Społeczeństwo

Bardzo kiepski scenariusz

Fotorzepa, Wojciech Grzędziński Woj Wojciech Grzędziński
Żaden z filmów, które tworzył, nie wzbudził takich emocji jak nagrania szantażystek
Co się właściwie stało? Przyjaciele Krzysztofa Piesiewicza solidarnie milczą.
– Nie powiem o nim ani jednego zdania – zarzeka się aktorka Maja Komorowska. Kazimierz Kutz, reżyser i przez pewien czas kolega z Senatu: – To szok! A ja myślałem, że zostanie świętym. I może jeszcze zostanie.
Za sprawą nagrań ujawnionych przez „Super Express”, na których Piesiewicz przebrany w sukienkę wciąga biały proszek, budowany od kilkudziesięciu lat wizerunek szanowanego adwokata, uznanego na świecie scenarzysty i niezależnego polityka stracił spójny charakter. Jakby do puzzli ktoś nagle dorzucił element niepasujący do obrazka. Jak to teraz ułożyć? [srodtytul]Autorytet[/srodtytul] Piesiewicz od lat uchodził za autorytet. Zasiadał w gremiach, kapitułach, wręczał nagrody. Między innymi Ślad im. biskupa Jana Chrapka czy przyznawany z okazji Dnia Papieskiego Totus. Roztaczał patronat honorowy nad teatrem w Opolu. – Pasował świetnie do tej roli. Zawsze z miną „autorytetu zbolałego”– ironizuje jeden z prawicowych polityków. Nie unikał wypowiedzi na tematy moralne nawet wtedy, gdy – jak dziś wiemy – szantażyści już grozili mu publiczną kompromitacją. Po aresztowaniu obrońców Lwa Rywina komentował: „W każdym zawodzie może się znaleźć kilka czarnych owiec”. Zawsze jednak unikał radykalnych ocen. O aresztowaniu Romana Polańskiego mówił: „Nie chcę wnikać w to, co się zdarzyło 30 lat temu, ani analizować czasem tragicznego życia Polańskiego. Ale niezależnie od tego fundamentalne znaczenie dla naszej cywilizacji ma czas. Dlatego m.in. w krajach europejskich, także w Szwajcarii, w prawie są zapisy dotyczące przedawnienia”. Urodził się w 1945 roku, pochodzi z rodziny prawniczej. Jego dziadek był notariuszem w Siedlcach, ojciec Marian Piesiewicz, przed wojną sędzia sądu okręgowego, po wojnie przeniósł się do palestry i działał w samorządzie adwokackim. Do warszawskich władz adwokatury Piesiewicz senior był wybierany nie ze wskazania komunistycznej władzy, ale z sali, jako prawdziwy przedstawiciel środowiska. – Krzysztofa poznałem, kiedy przyszedł na aplikację adwokacką. Od razu miał ugruntowaną pozycję ze względu na ojca – wspomina były premier i znany adwokat Jan Olszewski. Piesiewicz był ambitny. Bronił w sprawach trudnych. Kilku przestępców uratował od kary śmierci. Do grona obrońców w sprawach politycznych dołączył w stanie wojennym za sprawą swego przyjaciela mec. Edwarda Wendego. Już wtedy miał kontakty w świecie artystycznym. Był intelektualistą, który publicznie przyznawał, że „Upadek” Alberta Camusa jest jedną z jego najważniejszych lektur. Prawdziwy rozgłos zdobył podczas procesu o zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki, gdy znalazł się w elitarnym gronie oskarżycieli posiłkowych. Cała Polska śledziła wtedy przebieg zdarzeń na sali sądowej. Mowy oskarżycieli posiłkowych, odbite nielegalnie na powielaczach, kolportowała opozycja. – Koordynowaliśmy nasze działania w toku rozprawy – mówi Olszewski. W 1989 r. zostało znalezione ciało matki Krzysztofa Piesiewicza. O okolicznościach jej śmierci opowiadał w „Gazecie Wyborczej”: „Miałem do matki pojechać wieczorem około dziesiątej, podać jej lekarstwa. Ale zasiedziałem się u kogoś i było już za późno. Wracając, przejeżdżałem koło jej domu, pomyślałem, że przyjadę jutro. Następnego dnia zadzwonił telefon. Matka leżała na podłodze związana systemem sznurków – identycznym, jaki widziałem na procesie ks. Popiełuszki. Pod drzwiami leżała maczeta”. W wywiadach dawał do zrozumienia, że nigdy nie pozbył się wątpliwości, czy zabójstwo matki nie miało związku z jego działalnością jako obrońcy opozycjonistów. – Ta sprawa była szeroko komentowana w środowisku, do dziś nie została wyjaśniona – mówi Olszewski. [srodtytul]Polityk[/srodtytul] Piesiewicz zawsze podkreślał, że potrzebę działania publicznego poczuł w sierpniu 1980 r. Nie był członkiem „Solidarności”, ale pomagał związkowcom jako adwokat. Do czynnej polityki wszedł w 1991 r. Był w Porozumieniu Centrum, należał nawet do rady politycznej. Pod koniec lat 90. działał w AWS. W ostatnich wyborach do Senatu startował z list PO. W Warszawie zdobył ponad pół miliona głosów. A jednak, choć dziesięć lat sprawował funkcję senatora, niektórzy politycy zarzucają mu brak wyrobienia politycznego. – „Piesio” używany był do firmowania swoim autorytetem cudzych pomysłów. Ma dar pięknego ubierania w słowa każdej myśli – twierdzi jeden z prawicowych polityków. Maciej Płażyński, w czasach AWS marszałek Senatu, uważa jednak, że Piesiewicz zawsze był niezależny w swoich sądach: – Postrzegam go jako osobę niepoddającą się dyscyplinie. To nie jest typ partyjnego aktywisty, ale indywidualista. Taki ma charakter, osobowość. Jest ciągle w dystansie do rzeczywistości. Stanisław Piotrowicz, senator PiS, szef Komisji Praw Człowieka i Praworządności, ocenia: – Zawsze zabierał głos w sposób rzeczowy. I nie zawsze wygodny dla swojego środowiska. Stać go było na własne poglądy mimo klubowych wytycznych. Senatorowie pamiętają, że po jednym z takich wystąpień, podczas którego Piesiewicz zgłaszał uwagi krytyczne wobec projektu przygotowanego przez rząd, ostro zareagował Zbigniew Chlebowski, wtedy jeszcze szef Klubu PO. Potrafił dbać o swój wizerunek. Jeden z parlamentarzystów pamięta sytuację, gdy Senat zajmował się ustawami kombatanckimi. Piesiewicz obiecał kombatantom, że wstrzyma się od głosu nad niekorzystnymi dla nich rozwiązaniami. Klubowym kolegom poradził jednak, by głosowali za odrzuceniem poprawek. W rezultacie wyszedł na jedynego sprawiedliwego, o co inni senatorowie mieli do niego pretensje. [srodtytul]Scenarzysta[/srodtytul] W świecie filmowym także stał trochę z boku. – Trio przyjaciół Krzysztof Kieślowski, Krzysztof Piesiewicz, Zbigniew Preisner odnosiło międzynarodowe sukcesy, a świat artystów bywa zazdrosny – opowiada osoba związana ze środowiskiem filmowym. Z Kieślowskim poznała Piesiewicza ich wspólna znajoma Hanna Krall. Reżyser chciał robić film dokumentalny o procesach politycznych. Opisać ówczesną rzeczywistość sądową. Podczas tej pracy spotkał się z młodym, zdolnym adwokatem – Krzysztofem Piesiewiczem. Ich współpraca zawodowa przerodziła się w przyjaźń. Napisali razem wiele scenariuszy. Wszystkie dotyczyły dylematów moralnych. Obrazy Kieślowskiego – owoc tej współpracy – zdobywały nagrody na najbardziej prestiżowych festiwalach filmowych. Po nominacji filmu „Czerwony” do Oscara stali się znani w środowisku filmowym Los Angeles. Zaproszono ich do zasiadania w Amerykańskiej Akademii Filmowej, która wybiera laureatów Oscarów. Śmierć Kieślowskiego przerwała pasmo sukcesów. – W polskim świecie filmowym mówiono, że to koniec. A Piesiewicz nadal pisał scenariusze i dobrze je na Zachodzie sprzedawał – mówi osoba związana ze środowiskiem filmowym. Nigdy jednak nie natrafił na reżysera, z którym rozumiałby się równie dobrze jak z Kieślowskim. [srodtytul]Każdy musi mieć swoje tajemnice[/srodtytul] Zdumiewające, że przez wszystkie lata działalności publicznej, udzielając kilkudziesięciu wywiadów, odpowiadając na tysiące pytań, Piesiewicz tak mało powiedział o sobie. Cały czas ukrywał się za błyskotliwymi sentencjami: „Osobiste przeżycie religijne jest prawdziwe tylko wtedy, gdy pozwala objąć bezinteresowną miłością innych ludzi”; „Paradoks współczesnych czasów polega na tym, że im więcej wiemy o zorganizowaniu ogromnych przestrzeni wszechświata, im dalej przesuwamy granicę tego, co rozumiemy, tym dotkliwiej odczuwamy tajemnicę i niemożliwość jej odgadnięcia”; „Jeśli wiara jest jedynie narzędziem społecznym, to autentyczna miłość nie jest możliwa”; „Bo tak naprawdę największą tęsknotą, jaką nosimy w sobie, jest spełnienie się w miłości”. Zawsze się asekurował. „Był pan szczery?” – pytała na koniec wywiadu dziennikarka tygodnika „Pani”. – „Nie kłamałem, ale nie powiedziałem wszystkiego. Jest granica pewnej intymności. Nie można się do końca obnażać. Każdy musi mieć swoje tajemnice” – odparł Piesiewicz. Obserwowany z dystansu sprawia wrażenie człowieka zarozumiałego. W bezpośrednim kontakcie zyskuje. Nienaganne maniery, sposób wysławiania wyniósł z domu na warszawskim Żoliborzu. Ale dziennikarze, którzy częściej się z nim spotykali, opowiadali o dziwnych zachowaniach. Zdarzało mu się mylić dobrze znaną drogę podczas jazdy samochodem, niespójnie odpowiadać na pytania. Takie zdarzenia łatwo jednak wytłumaczyć zmęczeniem lub artystycznym roztargnieniem. Krzysztof Piesiewicz nie zdecydował się na rozmowę z „Rz”. „W życiu prywatnym nie wszystkie prawdy mogą i powinny być ujawnione, ponieważ prawda czasem zabija. W życiu publicznym poznawanie daje nam często jasność i energię” – mówił w wywiadzie dla „Pani”. Na stronie internetowej nadal figuruje informacja o życiu rodzinnym senatora. O żonie i dwójce dzieci. Tymczasem w wywiadzie-spowiedzi, który opublikował „Super Express”, wyznał, że z żoną jest w separacji od dziesięciu lat. Ujawnienie taśm, na których przebrany w sukienkę wciąga do nosa biały proszek, wywołało burzę. Scenarzysta Krzysztof Piesiewicz nie napisałby tak kiepskiego scenariusza.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL