Zamówienia publiczne

Co trzeci wyrok arbitrów jest zaskarżany do sądu

Liczba odwołań dotyczących przetargów radykalnie zmalała. Jednak firmy kierują częściej skargi do sądów
Wprowadzone w ubiegłym roku ograniczenia dotyczące możliwości składania odwołań przez przedsiębiorców odniosły zakładany przez rząd skutek.
W ciągu dwóch pierwszych miesięcy tego roku wykonawcy wnieśli trzykrotnie mniej odwołań niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Powód? Po pierwsze - podwyższono próg, od którego można się odwoływać. Wcześniej wolno było to robić w wypadku przetargów, których wartość wynosiła od 6 tys. euro, teraz - od 60 tys. euro. Po drugie - radykalnie podwyższono wpis, jaki trzeba uiścić, zanim sprawa trafi na wokandę. Wynosi on od 10 tys. do 40 tys. zł. Małych i średnich przedsiębiorców nie stać na taki wydatek. Dużo częściej wykonawcy korzystają natomiast z możliwości składania skarg, czyli podważania wyroków arbitrów przed sądami powszechnymi. Chociaż skarg mierzonych w liczbach bezwzględnych również jest mniej, to odnotowano dwukrotny ich wzrost w stosunku do rozpatrzonych odwołań. O ile w omawianym okresie ub.r. skarżono co szósty wyrok arbitrów, o tyle w tym roku już co trzeci. Zdecydowana większość skarżących to wykonawcy.
Z czego wynika tak gwałtowny wzrost? - W tej chwili trudno jeszcze przesądzać. Odpowiedź będziemy znali dopiero po dogłębniejszych analizach, gdy np. sprawdzimy, jak wiele wyroków arbitrów uchylają sądy. Na gorąco tłumaczyłbym to rosnącą determinacją wykonawców w walce o zamówienia - mówi Tomasz Czajkowski, prezes Urzędu Zamówień Publicznych. Tymczasem rząd przygotował dalsze ograniczenia w możliwości składania odwołań. Zgodnie z przyjętą przez Sejm nowelizacją prawa zamówień publicznych uprawnienie to będzie przysługiwało w wypadku zamówień o wartości od 137 tys. euro (sektor rządowy) i od 211 tys. euro (sektor samorządowy). Szkopuł w tym, że kiedy kwoty te były niższe, spory zazwyczaj kończyły się na arbitrach, co oznaczało jedynie dwutygodniowe opóźnienie. Gdy jednak w grę wchodzą duże postępowania, liczone w dziesiątkach milionów złotych - wykonawcy walczą do końca. A skierowanie sprawy do sądu oznacza, że przetarg może się wydłużyć nawet o trzy miesiące. Chociaż przepisy mówią, że skarga powinna być rozpoznana w ciągu miesiąca, to termin ten jest jedynie instrukcyjny i rzadko który sąd jest zdolny go dotrzymać. - Skargę przesyła się do przeciwnika procesowego oraz prezesa Urzędu Zamówień Publicznych. Dopiero on kieruje ją do sądu okręgowego właściwego dla siedziby organizatora przetargu. - Prezes UZP odgrywa jednak wyłącznie rolę pośrednika - nie może zablokować skargi. - W wypadku zamówień powyżej 10 mln euro dla dostaw i usług oraz 20 mln euro dla robót budowlanych zamawiający nie może zawrzeć umowy przed zapadnięciem sądowego wyroku. Chociaż skarg mierzonych w liczbach bezwzględnych jest mniej, to relatywnie są dwa razy częściej składane. Dane z pierwszych dwóch miesięcy tego roku pokazują, że co trzeci wyrok zespołu arbitrów jest zaskarżany do sądu. A to oznacza przedłużenie procedur nawet o trzy miesiące, gdyż nawet tyle czeka się czasami na wyrok sądowy. W analogicznym okresie 2006 r. zaskarżano co szósty wyrok.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL