Wiadomości

Premiera Tuska gra w zaufanie

Rzeczpospolita
Jak się dokładnie przyjrzeć, to humory społeczne się pogarszają – uważa uczestnik obrad Okrągłego Stołu, socjolog Jacek Kurczewski
[b]Rz: Jak to się dzieje, że PO nie traci jednak poparcia społecznego? Zna pan wyjaśnienie tej tajemnicy polskiej polityki?[/b]
Jacek Kurczewski, socjolog: Najczęściej mówi się o kontraście z poprzednio rządzącą partią. Ale mogę się pokusić o pójście krok dalej, jeśli chodzi o psychologiczny podkład tego zjawiska. Na początek jednak zastrzeżenie: PO nie traci poparcia, ale nie wiemy, czy tak będzie bez końca. [b]Właśnie. Według ostatniego sondażu zaufania przeprowadzonego przez CBOS premierowi ufa o 6 pkt proc. mniej Polaków niż przed miesiącem, przed nim jest minister Radosław Sikorski.[/b]
Tak na marginesie – nie po raz pierwszy. Ale ten jeden sondaż jeszcze o niczym nie świadczy. Może to być doraźna reakcja wyborców na różne doraźne pomysły premiera. Jednak nawet w przeddzień wyborów kandydaci nie mogą być pewni, że ten dotychczasowy, pozytywny dla PO, trend się utrzyma. [wyimek]Nadchodzące miesiące są kluczowe dla oceny rządu [/wyimek] [b]Rzeczywiście, przed ostatnimi wyborami prezydenckimi się nie utrzymał.[/b] Bo partie nie żyją w izolacji. Znajdują się nie tylko w konflikcie, ale przede wszystkim w kontekście. Cały czas toczy się gra. Na razie między dwoma partiami, ale nie wiemy, czy do wyborów nie pojawi się trzecia. [b]Ale niby jaka? Skąd miałaby się wziąć ta trzecia?[/b] Jeszcze można stworzyć partię. Mimo że specjaliści twierdzą, iż sposób finansowania partii i kampanii wyborczych zamknął tę możliwość. Uważam, że można próbować uruchomić jakąś sytuację awaryjną. [b]Na przykład Paweł Piskorski, obejmując władzę w SD, próbował obejść tę finansową barierę. I jakoś mu się nie udaje.[/b] Zobaczymy, jak sobie będzie radził Andrzej Olechowski, ile pieniędzy zmobilizuje. To może być szansa na stworzenie nowej siły politycznej. Jednak na razie w prezydenckich sondażach ma słabe notowania. [b]Nawet zadziwiająco słabe, zważywszy, że jest to polityk cieszący się zainteresowaniem opinii publicznej.[/b] To nie wynika z braku pieniędzy na kampanię. Tylko z sytuacji. [b]To znaczy?[/b] Ludziom zapasy dwóch zapaśników wbiły się mocno w serce. Do tego stopnia, że lata mijają, a PiS i PO są ciągle w tym po-pisie zapasów politycznych. Pod tym względem trzeba pogratulować i panu Jarosławowi, i panu Donaldowi, że udało im się skupić na sobie uwagę opinii publicznej, jakby zamalować to spektrum realnego wyboru. [b]To, co pan mówi teraz, raczej potwierdza, że jednak nie będzie sytuacji, w której mogłaby się pojawić trzecia siła.[/b] To rzeczywiście mało prawdopodobne. Jednak jeśli za tym wszystkim jest prawdziwy sędzia, to znaczy gospodarka, nad którą tak naprawdę panuje tylko opatrzność. Bo przecież nie rząd, a nie wiadomo, czy banki. Nie ma więc pewności, czy w ostatniej chwili ta gospodarka nie powie czegoś mocnego. [b]Czy ta gospodarka nie wywinie jakiegoś numeru?[/b] Tak. Bo prognozy prognozami. Ale jak się dokładnie przyjrzeć ocenom rządu, prezydenta, sytuacji gospodarczej – właśnie to zrobiłem, patrząc na dane CBOS – to humory społeczne się pogarszają. [b]Spróbujmy jednak wrócić do tej tajemnicy polskiej polityki, o którą zapytałam na wstępie.[/b] Tak jak powiedziałem – wywodzi się z kontrastu. A ten kontrast nie polega na lepszych bądź gorszych manierach polityków, tylko na ogólnym tonie przekazu politycznego. [b]Donald Tusk, idąc do zwycięskich wyborów, mówił o „dusznej atmosferze”, która jego zdaniem pojawiła się za czasów rządów PiS. Może w ten sposób odstraszył Polaków od PiS. Bo kto rozsądny chciałby żyć w dusznej atmosferze?[/b] Trudno mówić o dusznej atmosferze. Ale proszę zwrócić uwagę, że w socjologii przyglądamy się roli czynnika zaufania społecznego. Polacy są znani z tego, że są pełni nieufności. Nie mają zaufania do polityków. I zapewne słusznie. [b]Chociaż dlaczego akurat polscy wyborcy mieliby być najbardziej nieufni? To jest pewna zagadka.[/b] Nie bardzo rozumiem, na czym ta nieufność polskich wyborców miałaby polegać? Po prostu w większości odrzucili PiS, a zaufali chyba PO? Nie. Tu chodzi o coś innego. Polacy generalnie nie ufają, nieważne komu. Przeciętnemu wyborcy nie jest więc potrzebny ktoś, kto wzmacnia jego nieufność. Bo on i tak nie ma zaufania. Podejrzewa polityków o numery. Natomiast z radością wita kogoś, kto gra właśnie w zaufanie, obiecuje je. [b]Rzeczywiście zaufanie było takim słowem kluczem, którego Tusk używał podczas zwycięskiej kampanii parlamentarnej dwa lata temu.[/b] Bo jest to bardzo dobre słowo. Natomiast PiS, koncentrując uwagę na rozmaitych zagrożeniach, patologiach, obiecywał walkę z nimi. Co automatycznie zwiększało klimat nieufności, niepewności. Do dzisiaj w retoryce tej partii pobrzmiewa, że „ktoś za czymś stoi”, że są złe siły, które coś motają. [b]To używanie czy nawet nadużywanie przez PO słowa „zaufanie” nie jest zbyt prostym zabiegiem?[/b] Można powiedzieć, że zbyt prostym. Ale wyborcy to lubią. Tu jest ta psychologiczna tajemnica – ludzie, skoro sami są nieufni, wolą kogoś, kto przychodzi i sprawia wrażenie, że oferuje im trochę czegoś lepszego. Czyli zaufania. [b]To zdaje się być bardzo prosty zabieg socjotechniczny. I żaden polityk na to wcześniej, przez minione 20 lat, nie wpadł?[/b] Lech Wałęsa sporo obiecywał. To był początek. Była wtedy wiara, że wszystko możemy zrobić, że mamy ufać sobie samym. Ale jak to z początkami bywa, także ten rozjechał się w rozmaitych sporach. Potem rzeczywiście tego nie było. Teraz dobrze się pamięta i ocenia obecnego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka. To nawet zabawne, bo gdy był premierem, szło mu nieporównanie gorzej niż teraz Tuskowi. [b]Pod koniec premierowania  miał nawet fatalne oceny.[/b] Przyjrzałem się właśnie notowaniom kolejnych premierów, szczególnie tych, którzy rządzili dłużej niż kilkanaście miesięcy. [b]I jakie są wnioski?[/b] I Miller, i Buzek mieli na początku przewagę zaufania. A później – jak wynika z wykresów CBOS – czerwona linia nieufności przecina czarną linię zaufania i zaczyna się szybko piąć do góry. Podobnie było z Jarosławem Kaczyńskim. A Tusk jest teraz w niebezpiecznym dla polityka momencie, liczba osób źle oceniających jego premierowanie zaczyna przecinać liczbę osób dobrze oceniających. [b]Jak sam pan powiedział, poprzednicy mieli gorzej.[/b] Tak, Tusk i tak ma dużo lepsze wyniki niż poprzednicy. Trzeba to obiektywnie przyznać. Wiem, że niektórzy powiedzą, iż jest to skutek medialnej polityki. Ale to niczego nie tłumaczy. [b]To jakie jest pana zdaniem wytłumaczenie?[/b] To skutek konsekwentnego przekazu: my wolimy zaufać. Rzetelnie ten rząd będziemy mogli ocenić dopiero za rok. [b]Dlaczego akurat za rok? Dotychczas taką cezurą dla premiera był półmetek rządów.[/b] Wtedy dopiero będziemy mogli ocenić, na ile kryzys gospodarczy został przetrzymany, opanowany. Konsekwencje wydarzeń gospodarczych będą się teraz ujawniać. Nastroje społeczne się pogarszają, ale ciągle pesymiści są jeszcze w mniejszości. Nadchodzące miesiące są kluczowe. I to nie tylko od strony ekonomicznej, ale przede wszystkim społecznych konsekwencji kryzysu. I oceny umiejętności rządu „ucieczki do przodu” z tej kryzysowej sytuacji. [b]PO dzisiaj ma lepsze notowania o prawie 10 pkt proc., niż uzyskała podczas wyborów w 2005 r. I to mimo np. afery hazardowej, nazywanej przez niektórych tzw. aferą albo skandalem. To jakiś cud?[/b] Nie będę się z panią kłócił, czy była to afera, czy skandal. Ja szukam elementów socjologicznych w tej układance. Kto jest bardziej chętny, by głosować na PiS: ludzie starsi, biedniejsi, gorzej wykształceni. Rolnicy. To jest klasyczny elektorat niezadowolony i nieufny. Oni zawsze będą – podejrzliwie – swoje wiedzieć. Jednak PiS nie pozyskał sobie innych, nowych zwolenników. Były pomysły, by PiS zabierał się do przedsiębiorców. Ale nic z tego nie wynikło. Ten wątek jakoś zanikł. Nie rozumiem dlaczego. [b]Kilkanaście lat temu był pan doradcą Donalda Tuska. Jak przez ten czas zmienił się Tusk jako przywódca?[/b] On był wtedy młodym człowiekiem, a ja wicemarszałkiem Sejmu. Nie byłem jego doradcą, po prostu rozmawialiśmy. I tak naprawdę zawsze była w nim ta twardość, która zaskakuje ludzi nieznających go. Istotę tej twardości określiłbym tak: Jestem tutaj w pewnym celu politycznym, i tylko ten cel jest ważny. [i]Jacek Kurczewski jest profesorem socjologii. Skończył studia na Uniwersytecie Warszawskim. Kieruje Katedrą Socjologii Obyczajów i Prawa w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW. W czasach PRL był doradcą „Solidarności”, uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu. Był posłem z list KLD i wicemarszałkiem Sejmu I kadencji. Jest członkiem polskiego Komitetu Helsińskiego. Ostatnio wydał „Ścieżki emancypacji. Osobista teoria emancypacji ustrojowej w Polsce”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL