Historia

Znów krzyczano: precz z komuną

Pod warszawski dom gen. Jaruzelskiego w sobotę przybyło kilkakrotnie więcej jego przeciwników niż zwolenników
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Tysiące osób w całej Polsce upamiętniły rocznicę stanu wojennego
Demonstracje, składanie kwiatów, rekonstrukcje wydarzeń, patrole ZOMO na ulicach – każde miasto upamiętniło 28. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego na swój sposób.
Najwięcej osób zebrało się w sobotnią noc w Warszawie pod willą gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Społeczny Komitet Upamiętnienia Ofiar Stanu Wojennego jak co roku zorganizował tam pikietę przypominającą o zbrodniach tego okresu, a lewicowa partia Racja manifestowała poparcie dla decyzji ówczesnego premiera. Mimo że obie grupy wykrzykiwały do siebie obraźliwe hasła, do rękoczynów nie doszło. Przeciwników stanu wojennego i zwolenników generała oddzielał kordon policji. Zebrani po jednej stronie w liczbie ponad 200 wznosili okrzyki, m.in. „precz z komuną”, „raz sierpem, raz młotem w czerwoną hołotę” i „znajdzie się pała na d... generała”.
Z drugiej strony kordonu kilkudziesięciu obrońców Jaruzelskiego dziękowało za wprowadzenie stanu wojennego. „Generale, jesteś wielki, a prawica to karzełki” – skandowali. Gdy dawni opozycjoniści odczytali listę ofiar stanu wojennego (największe emocje wzbudziło nazwisko ks. Jerzego Popiełuszki), po drugiej stronie zawrzało. – Gdyby nie ta trudna decyzja generała, to listę odczytywaliby kilka godzin, a nie kilka minut – denerwował się Władysław Szymczyk, który na pikietach bywa od trzech lat. – Coraz mniej osób w to wierzy, dlatego garstka zwolenników generała, która przychodzi pod willę, z roku na rok się kurczy – komentowali przeciwnicy Jaruzelskiego. Ułożyli na jezdni krzyż ze zniczy, a następnie odśpiewali hymn i Rotę. Nie obyło się bez przemówień. – Najgorsze jest to, że ludzie odpowiedzialni za te wszystkie cierpienia do dziś nie zostali osądzeni – mówił szef Forum Młodych PiS Jarosław Krajewski. – Mamy nadzieję, że za rok zbierzemy się tu, pod domem już skazanego Jaruzelskiego. Obchody związane z rocznicą wprowadzenia stanu wojennego odbyły się w wielu miastach, m.in. w Poznaniu, Szczecinie, Kielcach. W krakowskim kościele Mariackim odprawiono uroczystą mszę św., a następnie Drogą Królewską przemaszerowano pod Krzyż Katyński. Tam wspominano grudzień 1981 r., złożono kwiaty i wieńce. Odbył się pokaz filmów dokumentalnych przybliżających klimat lat ,80. i główne postaci krakowskiej opozycji. Z kolei w Łodzi przy ul. Piotrkowskiej z 600 czerwonych zniczy ułożono napis „Solidarność”. Godzinę później „manifestantów” rozpędziła grupa rekonstrukcyjna przebrana w mundury funkcjonariuszy ZOMO, a następnie zniszczyła napis. Kilka osób wywieziono „w nieznanym kierunku” dwoma samochodami przypominającymi radiowozy Milicji Obywatelskiej. Również w Łodzi odsłonięto w sobotę pierwszy w kraju monument upamiętniający ofiary komunizmu z lat 1918 – 1989. – Na ten dzień czekaliśmy aż 20 lat – mówi „Rz” Jerzy Kropiwnicki, prezydent miasta. W odsłonięciu pomnika uczestniczyło blisko 1000 osób. Wśród nielicznych radnych nie było nikogo z SLD. Kontestowali w ten sposób wydawanie pieniędzy na monument z miejskiej kasy. Do zebranych przez komitet 56 tys. zł miasto dołożyło prawie pół miliona zł. Pomysłodawcą pomnika był nieżyjący już Andrzej Ostoja-Owsiany, były żołnierz Konspiracyjnego Wojska Polskiego, działacz Związku Młodych Demokratów, ROPCiO, KPN, doradca „S”. Przed dwoma laty stworzył komitet, który zaczął zbiórkę pieniędzy. – W Polsce wciąż trudno o prawdę historyczną. Elity mają opór przed nazwaniem ofiar – ofiarami, a katów – katami – mówi Kropiwnicki. Dlaczego? Tłumaczy to minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski, który też był na odsłonięciu. – Ofiary komunizmu dla niektórych były tematem niewygodnym – podkreślił.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL