fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Konflikt izraelsko-palestyński - Roman Wójcik

Jerzy Wójcik
Rzeczpospolita
Akceptacja dla aktu jednostronnego da Palestyńczykom nadzieję na państwo, które w takim kształcie nigdy nie powstanie
Jednostronne działania i kierunek obrany przez rząd palestyński mogą zniweczyć wszelkie dotychczasowe inicjatywy pokojowe. Występują przeciwko zapisom podstawowych dokumentów rozpoczynających całość procesu pokojowego z lat 90. Dokumentów, które były podstawą stworzenia Autonomii Palestyńskiej i legalnie działającego przedstawicielstwa palestyńskiego: układów z Oslo z 1993 i 1995 r. Traktaty te ustanowiły fundamentalną formułę: żadna ze stron nie będzie inicjować lub podejmować kroków, które dążyłyby do zmiany statusu Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu Jordanu.
Mimo tego 1988 roku Palestyńczycy z Organizacji Wyzwolenia Palestyny ogłosili "Deklarację niepodległości", w której ogłoszono utworzenie państwa palestyńskiego. Deklaracja nie regulowała granic państwa palestyńskiego, jednak wprost odwoływała się do rezolucji ONZ z 1947 roku, wskazując tym samym na podstawę takowych granic. Stolicą Palestyny miała być Jerozolima.
"Deklaracja niepodległości" Palestyńczyków została zaakceptowana na forum ONZ przez 104 państwa, przy 45 głosach sprzeciwu. Nie szła za nią jednak zmiana statusu Palestyńczyków i realizacji ich dążeń państwowych z prostego względu: braku zgody Izraela. Ponadto większość państw europejskich nie uznała tego aktu.
Ewentualna zgoda społeczności międzynarodowej na uznanie państwa palestyńskiego w akcie jednostronnej deklaracji wytworzy mylne przeświadczenie pośród społeczności palestyńskiej, że ich przyszłe państwo będzie zawierało się dokładnie w granicach z roku 1967 r. Sprawi to, że żaden przyszły establishment palestyński nie będzie miał legitymacji społecznej do prowadzenie dialogu ze stroną izraelską na temat jakichkolwiek ustępstw.
Tymczasem państwo palestyńskie nie zaistnieje nigdy w granicach z 1967 roku. Jest mało prawdopodobne, wręcz niemożliwe, aby którykolwiek izraelski rząd poszedł na tego rodzaju ustępstwa.
Warto wspomnieć okoliczności toczących się negocjacji w Camp David w lipcu 2000 r. Konferencja ta odbyła się w najbardziej sprzyjających warunkach: mediatorem podczas negocjacji był Bill Clinton – polityk obdarzony zaufaniem przez obie strony konfliktu, premierem Izraela był natomiast jeden z najbardziej propokojowo nastawionych polityków lewicy: Ehud Barak.
Oferta strony izraelskiej obejmowała przekazanie pod państwo palestyńskie blisko 93 proc. Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy, podział Jerozolimy wraz ze Starym Miastem oraz podział miejsc świętych. Odrzucenie tej propozycji przez Arafata wskazywało, że margines ustępstw strony palestyńskiej był bardzo wąski. Spowodowane było to wieloletnią polityką maksymalizacji żądań i publicznego domagania się utworzenia państwa palestyńskiego w granicach z roku 1967. Społeczność międzynarodowa, w tym Polska, powinna poprzeć proces negocjacyjny i prawo narodu palestyńskiego do samostanowienia, mając jednak na uwadze fakt, że Palestyńczycy domagają się państwa w granicach z roku 1967. Tymczasem, aby doszło do porozumienia, kwestia granic musi być odpowiednio zmodyfikowana w negocjacjach. Nie ma innej drogi ustabilizowania sytuacji na Bliskim Wschodzie.
Akceptacja dla aktu jednostronnego zniszczy filary procesu pokojowego i da Palestyńczykom nadzieję na państwo, które w takim kształcie nigdy nie powstanie. To natomiast doprowadzi do kolejnego rozlewu krwi lub zamrożenia kontaktów izraelsko-palestyńskich na dekady.
Autor jest doktorem na UJ, specjalistą  z zakresu Bliskiego Wschodu, założycielem  Forum Izrael-Polska-Europa
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA