Piłka nożna

Żeby zremisować trzeba chcieć wygrać

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
W niedzielę o 19.30 Wisła – Legia. Na stadionie przy Reymonta Legia nie wygrała ligowego meczu od dziesięciu lat. Jeśli przegra, będzie traciła do Wisły już osiem punktów. – Jedziemy po zwycięstwo – zapewnia trener Jan Urban
RZ: Maciej Skorża mówi, że zazdrości panu kariery piłkarskiej. Jest coś, czego pan zazdrości jemu?
Jan Urban: Na razie nie. Ale zdaję sobie sprawę, że to on jest bardziej doświadczonym trenerem. Miał okazję pracować przy reprezentacji, sporo już w polskiej piłce osiągnął. Ma dobrą opinię w środowisku. Ja na nią dopiero pracuję. W grze Wisły widać rękę Skorży?
Oczywiście. Widać przede wszystkim radość. Futbol znów jest dla piłkarzy Wisły przyjemnością i zawdzięczają to właśnie trenerowi. Zwłaszcza starsi zawodnicy: Marcin Baszczyński, Arkadiusz Głowacki czy nawet Kamil Kosowski. Trener wzmocnił grupę, więzi między piłkarzami. W ubiegłym sezonie możliwości Wisły były przecież równie duże, ale widać było, że w szatni jest jakiś problem. Teraz piłkarze odżyli. Marek Zieńczuk znów strzela bramki, Paweł Brożek też. Mauro Cantoro przypomniał sobie, że jest wojownikiem, tak samo Radosław Sobolewski. Oni znowu są tymi piłkarzami, którzy zdobywali tytuły i robili to w pięknym stylu. Jak gra Wisła? Dojrzale. W wielu meczach wcale nie miała przewagi, a wygrywała. Jej piłkarze są cierpliwi, wiedzą, że szanse przyjdą. Do tego grają bardzo skutecznie. Z pięciu sytuacji potrafią strzelić trzy bramki. Zwłaszcza Marek Zieńczuk, najskuteczniejszy obok Pawła Brożka piłkarz Wisły. Zapowiada, że w meczu z Legią też zdobędzie gola. Wcale się nie dziwię, że tak mówi. Ma znakomitą serię i chce ją wykorzystać, bo wie, że nie może trwać wiecznie. To jeden z najsłodszych momentów w jego karierze. Marek często decyduje o zwycięstwach Wisły. Strzela piękne bramki. Tak piękne, że pewnie sam siebie nie podejrzewał, że to umie. Głowacki jest zawieszony, więc być może Zieńczuk będzie musiał zagrać jako obrońca. To lepiej dla was? Nie jest to moje zmartwienie. Myślę, że przesunięcie do obrony piłkarza, który strzela bramkę za bramką, i do tego ma asysty, nie zrobi dobrze drużynie. Najważniejszy mecz jesieni przychodzi w najgorszym dla Legii momencie. Z czterech ostatnich spotkań przegrała trzy, z pierwszego miejsca spadła na trzecie. Naszym największym problemem są wahania formy, przede wszystkim u napastników. Oczekuję od piłkarza, że zagra dobrze sześć, siedem meczów, a potem ma prawo do obniżki formy, bo nikt nie może być tak samo mocny przez całą rundę. Nasi napastnicy potrafią w jednym meczu wypaść świetnie, a w kolejnym bardzo słabo. Tak jest z Bartkiem Grzelakiem, ale i z Takesure Chinyamą. Dlatego w Krakowie wrócimy do ustawienia z pięcioma pomocnikami i jednym napastnikiem. Tydzień temu z Odrą słabo zagrali wszyscy piłkarze. Bardzo nas ta przegrana zabolała. Nikt się jej nie spodziewał, zwłaszcza w tak fatalnym stylu. Z Koroną i Lechem też przegraliśmy, ale po pierwsze, na wyjeździe, a po drugie, daliśmy kibicom jakąś przyjemność. W meczu z Odrą nie było ani przyjemności, ani choćby punktu. Żaden piłkarz nie zasłużył na cieplejsze słowo. Chyba nie doceniliśmy rywali. Byliśmy przekonani, że wcześniej czy później strzelimy bramkę. To są bardzo kosztowne potknięcia, czasami decydujące o tym, czy sezon będzie udany. Teraz drużyna, która nie potrafiła zremisować u siebie z Odrą, zagra na boisku lidera, przed ponad 20 tysiącami kibiców. Po porażce z Lechem mówił pan, że gra przed taką publicznością jeszcze niektórych pana piłkarzy przerasta. Taka jest moja opinia, każdy z piłkarzy może mieć inną. Moim zdaniem to kibice pomogli Lechowi wygrać, bo mecz był bardzo wyrównany. Nie obawiam się powtórki w Krakowie, ale mogę się mylić, bo zwykle w takich sytuacjach, patrząc na swoich piłkarzy, widzę siebie. Zakładam, że będą reagowali tak jak ja kiedyś. Jak ktoś jest pewny siebie, to 20 tysięcy wrzeszczących kibiców tylko doda mu animuszu. My się cieszymy, że Legia jest w tym sezonie tak atrakcyjnym rywalem. Już na trzy czy cztery stadiony ściągnęliśmy komplet. Może tym razem nie tylko przyciągniemy widzów, ale też wygramy. To przypadek, że Legia przegrała wszystkie mecze, w których pierwsza traciła bramkę? Nie jest tak, że jak tracimy gola, to już wiadomo, że się nie podniesiemy. Każda porażka była inna. Analizowałem nasze spotkania i widać wyraźnie, że największym zagrożeniem są stałe fragmenty gry. Z pięciu bramek tak straciliśmy trzy. Nasi rywale też o tym wiedzą. Niektórzy mówią, że serię siedmiu zwycięstw Legia zawdzięczała tylko korzystnemu terminarzowi. Znowu o terminarzu? Rozmów o nim mam już dość. Gdyby rzeczywiście decydowało to, że los podsuwał nam na początku łatwych rywali, to chyba z Odrą też powinniśmy wygrać? Każdy może mieć swoją opinię, ani mnie to ziębi, ani grzeje. Jakbym chciał się przejmować wszystkim, co mówią o Legii, to miałbym potężny ból głowy. Na razie sypiam dobrze. Nawet wiedząc, że w Krakowie nie będzie mógł zagrać kapitan Aleksander Vuković? Już podjąłem decyzję, kto go zastąpi. Nie wiem jeszcze, czy w niedzielę zagra Inaki Astiz. Kolano mu dokucza, dopiero przed wyjazdem do Krakowa zadecydujemy, czy w ogóle go zabierać. Wszystko zależy od tego, czy on sam będzie się czuł gotowy. Podejmę ryzyko, tylko jeśli nie będzie innego wyjścia. Legia już od dawna nie potrafi wygrać w Krakowie. Ucieszy się pan z jednego punktu? Żeby zremisować, trzeba chcieć wygrać. My do Krakowa jedziemy po zwycięstwo. —rozmawiał Paweł Wilkowicz
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL