Komentarze

Pula do wzięcia, której nikt nie weźmie

Zmieniło się niby niewiele. Na czele wyścigu do prezydentury wciąż Tusk przed Cimoszewiczem i Kaczyńskim. Jednak stawka się zagęszcza, różnice między kandydatami są coraz mniejsze, rośnie natomiast liczba wyborców, którzy są do wzięcia.
[wyimek][link=http://blog.rp.pl/magierowski/2009/10/28/pula-do-wziecia-ktorej-nikt-nie-wezmie/]skomentuj na blogu[/link][/wyimek]
W sondażu "Rz" aż 27 procent nie wie, na kogo zagłosować. 8 procent deklaruje, że poparłoby "innego kandydata". To daje w sumie 35 proc. Zaiste, niezwykle atrakcyjna pula, o którą powinna się toczyć przyszłoroczna batalia prezydencka. Nie należy jednak oczekiwać od strategów PO, PiS i SLD, iż rzucą się z dnia na dzień do badań socjologicznych, zaczną prześwietlać jedną trzecią elektoratu, zgłębiać jej oczekiwania i polityczne preferencje. Najważniejsi pretendenci będą raczej umacniać własny twardy elektorat, nawet jeśli miałby się on skurczyć do kilku procent wyborców. Z przekonaniem, iż ludzie, którzy dziś nie mają swojego kandydata, jesienią 2010 roku albo nie pójdą do urn, albo ich głosy rozłożą się równo i nie wpłyną na ostateczny wynik.
A zatem będziemy mieli z jednej strony festiwal nienawiści do braci Kaczyńskich, którzy "zagrażają demokracji" i funkcjonują w polityce już tylko dzięki Lechowi – jako głowie państwa. Jeśli uda się odzyskać pałac, "zagrożenie dla demokracji" zniknie, Polska będzie miała cudownego, prawdziwie europejskiego prezydenta, który potrafi nawet powiedzieć kilka zdań po angielsku. Z drugiej zaś strony usłyszymy, iż zwycięstwo Donalda Tuska będzie oznaczało ostateczny pogrzeb Polski, katastrofę narodową i piąty rozbiór, a krajem zaczną rządzić na powrót pogrobowcy WSI, byli ubecy oraz mafiosi. Niewykluczone, że całkiem spora grupka z owych 35 procent da się ponieść emocjom i dołączy do jednego lub drugiego obozu. Niewykluczone, że część z nich poprze kogoś z lewicy (nie będzie to raczej Cimoszewicz). Być może o ich głosy zawalczy ktoś jeszcze – Dorn? Dutkiewicz? – ale sromotnie polegnie. Większość Polaków znów pozostanie w domach, nie chcąc uczestniczyć w eksperymencie, który polega na tym, iż to wyborcy słuchają polityków, a nie politycy wyborców.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL