fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Gdzie mieszkają poborowi?

GAZETA POMORSKA
Służby unika 60 tysięcy mężczyzn. Wojskowe komendy uzupełnień przez prokuraturę i policję poszukują w całej Europie polskich poborowych
Od wejścia Polski do Unii Europejskiej liczba mężczyzn unikających służby w wojsku stale rośnie. W województwie łódzkim w 2006 r. do WKU na wezwania nie stawiło się 1864 poborowych, a w tym – do listopada – już 3120. – Z dużym prawdopodobieństwem są za granicą – mówi ppłk Sylwester Michalski, oficer prasowy sztabu generalnego Wojska Polskiego. – Trwałe uchylanie się od służby wojskowej jest zagrożone karą 2 lat pozbawienia wolności – ostrzega.
Komendy uzupełnień kierują zawiadomienia do organów ścigania, gdy poborowy co najmniej trzykrotnie nie odpowie na wezwanie. Prokuratura wszczyna dochodzenie, a zadaniem policji jest ustalenie miejsca pobytu. – Zwykle rodzice odpowiadają, że syn wyjechał za granicę i nie mają z nim kontaktu – mówi policjant prowadzący poszukiwania. – Tłumaczymy, że brak odzewu może spowodować przykre konsekwencje, np. rozesłanie za nim listu gończego. Mimo informacji o zagrożeniu odpowiedzialnością karną nie wszyscy przesyłają informacje o miejscu pobytu za granicą. Niektórych spotyka w kraju przykra niespodzianka. W tym roku Straż Graniczna zatrzymała na lotnisku mężczyznę, który przyjechał na święta wielkanocne. Zamiast spotkać się z rodziną, na podstawie listu gończego trafił do aresztu, a jego wniosek o ukaranie rozpatrzono po lanym poniedziałku. Zazwyczaj poborowi, którzy nie stawili się na wezwanie, by zostać zarejestrowanym w WKU, dobrowolnie poddają się karze i płacą grzywny. Łodzianin jeżdżący po Londynie taksówką zapłacił po powrocie do ojczyzny aż 4 tys. zł.
– Kwota zależy od dochodów – mówi Małgorzata Szcześniak-Bauer, prokurator rejonowy Łódź-Polesie. – W niektórych przypadkach wnioskujemy o ograniczenie wolności, czyli prace na cele społeczne w zakładach komunalnych, np. 40 godzin miesięcznie przez pół roku. Można jednak wyjechać za granicę i uniknąć kary. Wystarczy się zgłosić do wydziału meldunkowego urzędu miasta lub gminy, poinformować o wyjeździe i podać nowy adres. – Można też zawiadomić WKU, które nie robi przeszkód w wyjeździe za granicę – zapewnia ppłk Michalski. – Załatwienie sprawy w taki sposób chroni poborowych od odpowiedzialności karnej. Ważne jest, żeby najpóźniej cztery dni po powrocie do kraju zgłosił swój przyjazd. W ten sposób sprawę uregulował Ireneusz Mikołajczyk z Łodzi. Poinformował WKU o zamiarach wyjazdu. – Powiedział, że czeka na niego praca w Anglii i pokazał kontrakt – mówi jego mama Bożena. – Na pięć lat zawieszono wobec niego obowiązek odbycia zasadniczej służby, a syn zobowiązał zgłosić się do komendy po powrocie. Innych poborowych nadal szukają policjanci. W komisariacie na łódzkim Polesiu w tym roku ustalano adresy zamieszkania ponad 300 osób. Prawie jedna trzecia spraw została zawieszona, bo funkcjonariusze nie odnaleźli poszukiwanych. Ale i oni nie uciekną przed sankcjami karnymi po powrocie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA