Opinie

Polski wydawca z zagranicznym wyrokiem

Rzeczpospolita, Paweł Gałka
Konsekwencje pozwania przed zagraniczny sąd mogą być dla polskiego przedsiębiorcy mniej lub bardziej dotkliwe finansowo. Wszystko zależy od tego, jaki kraj wybierze powód – wskazuje radca prawny, doradca kancelarii Wardyński i Wspólnicy
Niedawno przez polskie media przetoczyła się dyskusja dotycząca odszkodowania, jakie zasądził wobec wydawcy tygodnika „Wprost”, jego redaktora naczelnego, a także autora jednego z artykułów, sąd okręgowy w Cook Country w stanie Illinois, USA. Przy okazji tego wyroku warto przyjrzeć się sytuacji polskiego wydawcy, który zostałby pozwany przez powoda mającego siedzibę w kraju należącym do Unii Europejskiej. Te rozważania są o tyle istotne, że tej jesieni Parlament Europejski dyskutuje nad ewentualnymi zmianami do dwóch rozporządzeń o kapitalnym znaczeniu. Przesądzają one bowiem o wyborze określonego prawa do rozpoznania sporu bądź o wyborze sądów określonego państwa, a to może mieć dla wydawcy dotkliwe konsekwencje finansowe.
[srodtytul]Przed obcym sądem[/srodtytul] Dla określenia sądu, przed który można wytoczyć powództwo, istotne są przepisy [b]rozporządzenia Rady (WE) nr 44/2001 z 22 grudnia 2000 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych[/b], znanego również jako rozporządzenie Bruksela I. Przepisy tego rozporządzenia wskazują, że oprócz łącznika siedziby pozwanego w powództwach o naruszenie dóbr osobistych występuje również łącznik „miejsca, gdzie nastąpiło lub może nastąpić zdarzenie wywołujące szkodę”.
Jeżeli chodzi o media, istnieją wystarczające podstawy, aby twierdzić, że miejscem, w którym nastąpiło lub może nastąpić zdarzenie wywołujące szkodę, jest terytorium każdego państwa członkowskiego, w którym dane medium jest dostępne i znajduje odbiorców. Dla polskich mediów takimi państwami mogą być praktycznie wszystkie te państwa Unii Europejskiej, w których mieszkają emigranci z Polski. Taką interpretację wskazuje [b]wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z 7 marca 1995 roku (sygn. akt C-68/93)[/b] dotyczący stosowania postanowień konwencji z 27 września 1968 roku o jurysdykcji i wykonalności orzeczeń w sprawach cywilnych i handlowych, którego treść następnie stała się treścią rozporządzenia Bruksela I. W wyroku tym ETS stwierdził m.in., że po naruszeniu dóbr osobistych w prasie poprzez artykuł prasowy szkoda powstaje w tych miejscach, w których dana publikacja jest dystrybuowana, jeżeli osoba, której dobro zostało naruszone, jest znana w tych miejscach. Wyrok ten był podstawą uznania sądu angielskiego za właściwy do rozpoznania sprawy przeciwko francuskiemu wydawcy. Należy dodać, że rzecz dotyczyła publikacji w dzienniku „France Soir” wydawanym w języku francuskim, którego średnia dzienna sprzedaż wynosiła 230 tys. egzemplarzy, z czego jedynie około 230 sprzedano w Wielkiej Brytanii. Wyrok ten mógłby zatem z powodzeniem dotyczyć polskiej prasy dystrybuowanej nawet w niewielkich liczbach w innych krajach. [srodtytul]Polski wydawca, zagraniczne przepisy[/srodtytul] Skoro ustaliliśmy, że w pewnych okolicznościach wydawca polskiego tytułu prasowego lub nadawca polskiego programu telewizyjnego może być pozwany przed sąd państwa obcego, wskażmy jeszcze, jakie prawo materialne zostałoby wówczas wskazane jako właściwe do podjęcia orzeczenia dotyczącego naruszenia dóbr osobistych. W obecnym stanie prawnym przepis art. 1 ust. 2 lit. g [b]rozporządzenia (WE) nr 864/2007 Parlamentu Europejskiego i Rady z 11 lipca 2007 r. dotyczącego prawa właściwego dla zobowiązań pozaumownych (Rzym II) [/b]expressis verbis wyłącza stosowanie przepisów tego rozporządzenia do „zobowiązań pozaumownych wynikających z naruszenia prawa do prywatności i innych dóbr osobistych, w tym zniesławienia”. Oznacza to, iż decydujące znaczenie będą tu miały przepisy art. 31 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=A8D3211E2F395C123475353CCEC8553D?id=71612]ustawy z 12 listopada 1965 r. – Prawo prywatne międzynarodowe[/link]. Przepisy te stanowią, iż rozstrzygnięcie w sprawie zobowiązań niewynikających z czynności prawnej będzie podlegało prawu państwa, w którym nastąpiło zdarzenie, chyba że tak powód, jak i pozwany mają miejsce zamieszkania lub siedzibę w tym samym państwie. Oznacza to, że podmiot mający miejsce zamieszkania lub siedzibę za granicą będzie mógł pozwać polskiego wydawcę, nadawcę lub operatora strony internetowej o naruszenie dóbr osobistych przed sądem zagranicznym i wtedy zastosowanie znajdą przepisy kraju, w którego sądzie zawisło postępowanie. Konsekwencje takiej sytuacji mogą być dla polskiego przedsiębiorcy mniej lub bardziej dotkliwe finansowo, w zależności od tego, jaki kraj wybierze powód. [srodtytul]Forum shopping[/srodtytul] Pozwany o naruszenie dóbr osobistych może ponieść szczególnie wysokie koszty w Wielkiej Brytanii. Chodzi tutaj o koszty procesowe, zastępstwa procesowego i inne płatne w razie przegrania procesu – niezależnie od wysokości odszkodowania. W grudniu 2008 r. Centre for Socio-Legal Studies Uniwersytetu w Oksfordzie udostępniło raport „Porównawcze studium kosztów ponoszonych w procesach o naruszenie dóbr osobistych w Europie”. Z jego treści i wskazywanych w nim przykładów wynika, że kwota kosztów może być bardzo wysoka, nawet jeżeli zasądzone odszkodowanie jest skromne. Przykładem może być wskazany w raporcie proces Martyn Jones MP przeciwko Associated Newspapers Limited. Artykuł prasowy opisywał rzekomo obraźliwe zachowanie powoda, posła do parlamentu brytyjskiego, wobec pracownika ochrony tegoż parlamentu. Powód zażądał odszkodowania w wysokości 5000 funtów szterlingów, ale ponieważ ze swoim pełnomocnikiem procesowym zawarł umowę przewidującą wynagrodzenie od sukcesu i ubezpieczył się od przegranej w tej sprawie, łączna kwota kosztów postępowania i zastępstwa należna powodowi po wygraniu sprawy wyniosła 387 tys. funtów. Należy dodać, że kwota ta nie obejmowała kosztów obrony procesowej poniesionych przez Associated Newspapers. Raport podaje również przykłady innych procesów, w których kwota kosztów znacznie przekracza kwotę odszkodowania. Z tego względu wielu powodów wybiera Wielką Brytanię jako miejsce prowadzenia sporu o naruszenie dóbr osobistych. Powstał nawet termin „forum shopping” na określenie tej swoistej turystyki procesowej. Zmienić tę sytuację mogłaby jedynie odpowiednia nowelizacja przytoczonych powyżej rozporządzeń Rady (rozporządzenia Bruksela I i rozporządzenia Rzym II) polegająca na wskazaniu, iż w przypadku pozywania przedsiębiorcy medialnego o naruszenie dóbr osobistych właściwe są sąd i prawo państwa, w którym redakcja ma faktyczną siedzibę. W przeciwnym razie polscy (i nie tylko polscy) wydawcy ze względu na niepewność prawa i procedury, do której mają się stosować, raczej nie będą zachęcali swoich dziennikarzy, by w pełni korzystali z wolności słowa.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL