Nieruchomości

Z wiadrem wody po przedwojennych schodach

Ponad 103 tys. zł – tyle na remonty kamienicy przy ul. Kępnej przez dziesięciolecia zarządzania budynkiem wydało miasto. Jak mówią urzędnicy, od 1945 roku wymieniono tu m.in. instalacje gazowe, wyrównano nawierzchnię podwórka i... rozebrano wspólną ubikację
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Praga-Północ: Kamienica przy ul. Kępnej 15 w Warszawie, którą kilka lat temu odzyskali byli właściciele, popada w ruinę. Zadłużeni lokatorzy komunalni od lat żyją bez gazu, a od kilku tygodni – także bez wody. I jak na zbawienie czekają na czynszówki od miasta. Właściciel natomiast nie wyklucza walki o odszkodowanie za zniszczenie jego domu
Ulica Kępna 15. W dwupiętrowej przedwojennej kamienicy jest 21 mieszkań i cztery lokale użytkowe. Dziś zajętych jest tylko pięć mieszkań. Cztery lata temu budynek wrócił do dawnych właścicieli. Odzyskali go po 60 latach w stanie kompletnej ruiny. Kiedy miasto przekazywało właścicielowi zagarniętą na mocy dekretu Bieruta nieruchomość, w praskim domu mieszkało 18 rodzin. Lokale miały status komunalnych.
[srodtytul]Nowe zasady[/srodtytul] – Nagle pojawili się spadkobiercy przedwojennych właścicieli domu – opowiadają lokatorzy z Kępnej (nazwiska do wiadomości redakcji). – Od razu wprowadzili nowe porządki. Na dzień dobry podnieśli czynsz z 1,2 zł za mkw. do 10 zł. Potem – do 14 zł. A my tu przecież żadnych luksusów nie mamy. Dom się niemal rozsypuje – mówią.
Lokatorzy od lat żyją bez gazu. – Musieli go odłączyć, bo rury były nieszczelne. Gotujemy na kuchence elektrycznej. Za prąd przychodzą nam gigantyczne rachunki. Żyjemy blisko centrum miasta w warunkach z XIX wieku – narzeka jedna z rodzin. Ale i tak jest ona w dobrej sytuacji, bo miasto przyznało jej właśnie prawo do nowego lokum komunalnego. – Lada dzień pożegnamy to pobojowisko – cieszy się jedna z lokatorek. Jak informuje Beata Bielińska-Jacewicz, rzeczniczka północnopraskiego urzędu, z 18 rodzin, które „odziedziczył” właściciel kamienicy, podania o lokale komunalne złożyło 13. – Dziesięć wniosków rozpatrzonych zostało pozytywnie i przydzieliliśmy nowe lokale – podaje Bielińska-Jacewicz. – Z tego dwie rodziny żyły w trudnych warunkach, kolejne dwie – w niedostatku. Poza tym dwóm rodzinom zaproponowano zamiany na dwa odrębne lokale. Cztery rodziny dostały lokale socjalne. Właściciel tak podniósł czynsz, że nie były go w stanie płacić – dodaje. Trzy rodziny miasto odprawiło z kwitkiem, bo miały za wysokie dochody, by ubiegać się o lokal komunalny. [srodtytul]Miasto mnie zrujnowało[/srodtytul] Reprezentant rodziny właścicieli kamienicy Krzysztof Kozłowski podkreśla tymczasem, że budynek do dzisiejszego stanu doprowadziło miasto. – Odebrano nam ten dom w latach 40. ubiegłego wieku. Przez dziesięciolecia miasto zarabiało na lokatorach, których tam wprowadziło. Nikt nie zaprzątał sobie głowy remontami – mówi Krzysztof Kozłowski. Dodaje, że jego rodzinną kamienicę miasto zasiedlało często osobami na zasiłkach, które nie płaciły zobowiązań. – A dziś podnosi się wrzask, że pełnoprawny właściciel domaga się należnych opłat. Część lokatorów uważa się za komunalnych, chociaż ich dochody nie pozwalają na przydział takiego mieszkania. Ale pretensje mają do właściciela – dodaje Kozłowski. Czy będzie remontował odzyskany dom? – Jeśli tylko państwo da mi odszkodowanie za zniszczenie nieruchomości – mówi Krzysztof Kozłowski. Nie wyklucza, że będzie się o nie ubiegał. Rzeczniczka Pragi-Północ wspomina, że już w latach 60. ubiegłego wieku do dzielnicy docierały sygnały o złym stanie technicznym nieruchomości. W 1998 r. wydano zaś decyzję o wymianie instalacji gazowej. I, jak mówią lokatorzy, to zrobiono, chociaż jest ona nieszczelna. W miejskich dokumentach zachowały się informacje dotyczące robót, jakie chciał wykonać dzisiejszy właściciel. Chodziło o wymianę tynków czy odmalowanie klatek schodowych. Starał się też o wymianę okien, remont elewacji, wymianę pokrycia dachowego. Mieszkańcy z Kępnej przyznają, że część prac właściciel wykonał. [srodtytul]Woda od sąsiada[/srodtytul] Od kilku tygodni lokatorzy z Kępnej borykają się z kolejnym problemem. – Pękła rura w piwnicy i żyjemy bez wody. Musimy prosić o nią sąsiadów z innych domów. W najgorszej sytuacji są starsi ludzie, którzy w upały dźwigają wodę po piętrach – żali się jeden z lokatorów. I mają pretensje do właściciela, że nie stara się o usunięcie awarii. – Mieszkam w Ameryce od 30 lat. Jak pęknie mi rura, to służby naprawiają ją w ciągu kilku godzin. A w Warszawie nie da się tego zrobić od tygodni – wzdycha Krzysztof Kozłowski. Jego syn, który mieszka przy Kępnej, dodaje: – Dzwonię do wodociągów każdego dnia, odsyłają od kierownika do kierownika. A potem sam jadę z plecakiem prania do znajomych na Wolę. Jestem w takiej samej sytuacji jak lokatorzy. Bartosz Milczarczyk, rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji, twierdzi tymczasem, że do awarii doszło w piwnicy budynku, a sieć w tym pomieszczeniu „nie jest w eksploatacji spółki”. – Przy okazji wezwania skontrolowaliśmy jednak stan naszego przyłącza wodociągowego. Wymaga ono wymiany, ale nie natychmiast. Dlatego to nie MPWiK wyłączyło mieszkańcom wodę, lecz najprawdopodobniej zrobił to właściciel na swoim odcinku sieci – mówi rzecznik MPWiK. Dodaje, że miejska spółka nie może podstawić bezpłatnych beczkowozów pod budynek, bo do awarii doszło w prywatnej części sieci. Byłoby to możliwe, gdyby właściciel zamówił takie beczkowozy i za nie zapłacił. Tymczasem syn właścicieli przyznaje, że był zmuszony odciąć wodę, bo... niesprawne jest przyłącze MPWiK. Nie chciał więc dopuścić do zalania budynku. Do zamknięcia tego numeru „Nieruchomości” lokatorzy wciąż nie mieli wody. [ramka]Karolina Zyguła, adwokat, Sando Servicios Corporativos Polska – Coraz więcej osób, które odzyskały swoje nieruchomości – zabrane im na podstawie przepisów z 26.10.1945 r. o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m.st. Warszawy (DzU nr 50, poz. 279) tzw. dekretu Bieruta – będzie domagało się wypłaty od m.st. Warszawy odszkodowań. Na pewno podstaw do wystąpienia z takim roszczeniem nie brakuje. Byli właściciele przez lata byli pozbawieni możliwości czerpania korzyści z wywłaszczonych nieruchomości, a taką możliwość miało miasto, które wynajmowało bądź sprzedawało budynki lub ich części, uzyskując z tego tytułu przychody. Inną sprawą jest także to, iż w wielu przypadkach miasto poprzez długi okres nie dokonywało niezbędnych remontów, co doprowadziło do ruiny niektóre budynki. Z całą pewnością, jeśli pozwy o odszkodowania trafią do sądów, to będą to bardzo ciekawe sprawy. Każda z nich będzie wymagać dogłębnej analizy i zebrania odpowiedniego materiału dowodowego, który pozwoli wykazać poniesioną szkodę. Niewątpliwie miasto przed wypłatą takich odszkodowań będzie się bronić. —blik[/ramka] [ramka]Kilkanaście tysięcy nieruchomości do zwrotu w Warszawie Wniosków dotyczących zwrotów nieruchomości zagarniętych na mocy dekretu Bieruta jest dziś w warszawskim urzędzie około 19 tysięcy, z czego w trakcie rozpatrywania – ponad jedna trzecia. Od marca do lipca br. urzędnicy rozpatrzyli ogółem 320 takich spraw. W 163 przypadkach przyznali prawa do gruntu byłym właścicielom, a w 14 przypadkach – odszkodowania. W 143 przypadkach wydali decyzje odmowne albo umorzyli sprawy. Oprócz wniosków bierutowskich jest jeszcze kilka tysięcy podań związanych z wywłaszczeniami poza dekretem. aig źródło: Warszawskie Biuro Gospodarki Nieruchomościami [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL