Radcowie

Unifikacja zawodów prawniczych umożliwiłaby wzmocnienie kontroli państwa nad samorządami

Piotr Sendecki
Nieznane
Połączenie zawodów adwokata i radcy prawnego to typowy temat zastępczy. Odsuwa na plan dalszy problem o zdecydowanie większej wadze: utrzymanie niezależności i integralności zawodów prawniczych, działających w oparciu o autentyczny i demokratyczny samorząd - uważa wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej
Efektem połączenia zawodów adwokata i radcy prawnego byłoby stworzenie samorządów molochów, niemających możliwości utrzymania więzi ze swoimi członkami, a w następstwie - znaczące obniżenie pozycji samorządu. Czy zatem władze Krajowej Rady Radców Prawnych, głosząc potrzebę unifikacji zawodów prawniczych, nie dały się przypadkiem włączyć w szeroki program przejmowania przez państwo kontroli nad wszelkimi formami publicznej aktywności obywateli?
Czemu miałoby służyć połączenie tych dwóch zawodów? Powstanie ogromnej organizacji, liczącej blisko 30 tysięcy prawników, spowodowałoby atomizację, zerwanie więzi ze środowiskiem, likwidację esprit de corps (już dzisiaj nawet w mniejszych izbach nie wszyscy się znamy i rozpoznajemy), tak ważnego dla tożsamości zawodu oraz kształtowania postaw i wzorców.
To, czego nie wiedzą krytycy tzw. korporacjonizmu, a w istocie idei samorządności, to fakt, że kontrola etycznej strony zawodu zaufania publicznego dokonywana jest na co dzień przez władze samorządowe. Odbywa się to z reguły w sposób niespektakularny, poprzez korzystanie przez dziekana okręgowej rady, jej rzecznika dyscyplinarnego lub innych członków rady (referaty skarg) z uprawnień dyscyplinujących, pozwalających natychmiast reagować na zachowania niezgodne z zasadami czy wręcz patologiczne. Wzywanie do stawiennictwa przed dziekanem, udzielanie upomnień i nagan, wskazywanie na niewłaściwe postępowanie wobec klientów, sądów i innych instytucji, a także w stosunku do kolegów i organów samorządu wraz z żądaniem naprawy tego stanu oraz groźbą wszczęcia postępowania przez rzecznika dyscyplinarnego - same w sobie stanowią bardzo skuteczne metody dyscyplinujące, często wystarczające i niewymagające włączania bardziej drastycznych środków (postępowania dyscyplinarnego). Oczywiście tego typu metody można stosować w społeczności zintegrowanej, uznającej za cenną wartość przynależność do grupy oraz akceptującej obowiązujące zasady etyczne. Co więcej, metody te mają siłę oddziaływania wdających się ogarnąć strukturach, gdzie istnieje dobry przepływ informacji, a poczucie więzi jest silne lub uznawane za coś ważnego. W sytuacji drastycznego powiększenia liczby członków izb przy zmniejszonej liczbie samych izb, które stałyby się strukturami o dużym zasięgu terytorialnym, oddalonymi od swoich członków - opisany mechanizm przestałby działać. Unifikacja zawodów prawniczych umożliwiłaby wzmocnienie kontroli państwa nad samorządami. Poprzez próbę skupienia w jednej organizacji aktywności samorządowej prawników władze chcą uzyskać wpływ na całe środowisko. Znamienne, że minister sprawiedliwości, mimo ostrej retoryki antykorporacyjnej, nie czynił w minionych latach użytku z posiadanych przez siebie szerokich uprawnień nadzorczych i dyscyplinujących wobec adwokatów i radców. Z jednej zatem strony w wystąpieniach publicznych zarzuca samorządom, że źle działają, że w odpowiednim czasie nie reagują na przejawy patologii, a z drugiej nie korzysta z przysługujących mu prerogatyw. Zdaje się to potwierdzać tezę, że tak naprawdę ministrowi nie chodzi o korzystanie z szerokich uprawnień nadzorczych, umożliwiających skuteczne kontrolowanie samorządów, lecz o centralizację i przejęcie przez państwo funkcji pełnionych dotąd przez samorządy. Można zrozumieć, że wraz z projektem ustawy o doradcach prawnych pojawiła się w środowisku radców silna obawa konfuzji natury fonetycznej i semantycznej wobec bliskości brzmienia słów radca i doradca. Faktycznie, uchwalenie ustawy o licencjonowanych doradcach, których lepiej chyba nazywać felczerami prawnymi, spowodować może w odbiorze społecznym, skorym do upraszczania i niechętnym do rozróżniania znaczeń, utożsamianie radców i doradców prawnych. Taka obawa jest w pełni uzasadniona po stronie kolegów radców, których poziom wykształcenia i doświadczenie, zwłaszcza w sprawach gospodarczych, jest w większości bardzo wysoki, nie mówiąc już o wprowadzonym ponad 20 lat temu - wedle wzorów obowiązujących od zawsze w adwokaturze - obowiązku odbycia aplikacji i zdania egzaminu radcowskiego dopuszczającego do zawodu radcy. Obawa przed utożsamianiem wysoko wykwalifikowanych radców ze słabo wykształconymi doradcami tłumaczy w pewnym stopniu reakcję emocjonalną. Czy jednak z tego powodu apelować o unifikację zawodów adwokata i radcy? Nic nie stoi na przeszkodzie, by zaprosić kolegów radców do wstąpienia do palestry. Adwokatura jest otwarta dla wszystkich posiadających odpowiednie wykształcenie, zdane egzaminy zawodowe (radcowskie, sędziowskie, notarialne) oraz legitymujących się stosownym doświadczeniem zawodowym i postawą etyczną. Adwokatura posiada też kształtowaną od blisko 100 lat deontologię zawodową. Podlega ona oczywiście zmianom, uwzględniając wyzwania współczesności, także te dotyczące sposobów informowania o zawodzie i specjalizacji poszczególnych członków palestry. Adwokatura jest skłonna dzielić się swoją marką, tradycją zawodu, pięknymi kartami zapisanymi w najbardziej dramatycznych okresach historii Polski: II wojna światowa (kiedy zamordowanych zostało 80 proc. adwokatów, a większość z nich była członkami Armii Krajowej, brała udział w powstaniu warszawskim), obrony polityczne w czasach stalinowskich, stawanie po stronie krzywdzonych i walczących z systemem totalitarnym w okresach zrywów społecznych. Adwokatura jest otwarta i zaprasza koleżanki i kolegów z innych zawodów prawniczych do korzystania z tradycji zawodu i jego marki, statuując wszakże dwa ważne warunki: > adwokat musi pozostać wolnym: zachować niezależność zawodową, nie podlegać naciskom, również tym wynikającym ze stosunku zależności wobec klienta (etat), > adwokat musi być nieskażony relacjami z jakimikolwiek służbami specjalnymi. Ma to zapewnić pełną wiarygodność, rzetelność, poufność i uczciwość wobec klienta, który powierza adwokatowi swoje najskrytsze tajemnice. Adwokatem nie może być ktoś, kto współpracował ze służbami specjalnymi, których działania miały charakter polityczny i godziły wprawa człowieka. Relacja adwokata z klientem oparta jest na zaufaniu i bezwzględnym obowiązku zachowania tajemnicy adwokackiej. Nie ma więc miejsca nawet na cień podejrzenia o brak lojalności, o delatorstwie już nie wspominając. Dlatego adwokatura od początku procesu transformacji - jako jedyny zawód prawniczy - domagała się od swych członków poddania się lustracji. Podczas uchwalania pierwszej ustawy lustracyjnej samorząd adwokacki wystąpił do Sejmu o objęcie adwokatów obowiązkiem złożenia oświadczenia lustracyjnego. Był to jedyny przykład lustracji na własne życzenie. Do czasu wejścia w życie nowych przepisów lustracyjnych przedstawiciele innych wolnych zawodów prawniczych nie byli objęci lustracją. Zwolennicy połączenia zawodów twierdzą, że organy państwa będą się bardziej liczyć z jednym samorządem, złożonym z 30 tysięcy członków, niż z dwoma mniejszymi. Nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia dla tej tezy. Wręcz przeciwnie: to właśnie istnienie dwóch samorządów, z których jeden jest bardzo liczny, a drugi mniejszy, ale ze stuletnią tradycją samorządową, utrudnia władzom forsowanie pomysłów centralizacyjnych. To właśnie pluralizm - także samorządowy -nie pozwala władzy niechętnej ciałom pośredniczącym, skłonnej do zawłaszczania państwa, na likwidowanie sfer niezależnych i wolnych od ingerencji państwa. Samorządy adwokatów i radców prawnych nie mogą dać się skłócić. Nie mogą także zgodzić się na sprowadzenie dyskusji na temat wolności zawodów prawniczych do unifikacji. Nie wolno dać się wciągnąć w orbitę wygodnej dla rządzących zasady "dziel i rządź". W ostatnich latach udowodniliśmy, że w wielu sprawach potrafimy działać wspólnie i zgodnie występować w interesie członków naszych organizacji samorządowych. Zarówno adwokaci, jak i radcowie prawni nie są jednolitą grupą zawodową. Poglądy naszych koleżanek i kolegów są zróżnicowane. Opinia adwokata zarządzającego kilkudziesięcioosobową spółką adwokacką czy adwokacko-radcowską z Warszawy, opinia partnera amerykańskiej firmy liczącej 2000 adwokatów, opinia adwokata "sądowego" z dużego, małego czy średniego miasta, adwokata prowadzącego własną kancelarię we Włodawie czy w Piszu - każda z tych opinii musi być brana pod uwagę, musi być wysłuchana. Pojawiają się głosy, że podczas swoich jesiennych zjazdów adwokaci i radcowie prawni -spełniając poniekąd życzenie władz - własnymi rękami zlikwidują samorządy i wystąpią o utworzenie zunifikowanej adwokatury. Inni są zdania, że władza - nie oglądając się na prawa zawodów zaufania publicznego gwarantowane przez konstytucję, międzynarodowe konwencje i prawo wspólnotowe - dokona odgórnych zmian i wprowadzi jeden samorząd. Państwo w swoim dobrze pojętym interesie powinno wspierać samorządność i systemy wewnętrznej kontroli. Ingerencja państwa to ostateczność. Czy w próbach wpływania na sposób funkcjonowania samorządów zawodów prawniczych nie chodzi o to, żeby jednostkę przeciwstawić bezpośrednio państwu, by nie komunikowała się z nim poprzez ciała pośredniczące, o których Alexis de Tocqueville pisał jako o szkole demokracji?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL