swych błędach z młodości. Wiele dzieciaków zaczyna wtedy myśleć: skoro on mógł, mogę i ja – stwierdził Romney. Podobnego zdania są działacze niektórych organizacji walczących z narkotykami. Mają pretensję do Obamy, że nie powiedział uczniom wprost, iż należy unikać narkotyków, nie wspomniał też, jak trudno z nimi zerwać. – Osoba na jego stanowisku ma obowiązek bardzo jasno wypowiadać się w sprawie potencjalnych śmiertelnych skutków zażywania narkotyków, a także o ich nielegalności. Obama w gruncie rzeczy naruszył obie te zasady – oburza się Calvina Fay, dyrektorka Fundacji Ameryka Wolna od Narkotyków. Jak wynika z najnowszego sondażu AP Dow Jones, Obama jest najbardziej lubianym z demokratycznych kandydatów na prezydenta. Właśnie na niego najczęściej wskazują respondenci pytani o to, z którym z kandydatów najchętniej wybraliby się wspólnie do restauracji. Z tego samego sondażu wynika jednak, że bycie sympatycznym to w oczach wyborców wcale nie najważniejsza cecha dobrego kandydata. Wśród najistotniejszych jest natomiast szczerość – i tu Obama ma wyraźną przewagę nad senator Hillary Clinton. Otwartość Baracka Obamy nie powinna mu w żaden sposób zaszkodzić, a może jedynie pomóc. O jego dawnych doświadczeniach z narkotykami wiadomo nie od dziś. Obama stosuje tu znaną zasadę: o starych problemach należy mówić na samym początku kampanii, by nie dawać przeciwnikowi szansy zrobienia z tego później wielkiej sensacji. Dlatego nie wydaje mi się, by ten temat stał się przyczynkiem do zmasowanego ataku na kandydata demokratów. Ale sam fakt, że jeden z faworytów nominacji prezydenckiej w tak otwarty sposób opowiada o swoich doświadczeniach z narkotykami, i to nie tylko miękkimi, ale i kokainą, jest świadectwem zmian, jakie zaszły w ostatnich latach Ameryce. Wystarczy przypomnieć sobie, do jakiej gimnastyki językowej zmuszony był w latach 90. Bill Clinton, gdy pojawiły się doniesienia, że jako student palił marihuanę. To było żenujące, a przecież nie chodziło, jak w przypadku Baracka Obamy, o twarde narkotyki. Do niedawna znacznie łatwiej było politykom mówić o własnym alkoholizmie. Przykładem jest George W. Bush, który jako kandydat na prezydenta chętnie opowiadał o swojej wygranej walce z uzależnieniem. Kiedy jednak pojawiły się plotki, że nie tylko pił, ale też brał kokainę, Bush milczał. Nigdy publicznie temu nie zaprzeczył. Dziś z jednej strony amerykańscy wyborcy mają znacznie bardziej niż kiedyś konserwatywne spojrzenie na wiele kwestii, w tym na używanie narkotyków. Z drugiej strony mają znacznie więcej zrozumienia dla błędów młodości. W dużym stopniu bierze się to stąd, że pokolenie „baby-boomers”, które dziś wkracza w wiek emerytalny, samo miało w młodości wiele doświadczeń w narkotykami. Ci ludzie zwyczajnie przekonali się na własnej skórze, co to znaczy brać narkotyki, ale też widzą po sobie, że można z tym zerwać i wyjść na ludzi. Moim zdaniem takie podejście świadczy o większej dojrzałości wyborców. Oficjalna strona kampanii wyborczej senatora:www.barackobama.com/
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA