fbTrack

Świat

Bitwa na granicy Libanu z Izraelem

Rzeczpospolita
Do akcji wkroczyły czołgi oraz artyleria. Użyto rakiet i ciężkiej broni maszynowej. Takiego starcia na pograniczu nie było od wojny w 2006 roku
Podobno wszystko zaczęło się od drzewa. Według gazety “Haarec” grupa izraelskich żołnierzy próbowała ściąć drzewo po libańskiej stronie granicy. Czy nie zdawali sobie sprawy, że są już na terytorium innego kraju, czy zrobili to świadomie – nie wiadomo. Libańscy pogranicznicy, widząc intruzów, postanowili drzewa bronić.
Oddali nad głowami Izraelczyków kilka ostrzegawczych serii, uruchamiając tym samym reakcję łańcuchową. Z jednej strony poleciały pociski czołgowe, spadając na libańską wioskę Aadassi i wywołując w niej pożar. W płomieniach stanął także libański transporter opancerzony, trafiony rakietami przez izraelski śmigłowiec. W pojeździe było trzech żołnierzy i jeden cywil. Wszyscy zginęli. W odpowiedzi umiejscowione w pobliżu libańskie baterie oddały kilka salw w stronę Izraela. Dwóch izraelskich żołnierzy zostało rannych, ewakuowano ich śmigłowcem. Jeden z nich, wysoki rangą oficer, miał wkrótce skonać. W izraelskich mediach pojawiły się informacje o rakietach katiusza odpalonych z Libanu w stronę izraelskich przygranicznych miast. Natychmiast ogłoszono w nich alarm, mieszkańcy ukryli się w schronach.
Telewizyjne zdjęcia z pogranicza pokazywały kłęby dymu unoszące się nad pozycjami obu armii, słychać było gęstą kanonadę. Pojawiły się obawy, że potyczka może się przerodzić w konfrontację między obydwoma krajami. – Musimy za wszelką cenę powstrzymać Izraelczyków, którzy naruszyli rezolucję ONZ i wkroczyli na nasze terytorium – apelował do swoich rodaków prezydent Libanu Michel Suleiman. Po pewnym czasie udało się jednak opanować sytuację i obie strony wstrzymały ogień. Być może pomogły apele błękitnych hełmów (na pograniczu stacjonuje misja ONZ – UNIFIL), którzy wzywali obydwie strony do wykazania “maksymalnej powściągliwości”. Dowodzący misją włoski generał Santi Bonfanti natychmiast skontaktował się z przedstawicielami obu krajów i podjął się mediacji. Potyczka pokazuje, jak bardzo napięta jest sytuacja na granicy Izraela z Libanem. – To jest beczka prochu. Libańska armia, my, i wspierana przez Iran skrajna szyicka organizacja Hezbollah, która niepodzielnie włada południowym Libanem. Tym razem udało się uniknąć większego konfliktu, ale w każdej chwili może się tam zrobić naprawdę gorąco – powiedział “Rz” izraelski ekspert dr Mordechaj Kedar. W 2006 roku doszło do wojny między Hezbollahem a Izraelem. Choć izraelskie lotnictwo dokonało wielkich zniszczeń na terenie Libanu, nie udało mu się złamać oporu szyickiej partyzantki.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL