fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2010

W dużych miastach mobilizacja urlopowiczów

W Warszawie zaświadczenia uprawniające do głosowania na urlopie wzięło 50 tys. osób. Na zdjęciu kolejka po te dokumenty w Urzędzie Dzielnicy Ursynów
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Grzegorz Byszewski
Marek Kozubal
Po zaświadczenia wyborcze ustawiają się kolejki. Czy to zwiastun wysokiej frekwencji mimo wyjazdów na wakacje?
Jeszcze tylko dziś wyjeżdżający na urlop mogą uzyskać zaświadczenie, które pozwoli im w niedzielę głosować poza miejscem zamieszkania. Muszą się liczyć z kolejkami, bo urzędy gmin, miast i dzielnic, które wydają te dokumenty, przeżywają oblężenie.
– Zaczęło się przed I turą, kiedy dziennie zgłaszało się po kilkaset osób, które wybierały się na wakacje – opowiada Andrzej Żbikowski, kierownik wydziału obsługi interesantów w Urzędzie Miejskim w Szczecinie. – Wydaliśmy wtedy 4,5 tys. zaświadczeń, ale przed II turą spadła na nas prawdziwa lawina wniosków, po tysiąc dziennie. Łącznie będzie ich ok. 12 tys.
Nie próbuje nawet porównywać tej fali wniosków do doświadczeń z przeszłości. – Pierwszy raz wybory przypadły na czas kanikuły – podkreśla.
Rekordy padały też w innych miastach. We Wrocławiu wydano już prawie 22 tys. zaświadczeń, w Krakowie ponad 20 tys., w Poznaniu 16,5 tys. – Dziennie zjawiało się u nas po 1,5 tys. osób – mówi Katarzyna Wilk, dyrektor Wydziału Spraw Społecznych z urzędu w Poznaniu.
W Gdańsku po zaświadczenia zgłosiło się ok. 12 tys. osób, w Lublinie 8 tys., w Białymstoku – 6 tys., w Kielcach 4,7 tys.
– Przez ostatnie 20 lat urząd nie wydał tylu zaświadczeń co obecnie (2,6 tys. – red.) – mówi Krystyna Obal z Urzędu Miasta w Tarnowie. Wzięło je m.in. 150 kleryków seminarium duchownego, którzy wracają na wakacje do domów. – Wśród nas nie ma zwolenników Bronisława Komorowskiego – żartują.
Najwięcej zaświadczeń wydały warszawskie urzędy dzielnic – łącznie 50 tys. – Jadę na Open’er do Gdyni, chciałbym mieć szansę zagłosować na swojego kandydata – mówi Piotr z Mokotowa, dodając, że nie jest nim Jarosław Kaczyński.
Część urlopowiczów chce głosować za granicą. Wilhelm Woźniak z Krasnego pod Rzeszowem wczoraj wyleciał na wczasy do Tunezji. Wcześniej wziął zaświadczenie. – Biuro podróży zapewniło nas, że w niedzielę specjalne autobusy dowiozą turystów do polskiej ambasady w Tunisie – mówi. MSZ przygotowało w tym celu aż 263 zagraniczne punkty wyborcze.
Lawina wyborców, którzy chcą głosować poza domem, wymusiła wydłużenie czasu pracy urzędników – np. wczoraj w Warszawie do godz. 20 czy w Szczecinie – do 22. Dziś pracują do 16, bo muszą zdążyć przygotować spisy wyborcze dla PKW.
Szacuje się, że tylko nad polskim Bałtykiem w czasie II tury może wypoczywać nawet 0,5 miliona Polaków. – Mobilizacja urlopowiczów może być ważna, bo o wyniku tych wyborów może przesądzić nawet jeden głos – podkreśla Jarosław Flis, politolog z UJ. – Z drugiej strony trudno przecenić wpływ tego zjawiska na ogólną frekwencję, bo nie wiemy, ilu wyborców w ogóle zostanie w domach.
Któremu z kandydatów bardziej sprzyja boom na zaświadczenia? – To też łatwo przecenić, bo poparcie dla Komorowskiego w dużych miastach jest wprawdzie wyższe niż dla Kaczyńskiego, ale to nie jest przepaść. Poza tym urlopowa mobilizacja na pewno objęła oba elektoraty – uważa Flis.
Na urlopowiczów najwyraźniej liczy Komorowski, który już w środę zaapelował, żeby korzystać z zaświadczeń. Sam w asyście dziennikarzy pobrał zaświadczenie, by móc głosować nieopodal swojego domu letniskowego w Budzie Ruskiej na Podlasiu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA