Wiadomości

Na sankcje wobec firm nie pozwala prawo unijne

Nakładając kary na producenta, narazilibyśmy się na postępowanie przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości - mówi Marek Twardowski, wiceminister zdrowia
[b]Rz: Co jakiś czas na rynku brakuje ważnego, ratującego życie leku. Dlaczego to się wciąż powtarza?[/b]
[b]Marek Twardowski:[/b] Są leki, do których produkcji koncerny, delikatnie mówiąc, się nie garną, a my mamy ograniczone możliwości wpływania na nie. Gdy firma przerywa produkcję, niewiele możemy zrobić. Tak było z lekiem na gruźlicę, którego brakowało kilka miesięcy temu: wygasła jego rejestracja i producent nie chciał go dalej wytwarzać. Nie można było go do tego zmusić. Leki zostały sprowadzone z zagranicy. W sytuacji kryzysowej takie rozwiązania mamy do dyspozycji. To oczywiście tylko doraźne rozwiązanie problemu. [b]Teraz z rynku znikają leki refundowane, a firmy się zobowiązują, że jeśli państwo będzie do nich dopłacać, oni będą je dostarczać.[/b]
Możemy do nich tylko pisać listy, apelować, podkreślać, że tracą reputację u nas i u pacjentów. [b]Może pan zagrozić wyrzuceniem z listy refundacyjnej, jeśli ktoś nie dotrzymuje umowy...[/b] Oczywiście. Ale kluczem jest tu konkurencja. Jeśli jest trzech, czterech producentów danego leku, to taka groźba działa. Ale jeśli jest jeden, a produkcja niezbyt opłacalna, nie mam jak mu zagrozić. [b]A kary finansowe?[/b] Nie dopuszcza ich prawo farmaceutyczne, które niemal w całości jest układane na podstawie dyrektyw Unii Europejskiej. Nakładając kary na producenta, narazilibyśmy się na postępowanie przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości. Jeszcze musielibyśmy zapłacić odszkodowanie. [b]Przepisy unijne są dla pacjentów niekorzystne?[/b] Przy ich tworzeniu lobbing firm był najwyraźniej bardzo mocny, a nam pozostaje się dostosować. Przykład? Firma może poinformować nas po dwóch miesiącach, że przestała jakiś lek wytwarzać. Jak możemy podejmować środki zaradcze w takiej sytuacji? Gasimy pożary.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL