Sztuka

Fascynująca brzydota ciała i marność duszy

SPINKA
Tom pod redakcją Umberta Eco. Jak przez stulecia zmieniał się społeczny odbiór dziwolągów i potworów
To trzeba przeczytać: historia sztuki, literatury i estetyki przejrzane pod kątem tego, co w człowieku odstręczające, nieprzyzwoite, podłe, potworne. Fizycznie i duchowo. Wszystko podane w pigułce łatwej do przełknięcia nie tylko dla znawców wymienionych dziedzin.Fascynujące śledztwo" ludzkich mankamentów prowadzone jest chronologicznie, przez stulecia. Początek w antyku, finał dziś.
Tom można traktować jako kontynuację Historii piękna", lecz nie jest to warunek konieczny. Pozostaje ważny i zrozumiały także bez znajomości tamtej, wydanej w 2005 r. pracy. Skonstruowany przejrzyście: materiał podzielony na 15 tematów rozdziałów, ze wstępami napisanymi przez zespół naukowców pod redakcją Eco, Każde zagadnienie zilustrowane słowem i obrazem (reprodukcje ponad 250 dzieł sztuki plus prawie setka zdjęć i dokumentów oraz fragmenty niemal 300 tekstów naukowych i literackich). Co uważamy za brzydotę? Jaki los spotyka napiętnowanych nią ludzi? Jak przez stulecia zmieniał się społeczny odbiór dziwolągów i potworów?Że zmienił się, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Dowodem zestawienie fotografii punków z reprodukcją Drogi Krzyżowej" Boscha. Prześladowcy Chrystusa, w intencji malarza barbarzyńcy i piraci, mają twarze udekorowane" piercingiem i ogólnie odstręczający wygląd. Podobnie jak punkrocker, który ciężko napracował się nad uzyskaniem upiornego efektu. Historię brzydoty" uważam za książkę ważniejszą od poprzedniej, poświęconej pięknu. Jak nigdy wcześniej bowiem, paskudztwo stało się fenomenem społecznym. Współczesna kultura gloryfikuje wszelkiego typu obrzydlistwa i wynaturzenia, choć jednocześnie zachowuje w poważaniu niemal klasyczny ideał urody. Co mnie cieszy Eco nie ma litości dla niskich instynktów. Co z tego, że tandeta, okrucieństwo i banał stały się chlebem powszednim masowej kultury; co z tego, że ton nadają nowobogaccy pozbawieni wyższych potrzeb. Tym gorzej dla ludzkości. Cytowany w Historii" austriacki pisarz Hermann Broch porównuje współczesność do czasów upadku cesarstwa rzymskiego, kiedy nastąpił analogiczny rozpad wartości. Czyż Neron szukający poetyckiej inspiracji w płonącym Rzymie nie jest pionierem horroru? Zdaniem Brocha i Eco to właśnie kicz zatwierdza" zło w sztuce i w życiu (podobnego zdania był nasz artysta-myśliciel Jerzy Nowosielski). Chichotałam, czytając opis kalifornijskiego hotelu Madonna Inn: Wygląda to, jakby na przykład Piacentini, przeglądając książkę Gaudiego, pochłonął zbyt dużą dawkę LSD i zabrał się do budowy katakumby weselnej dla Lizy Minelli". Jednak pod żartami czai się przerażenie. Ku czemu zmierzamy? Grozę potęgują przykłady kiczu o politycznym podłożu. Hitleryzm, stalinizm, faszyzm. Dyktatury, które tępiły wysoką kulturę jako zdegenerowaną", w zamian lansując prymitywne naturalizmy i ckliwość. A jak wiadomo, hydrze fanatyzmu łeb nieustannie odrasta. Dobrze, że Eco wziął brzydotę pod lupę bo warto sprostować obiegowe i nie zawsze słuszne opinie na jej tematy. W powszechnym mniemaniu antyk idealizował piękno, ignorując szpetotę. Błąd. Kultura klasyczna bacznie przyglądała się fizycznym niedoskonałościom, pod którymi skrywały się zalety umysłu i ducha. Przykładami Sokrates i Ezop. To raczej nowożytna zachodnia kultura utożsamiała zewnętrzną doskonałość z pięknem wewnętrznym. Kalos i agathos, piękny i dobry taki przez stulecia był wzorzec człowieka. W sztukach plastycznych bohaterowie wyróżniający się harmonią rysów i ciała byli utożsamiani z ludźmi o wysokim morale, zbrodniarzy zaś rozpoznawano po zdegenerowanych fizjonomiach. Jest jednak w kulturze chrześcijańskiej przedstawienie wyjątkowe. Przerażające, a jednocześnie wzniosłe. To Chrystus cierpiący i umierający na krzyżu. Straszny widok przedstawiają też poddawani torturom męczennicy. Jeszcze bardziej odrażające są wizerunki trupów w stadium rozkładu, śmierci (pod postacią kościotrupa), piekła i jego diabelskich mieszkańców. Pełno tego od średniowiecza po barok. Nachalna brzydota, służąca celom moralistycznym i dewocyjnym. A czym jest choroba, kalectwo, cielesne deformacje? Interpretacje bywają rozmaite. Odkupieniem" dziwolągów pierwszy zajął się święty Augustyn, widząc w nich część boskiego planu. Mimo to Quasimodo z powieści Victora Hugo czy Człowiek słoń" z filmu Lyncha nie mają łatwego życia choć serca przeczyste. Ciężki też był los wampirów, wilkołaków i wszelkich innych odmieńców. Zrehabilitowali ich romantycy, a pokochali filmowcy. Nosferatu, Dracula czy potwór ożywiony przez Frankensteina wzbudzają nie tylko zgrozę, także litość. Zupełnie inaczej postrzegany był plebs. Prostackie gęby śmieszyły, nieokrzesanie tyleż gorszyło, co bawiło. I oto renesansowy intelektualista Francois Rabelais uczynił bohaterem ordynarnego ćwoka, za jego pośrednictwem tworząc groteskę środowiska doktorów nauk. Wraz z Gargantuą i Pantagruelem przeniknęli do sztuki wysokiej chłopi Bruegla i Boscha. To oni stali się punktem wyjścia dla gatunku zwanego karykaturą.Na koniec o sztuce nowoczesnej. Powiadają, że to awangardy wyniosły na piedestał antyurodę. Nie do końca prawda. Futuryści czy dadaiści, abstrakcjoniści czy surrealiści wciąż obstawali przy pewnych wartościach. Poprzez negację dawnej estetyki wyrażali przerażenie, zagubienie, protest. Albo usiłowali dotrzeć do podświadomości. Katastrofa nastąpiła wówczas, gdy brzydota stała się celem samym w sobie. Bez żadnej ideologii. Bogate zachodnie społeczeństwa rzuciły się na poszukiwanie dziwności z nudów. Elitarny XIX-wieczny dandyzm obecnie przeobraził się w kamp, estetykę powstałą z fascynacji wszystkim, co nienaturalne i ekscentryczne. Przed naśladownictwem radzę się powstrzymać. Dążenie do brzydoty jest wynaturzeniem. Ma coś z diabelstwa jeśli nawet nie wierzymy w istnienie szatana.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL