fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Wildstein: Polityków wstręt do polityki

Bronisław Wildstein
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Donald Tusk wspomaga kampanię samorządową swojej partii. Nic w tym dziwnego. Zastanawiać może jednak sposób w jaki zdecydował się to robić.
Z billboardów odmłodzony premier nawołuje optymistycznie: "Nie róbmy polityki. Budujmy boiska". "Boiska" zastąpione bywają przez "szkoły", "mosty" albo nawet "Polskę".
— Nie było retuszu na tych zdjęciach — zapewnia Małgorzata Kidawa-Błońska, rzeczniczka sztabu wyborczego PO. A Waldy Dzikowski, wiceszef klubu, uzupełnia: — Na żywo również widać, że premier jest w niezłej kondycji.
Przytoczyłem komentarze sztabowców rządzącej partii, aby wiadomo było, co jest z ich perspektywy naprawdę ważne. W każdym razie nie tylko nie jest ważna, ale nawet negatywnie naznaczona zostaje polityka, a najważniejszy polityk w kraju ogłasza, że trzymać się będzie od niej jak najdalej.
Arystoteles zdefiniował politykę jako zabieganie o dobro wspólne jakim jest państwo. I właściwie sens tego pojęcia po dziś dzień nie uległ zmianie. We współczesnych definicjach bardziej kładzie się nacisk na zdobywanie i utrzymywanie władzy albo na uzgadnianie rozmaitych interesów w danej zbiorowości, ale to tylko próba podkreślania przez współczesnych teoretyków ich "realizmu". W sumie chodzi o optymalny stan wspólnoty czyli o "dobro", które dziś boimy się tak nazywać. Rządzenie winno służyć jakiemuś celu, a jeśli staje się nim wyłącznie dobro rządzących, to wszyscy zgadzamy się, że mamy do czynienia z aberracją.
Nie tylko w Polsce jednak obserwujemy deprecjację idei polityki, która przecież z założenia winna być jednym z najbardziej szlachetnych i ważnych zajęć. Ludźmi stajemy się dzięki relacjom interpersonalnym, dzięki szeroko rozumianej kulturze, bez której pozostawalibyśmy, jak "dzikie dzieci" na etapie zwierzęcości. Polityka, zgodnie z klasykami, pozwala nam przekroczyć egoizm i zjednoczyć się z narodem, a więc polityczną wspólnotą, najszerszą z jaką w normalnych warunkach jesteśmy w stanie się identyfikować.
Żyjemy w epoce narcystycznej, w której do rangi nadrzędnego celu podnoszone jest zaspokajanie doraźnych, indywidualnych zachcianek. Jest to równocześnie czas infantylizmu, gdyż niedostrzeganie uwarunkowań i niesamowystarczalności indywiduum jest objawem niedojrzałości. Charakterystyczne dla takiej postawy jest ignorowanie istotnego znaczenia jakie dla naszych egzystencji ma polityka. Media zwłaszcza w Polsce lubują się w pokazywaniu ludzi demonstrujących wobec niej pogardę i deklarujących zainteresowanie sprawami "ważniejszymi". Eksponowanie tego typu idiotów (grecki źródłosłów oznaczał osobę nie uczestniczącą w życiu publicznym) dość wyraźnie wskazuje na kompleksy dziennikarzy dowartościowujących się deprecjonując postacie, którymi muszą się zajmować.
Nie oznacza to, że współcześni politycy dorastają do roli, którą pełnić powinni. Nonsensem byłoby jednak uznawać nawet spore nagromadzanie grafomanów za dowód przeciw literaturze, a rozplenienie się pseudomyślicieli za przekreślenie sensu myślenia. Pseudopolitycy odbierają więc wartość wyłącznie polityce w swoim wydaniu, a nie polityce w ogóle.
Inna sprawa, że skuteczne zniechęcanie obywateli do polityki niesłychanie ułatwia życie politykom samym, którzy przy braku zainteresowania a więc i kontroli mogą sobie na dużo więcej pozwalać. Gdyby obywatele umieli wyciągać wnioski z proponowanych im rozwiązań, to do budowy boisk, ani mostów nie jest im potrzebny ani Tusk, ani PO.
Nie można jednak wykluczać, że w kampanii PO przejawia się autentyczny stosunek tej partii do polityki. W końcu wiedzą jak ją robią.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA