fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Leki biologiczne powinny być refundowane

Bartłomiej Kuchta, adwokat, członek Zespołu Koordynującego ds. Leczenia Biologicznego w Chorobach Reumatycznych, prezes Stowarzyszenia Chorych na zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa (ZZSK) i Osób Ich Wspierających, choruje na ZZSK
Niedawno zapadł wyrok w prowadzonej przez pana sprawie przeciwko szpitalowi Uzdrowisko „Świeradów – Czerniawa Zdrój" NZOZ „Centrum Rehabilitacji i Reumatologii – Goplana". Założył ją pacjent, któremu szpital odmówił podawania leków biologicznych. Jaka była tego przyczyna?
Bartłomiej Kuchta: Jeszcze trzy lata temu wszyscy pacjenci chorzy na ZZSK leczeni biologicznie musieli obowiązkowo kłaść się do szpitala na parę dni, by skorzystać z bezpłatnego leczenia. Było to utrudnieniem szczególnie dla osób pracujących. Nie wszyscy mogli co miesiąc lub czasem nawet dwa razy w miesiącu brać zwolnienia, by od trzech do sześciu dni leżeć w szpitalu. Tym bardziej że terapia biologiczna nie wymaga hospitalizacji. Reumatologia jest dziedziną ambulatoryjną, chorzy powinni leczyć się w przychodniach, a nie w szpitalach. Leki podawane są albo podskórnie w zastrzyku i pacjent samodzielnie może je zrobić, albo jako wlew (kroplówka), który można podać w warunkach ambulatoryjnych. W 2007 roku szpital w Świeradowie nagle odmówił leczenia pacjentów z chorobami reumatoidalnymi. Było to spowodowane decyzją dyrektora dolnośląskiego oddziału NFZ, który nagle odmówił finansowania terapii biologicznych. Nigdy się nie dowiedzieliśmy , jaka była tego przyczyna. Nie pomogły żadne protesty pacjentów, interwencje, listy pisane do wielu instytucji. Świeradowski szpital uznał, że skoro NFZ wydał taką decyzję, to jest ona zgodna z prawem i w związku z tym zaprzestaje przyjmowanie chorych. Wielu pacjentów miało umówione terminy następnych wizyt i zostali odesłani z kwitkiem. A trzeba wiedzieć, że jeśli rozpocznie się leczenie biologiczne, to trzeba je kontynuować.
Pacjenci musieli szukać innego szpitala, w którym będą mogli być leczeni?
Tak. Jedną z tych osób był pan Rafał. Zanim znalazł szpital, za własne pieniądze kupił sobie leki, które miesięcznie kosztują około 5 tys. zł. A następnie, 10 czerwca 2009 roku, wniósł sprawę do sądu. Nie mieliśmy pewności, czy wygramy, gdyż decyzja o zaprzestaniu finansowania leczenia została podjęta przez NFZ. Przegraliśmy w pierwszej instancji we Lwówku Śląskim. Sąd stwierdził, że skoro NFZ wydaje taką decyzję, to znaczy, że ma do tego prawo. Złożyłem apelację i udało się wygrać w Sądzie Okręgowym w Jeleniej Górze. Wyrok zapadł w październiku zeszłego roku. Sąd całkowicie zmienił wyrok sądu z Lwówka Śląskiego, tłumacząc, że prawa pacjenta zagwarantowane konstytucją, ustawami są ważniejsze od indywidualnych decyzji NFZ. Ubezpieczony pacjent ma prawo żądać od szpitala świadczenia zdrowotnego, jeśli jest ono ujęte w koszyku świadczeń zdrowotnych. Zaś szpital ma obowiązek mu tej pomocy udzielić.
Od roku pacjenci z chorobami reumatycznymi przyjeżdżają do szpitala raz w miesiącu, biorą zapas leku i wracają do domu. Ministerstwo Zdrowia wprowadziło programy terapeutyczne, w których uściśliło, że leczenie szpitalne w tym przypadku nie jest konieczne. Jak obecnie wygląda dostęp do bezpłatnych terapii biologicznych?
Ogromnym ułatwieniem jest to, że nie trzeba kłaść się do szpitala, ale i tak co miesiąc chorzy muszą zarezerwować sobie jeden dzień, by pojechać po leki do szpitala. Zabrakło w programach ministerialnych rehabilitacji, która jest niezbędna przy tego typu leczeniu. By poprawić dostępność do terapii biologicznych, należy leki biologiczne przenieść na listę leków refundowanych. Jeśli nie wszystkie, to przynajmniej te, które są podawane podskórnie. To wyeliminuje konieczność odwiedzania szpitali przez pacjentów. Rozumiem, że istnieje obawa, że po wprowadzeniu takich zmian może nastąpić niekontrolowany wypływ pieniędzy. Firmy farmaceutyczne będą naciskać na lekarzy, by przepisywali dane leki w dużych ilościach. To oznaczałoby ogromne koszty dla płatnika. Ale proszę pamiętać, że w przypadku chorób reumatycznych prowadzony jest rejestr pacjentów leczonych biologicznie i bardzo łatwo można sprawdzić, kto i ile leków bierze, i ile potrzebuje. Teraz lekami biologicznymi leczonych jest około 3 tys. pacjentów. Na terapie biologiczne wydaje się około 150 mln zł rocznie.
Według decyzji Narodowego Funduszu Zdrowia lekarz reumatolog nie może samodzielnie decydować, czy swojemu pacjentowi wdrożyć terapię biologiczną. O tym, czy pacjent zostanie zakwalifikowany do leczenia tą metodą, decyduje wyłącznie Zespół Koordynujący ds. Leczenia Biologicznego w Chorobach Reumatycznych, którego jest pan członkiem. Nie może też dobierać odpowiedniego leczenia tymi lekami.
Lekarz prowadzący przesyła zespołowi wniosek o leczenie, a naszym zadaniem jest jego ocena merytoryczna. Wszystko przebiega sprawnie i szybko. Zakwalifikowany pacjent trafia do rejestru chorych, leczonych biologicznie. Zespół koordynacyjny ma również możliwość szybkiego reagowania na sytuacje nietypowe, wymykające się standardowym opisom programów terapeutycznych. Niejasne jest natomiast to, że minister zdrowia w drodze tajnych negocjacji z firmami farmaceutycznymi decyduje o tym, jakim lekiem będziemy leczeni. W krajach Unii Europejskiej reumatolodzy mają do wyboru wszystkie leki, które zostały zarejestrowane przez Europejską Agencję ds. Rejestracji (EMA) i pozytywnie zaopiniowane przez lokalną agencję technologii medycznych – odpowiednik naszej Agencji Oceny Technologii Medycznych. W Polsce lekarz nie ma możliwości wyboru leku biologicznego. Ustalono, że chorzy będą leczeni najtańszym lekiem.
Czy jest on mniej skuteczny?
Nie. Tylko niejasne są procedury, według których dochodzi do wyboru tego leku. Cena nie może być jedynym kryterium wyboru leku biologicznego dla pacjentów z chorobami reumatycznymi. Według mnie reumatolodzy powinni mieć możliwość dobierać go indywidualnie, ponieważ tego typu leki różnią się mechanizmem działania, a każdego pacjenta z chorobą reumatyczną trzeba leczyć indywidualnie, w zależności od jego stanu zdrowia i przebiegu choroby. Obecnie Ministerstwo Zdrowia wybiera raz na pół roku lek, który może być stosowany dla nowo kwalifikowanych pacjentów z reumatoidalnym zapaleniem stawów (RZS), młodzieńczym idiopatycznym zapaleniem stawów (MIZS) oraz zesztywniającym zapaleniem stawów kręgosłupa (ZZSK). Oznacza to, że przez pół roku prawie wszyscy pacjenci dostają tylko ten jeden wybrany lek. To ograniczenie swobody terapeutycznej lekarza. Pytanie: czy kryteria stosowane przez resort zdrowia są trafne? Nikt z resortu nie wyjaśnił nam tego do tej pory. Chodzi z pewnością o oszczędności. Przez to, że Ministerstwo Zdrowia utajniło negocjacje z firmami farmaceutycznymi, nie wiemy jednak, czy rzeczywiście udaje się zaoszczędzić publiczne środki wydatkowane na leczenie biologiczne.
—rozmawiała Agnieszka Usiarczyk

Opinia

Piotr Olechno     rzecznik prasowy MZ
Obecnie trwają prace nad modyfikacją zapisów programów zdrowotnych (w leczeniu reumatoidalnego zapalenia stawów – przyp. red.). Znowelizowana wersja programu będzie zawierać preparat o nazwie tocilizumab (jeden z leków biologicznych – przyp. red.). Kryteria kwalifikacji do programu są zgodne z kryteriami opracowanymi przez konsultanta krajowego w dziedzinie reumatologii, prof. Witolda Tłustochowicza. Terapia inicjująca nie jest terapią, która decyduje o rozpoczęciu leczenia przez pacjenta w programie, a jedynie wskazuje terapię tańszą spośród możliwych i dostępnych opcji terapeutycznych. Tym samym nie może mieć wpływu na opóźnienia w rozpoczynaniu leczenia przez pacjenta. Natomiast pozwala na objęcie leczeniem w ramach programu większej liczby pacjentów.
—not. ab
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA