fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Czy Juliszu Braun da się zepchnąć do narożnika?

Rzeczpospolita
Kulturalny, miły, przyzwoity, miękki – to najpowszechniejsze opinie o nowym p.o. prezesa TVP
Juliusz Braun po raz pierwszy był w nowym budynku TVP w piątek. Poszedł tam na posiedzenie świeżo wybranej rady nadzorczej. I od razu trafił do gabinetu prezesa jako jego mieszkaniec. – Sterylnie czysto, śladu po nikim tam nie ma – tak relacjonuje wrażenia. Pracę jako p. o. prezesa zacznie dziś. Ma to być robota krótkoterminowa, na sześć tygodni. Ale z opcją przedłużenia.
Co można w tym czasie zrobić? Jedni, jak poseł PiS Jarosław Sellin, mówią, że jego zadaniem będzie „pozamiatać" po bałaganie, jaki był w publicznej telewizji w ostatnich dniach. Inni, jak posłanka PO Iwona Śledzińska-Katarasińska, uważają, że misją Brauna jest uspokoić nastroje wokół TVP. Biorąc pod uwagę cechy charakteru nowego prezesa, rację ma raczej pani posłanka.
Były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Jerzy Stępień znający go od lat mówi o nim: – W gnieździe szerszeni czasami daje się zepchnąć do narożnika.
Kulturalny, miły, przyzwoity, miękki – to najpowszechniejsza opinie o nowym p. o. prezesa TVP. Niektórzy dodają, że jest „człowiekiem bez właściwości". Braun przyznaje, iż nie jest typem wojownika. Historia jego życia to potwierdza.
Po 1989 r. pełnił różne role. Był posłem czterech kadencji, działaczem Unii Wolności, wieloletnim szefem Komisji Kultury i Środków Masowego Przekazu, przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, dyrektorem w Ministerstwie Kultury trzech rządów. Ale publicznie znany jest tak naprawdę z wypowiedzenia jednego słowa „matactwa". Było to w 2003 r. w Sejmie, w trakcie przesłuchań przed komisją ds. afery Rywina. Odnosił się do prac nad ustawą o radiofonii i telewizji, którą nadzorował jako przewodniczący KRRiT. Kilkanaście dni później złożył dymisję (pierwszą związaną z aferą Rywina). I właściwie rozstał się z polityką. Przynajmniej tą partyjno-parlamentarną.
– Pochodzę z tradycyjnej, inteligenckiej i katolickiej rodziny – mówi Braun. Jego stryj Jerzy Braun był w czasach okupacji twórcą i szefem katolickiej organizacji polityczno-wojskowej Unia (także harcerzem i autorem pieśni „Płonie ognisko i szumią knieje"). Frakcja wojskowa Unii przystąpiła później do AK. Do Unii należał również ojciec Juliusza – także Juliusz Braun. I Karol Wojtyła, jeszcze przed kapłańskimi święceniami.
Braun w okresie PRL działał w opozycji, był w bliskim kontakcie ze środowiskiem kościelnym. Pisywał m.in. do tygodnika „Niedziela". Ale także do będącego pod kontrolą władz „Echa Dnia".
– Mam z tamtego okresu jak najlepsze o nim wspomnienia – mówi Kazimierz Ujazdowski, także pochodzący z Kielecczyzny, dziś poseł PiS, wówczas działacz Ruchu Młodej Polski. Podkreśla jednak, że „z tamtego okresu". Bo mimo że był dwukrotnie ministrem kultury, a Braun tą problematyką się zajmował, w ostatnich latach rozmawiał z nim w sumie może 15 minut.
Gdy powstała „Solidarność", Braun został szefem komisji zakładowej w Kieleckim Wydawnictwie Prasowym, w którym pracował. Po wybuchu stanu wojennego był internowany. Przesiedział ponad osiem miesięcy. Podobnie jak innych kieleckich opozycjonistów przygarnęła go kuria biskupia, dając możliwość zarobienia na życie. Braun został jej rzecznikiem. A Jerzy Stępień jej radcą prawnym. – W czerwcowych wyborach 1989 r., układając listy Komitetów Obywatelskich do parlamentu, zgłosiłem Brauna. Jego kandydatura wydawała mi się oczywista – opowiada prof. Stępień. I tak rozpoczęła się kariera Brauna  jako posła, trwająca dziesięć lat.
Braunowi przydarza się występować w zaskakujących sytuacjach i w jeszcze bardziej zaskakujących koalicjach. O. Tadeusza Rydzyka poznał pod koniec lat 80. w Indiach na spotkaniu organizowany, przez wspólnotę Taizé. Kilkanaście lat później, już jako szef KRRiT, podpisywał odnowienie koncesji dla Radia Maryja. Dzisiaj mówi, że wbrew atmosferze, jaką tworzył o. Rydzyk, była to właściwe formalność.
W Sejmie I kadencji został przewodniczącym Komisji Kultury. To on pilotował prace nad ustawą ustanawiającą KRRiT. Z tamtego okresu datuje się jego znajomość z Janem Dworakiem, który był wiceprezesem Radiokomitetu, dziś jest szefem KRRiT.
Mimo chęci i dorobku w sprawach medialnych Braun w 1997 r. nie został ministrem kultury w rządzie AWS – UW. – Do dzisiaj właściwie nie wiem dlaczego – mówi.
Dwa lata później wszedł do KRRiT i został jej szefem. Takie były polityczne ustalenia. Jednak za jego czasów Radą tak naprawdę rządził Włodzimierz Czarzasty (SLD – Ordynacka), jej sekretarz. Taka jest opinia np. Sellina. Także „mataczenie" nad ustawą o rtv, która stała się zarzewiem afery Rywina, przypisuje się właśnie Czarzastemu (tej wersji komisji śledczej sąd jednak nie potwierdził). Wszystko wskazuje na to, że 63-letni Braun został p. o. prezesa TVP w wyniku kompromisu SLD (których patronem jest Czarzasty) z pozostałymi członkami rady. – Nie będę startował w konkursie na szefa TVP – zapewnia „Rz" Braun. To po co mu to wszystko?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA