fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Nowe władze IPN dopiero na wiosnę?

prof. Tomasz Gąsowski
Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Tylko kilka ośrodków naukowych wybrało osoby, które będą wskazywać kandydatów do nowej Rady Instytutu Pamięci Narodowej
Elektorów, których w sumie będzie 24, niektóre uczelnie wyłonią dopiero jesienią.
Zgodnie z nowelizacją ustawy o IPN w miejsce dzisiejszego Kolegium Instytutu powstanie dziewięcioosobowa Rada IPN, wywodząca się m.in. ze środowisk naukowych. Kandydatów do niej wskażą elektorzy.
Rada ma m.in. ustalać tematy badawcze i rekomendować kierunki działań Instytutu. Wskaże też kandydata na prezesa IPN, którego powoływać i odwoływać będzie Sejm zwykłą większością głosów (dotąd – większością 3/5).
Dzięki nowym przepisom o Instytucie dostęp do akt z archiwum IPN uzyskali też byli agenci i pracownicy służb specjalnych PRL.
[b]Rz: Po zmianie ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej funkcja elektora to chyba niewdzięczne wyróżnienie?[/b]
[b]Prof. Tomasz Gąsowski, historyk z UJ, elektor, który będzie wyłaniał kandydatów do władz IPN:[/b] Raczej tak. Nie kwapiłem się do tego, ale zgodziłem się, bo pytali mnie o to dziekan wydziału i dyrektor Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Prosiła mnie o zgodę jeszcze jedna ważna dla mnie osoba, ale o tym nie chcę opowiadać.
[b]Nie obawia się pan, że – nawet zakładając najlepsze chęci naukowców – skomplikowana procedura wyboru nowych władz Instytutu i tak skończy się politycznym sporem o to, kto ma kierować jego pracami?[/b]
Takim sporem ona być może się zakończy. Jest jednak i inna trudność.
Jako człowiek doświadczony w wyborach uniwersyteckich wiem, że kiedy ponad 20 osób w trybie tajnym wyłonić ma bodajże 15 kandydatów, to nie jest to proste.
Nie wiem nawet, czy ktoś opracował już regulamin procedury działania kolegium elektorskiego.
[b]Dlaczego 20 lat po upadku komunizmu wybór prezesa IPN budzi takie emocje?[/b]
Bo peerelowska przeszłość ma ciąg dalszy. Jest też przedmiotem sporu – ideowego i politycznego.
Jedna z osi podziału dotyczy oceny ważnych dla naszego życia postaci, z byłym prezydentem Lechem Wałęsą na czele. Jeden obóz podchodzi do niego co najmniej krytycznie, a drugi uczynił z historycznego przywódcy „Solidarności” ikonę, wokół której się skupił także w ostatnich wyborach prezydenckich.
Tymczasem działalność badawcza Instytutu Pamięci Narodowej pokazuje, że heroiczna przeszłość Wałęsy miała momenty co najmniej dwuznaczne.
Ich wydobywanie na światło dzienne wywołuje ogromne zdenerwowanie osób, które uwierzyły, że są ludźmi z marmuru, z żelaza, pomnikami, o których nie wolno niczego krytycznego napisać. Instytut zaś to robi, pracując na takich, a nie innych materiałach. Dlatego część polityków wolałaby mieć go pod kontrolą.
[b]Po zmianie przepisów istnieje ryzyko, iż IPN będzie miał mniejsze niż dotąd znaczenie dla ujawniania prawdy o PRL?[/b]
To możliwe, bo mając władzę dotyczącą kierowania pracami Instytutu Pamięci Narodowej – zresztą teraz będzie ją w dużej mierze miała nowa Rada, a nie prezes Instytutu – można dokonywać innej oceny priorytetów działalności tej instytucji w porównaniu z tym, czym zajmowała się wcześniej.
[b]Czy po otwarciu archiwów IPN także dla byłych agentów Służby Bezpieczeństwa lustracja ma jeszcze sens?[/b]
Lustracja niespecjalnie ma sens, poza naukowym dokumentowaniem przeszłości. Tak jak była rozumiana w latach 90. – jako droga do odcięcia się od spuścizny PRL – stopniowo się dezaktualizuje, skoro coraz więcej jest w życiu publicznym ludzi, którzy są za młodzi, by podlegać takim procedurom.
Często też ujawnienie niezbyt pochlebnej przeszłości osoby publicznej nie rodzi konsekwencji, nawet moralnych. Takie osoby są wręcz czasem pokazywane jako „ofiary drabów z IPN”. Lustracja się w pewien sposób wypaliła.
[b]Od czasu śmierci prezesa IPN Janusza Kurtyki niektórzy pracownicy Instytutu skarżą się na poczucie pewnej tymczasowości pracy w tej instytucji. Czy długa procedura wyborów nowych władz tego poczucia nie pogłębi i znakomici historycy nie poszukają innej pracy?[/b]
To się może zdarzyć. Nie wszyscy politycy będą tym zmartwieni.
Według mnie najważniejsze jest to, czy kierujący dziś pracami Instytutu potrafi skutecznie walczyć o pieniądze na jego działalność. W staraniach o wysokość budżetu na przyszły rok siłą rzeczy pozycja p.o. prezesa jest słabsza niż prezesa wyłonionego w normalnym trybie. Czas wyczekiwania nie sprzyja intensywnym działaniom.
[i] rozmawiała Ewa Łosińska[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA