Służby mundurowe

Komandosi w elicie NATO

Komandosi GROM często muszą narażać życie dla innych
EAST NEWS
Dzięki siłom specjalnym Polska może się stać jednym z najważniejszych członków NATO
Dowództwo NATO doceniło polskich komandosów i zaprosiło nasz kraj do elitarnego klubu państw, których specjalnością są właśnie siły specjalne. Tak jest w USA, Wielkiej Brytanii, Francji i we Włoszech.
Jak dowiedziała się „Rz”, dzięki temu polscy oficerowie z Dowództwa Wojsk Specjalnych z Krakowa mogliby stanąć na czele struktury odpowiedzialnej za dowodzenie i koordynowanie sił specjalnych wszystkich członków sojuszu (NATO Special Operations Coordination Center). [srodtytul]Pozycja w menu[/srodtytul]
– Wiele razy słyszałem od dowódców NATO pochwały pod adresem np. naszego GROM – podkreśla były wiceszef resortu obrony Janusz Zemke, eurodeputowany SLD. Na razie komandosi z polskich jednostek specjalnych (GROM, Formoza, 1. Pułk Specjalny Komandosów z Lublińca) skupionych w krakowskim dowództwie wykonują jedynie rozkazy w ramach międzynarodowych operacji specjalnych. – Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chcemy być pozycją w menu czy osobą siedzącą przy stole – dodaje gen. Włodzimierz Potasiński, szef Dowództwa Wojsk Specjalnych. I jak zaznacza, dzięki wejściu do tego elitarnego grona dostalibyśmy prawo decydowania nie tylko o sobie, lecz i o innych. – Działania sił specjalnych mają istotne znaczenie dla powodzenia innych operacji NATO – mówi Dariusz Rosati, były szef polskiej dyplomacji. A ekspert ds. stosunków międzynarodowych prof. Zbigniew Lewicki ocenia: – Taka specjalizacja w NATO byłaby niewątpliwie pożądana, bo w siłach specjalnych najważniejsi są ludzie, a tu mamy się czym pochwalić. [srodtytul]Dziesięciu ze stu[/srodtytul] By polscy komandosi mogli dowodzić operacjami w ramach NATO, nasza armia musi spełnić wiele warunków. Najważniejszy to rozbudowanie już istniejących jednostek specjalnych i stworzenie nowych. Jak ustaliła „Rz” – już tak się dzieje. W GROM, Formozie i 1. Pułku Specjalnym Komandosów z Lublińca tworzone są dodatkowe oddziały bojowe. Poza tym dowództwo w Krakowie niedawno utworzyło Jednostkę Wsparcia Dowodzenia i Zabezpieczenia Wojsk Specjalnych. Nie jest łatwo tam trafić – ze 100 chętnych po selekcji zostaje dziesięciu. To oni mają odpowiadać m.in. za przygotowanie akcji. Jednostka otrzymała imię gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”. W Krakowie tworzony jest też oddział, którego głównym zadaniem będzie zbieranie i analizowanie informacji. – To ważny ruch. Najbardziej elitarne jednostki specjalne działają na pograniczu wywiadu – mówi gen. Roman Polko, były szef GROM. W budowę polskich sił specjalnych zaangażowali się sojusznicy, szczególnie Amerykanie, którzy nieodpłatnie przysyłają oficerów: instruktorów i specjalistów z różnych dziedzin, np. planowania operacji specjalnych czy logistyki. W ostatnim czasie przez krakowskie dowództwo przewinęło się ich już ponad 600. – Nie ma praktycznie miesiąca, byśmy nie pracowali z zespołem NATO – mówi oficer z krakowskiego dowództwa. [srodtytul]Czekają na śmigłowce[/srodtytul] Jednak są problemy do rozwiązania. – Nie tak łatwo znaleźć odpowiednich kandydatów – przyznają oficerowie. I zastrzegają, że informacje o liczebności jednostek specjalnych są tajne. Poza tym przygotowania trwają dłużej, niż zakładano. Polska armia miała osiągnąć tzw. zdolność do prowadzenia samodzielnych sojuszniczych operacji specjalnych w 2012 r. Ale minister obrony Bogdan Klich przesunął ten termin na 2014 r. – Trudno tu posądzić kogokolwiek o złą wolę. Światowy kryzys dotknął niemal wszystkich armii – podkreśla gen. Polko. Kolejna sprawa to wyposażenie. Komandosi do tej pory nie dostali śmigłowców. A przeprowadzenie akcji sił specjalnych nie jest możliwe bez wsparcia z powietrza, choćby do przetransportowania na miejsce. Komandosi potrzebują więc co najmniej 17 śmigłowców, by stworzyć w ramach krakowskiego dowództwa specjalną jednostkę wsparcia powietrznego. – Jeżeli nie przyspieszymy pracy, zmarnujemy szansę, by w NATO móc odgrywać liczącą się rolę – ostrzega gen. Polko. [ramka][srodtytul]Turcja też walczy[/srodtytul] Obok Polski także Turcja aspiruje do tego, by w ramach sojuszu północnoatlantyckiego być krajem, którego specjalnością byliby komandosi. Atutem Turcji jest niewątpliwie to, że to jeden z najważniejszych członków NATO – ma po Stanach Zjednoczonych najliczniejszą armię. Dodatkowo Turcja odgrywa dla NATO szczególną rolę z racji swojego położenia geopolitycznego. Polska, zdaniem analityków, ma również sporo atutów, by wyspecjalizować się w siłach specjalnych. Po pierwsze nasi komandosi sprawdzili się już w operacjach NATO. Po drugie nasz kraj mógłby stać się w tej dziedzinie centrum dla państw Europy Środkowo-wschodniej. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL