Media

Klik, klik... i jesteś zdrowszy?

Zdecydowana większość porad w sieci jest skierowana do matek
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Najczęściej porad szukają kobiety w ciąży. I wpadają w panikę
W Internecie informacji dla zainteresowanych zdrowiem jest mnóstwo: diagnozy schorzeń, rady, jakimi lekami zastąpić inne i które farmaceutyki wolno stosować np. w ciąży.
Dlaczego zamiast pójść do lekarza, pacjenci siedzą przed komputerem? – Nikomu nie ufam – mówi pani Aleksandra z Warszawy. – Gdy byłam w ciąży, całe wieczory spędzałam na forach internetowych. Zadawałam pytania, wchodziłam na strony firm farmaceutycznych. Zdarzało mi się odstawiać przepisane leki.
Wielu pomaga świadomość, że inni mają podobne problemy. – To uspokaja. Nie tylko moje dziecko rozwijało się nietypowo. A lekarz nie miał czasu odpowiadać na wszystkie pytania – mówi pani Aleksandra. Lekarze kontrują. – To może być dla pacjenta groźne – ostrzega Konstanty Radziwiłł, szef Naczelnej Rady Lekarskiej. – Dobrze, że pacjent szuka informacji na temat swojego zdrowia. Ale to u lekarza powinno się sprawdzać, czy dane uzyskane w Internecie są właściwe, a nie odwrotnie. Są bowiem sytuacje, w których samodzielny wybór metody leczenia jest dla pacjenta wręcz niebezpieczny. Np. przy chorobach psychiatrycznych, gdy liczy się to, by lek był dobrany do konkretnej osoby. Tymczasem nie zważając na to, pacjenci wymieniają się w sieci informacjami, który środek jest ich zdaniem skuteczniejszy. Niektórzy pediatrzy mówią, że jeśli rodzice leczą u nich dziecko, to znaczy, że mają zaufanie. Dlatego stawiają im warunek: rodzic nie może weryfikować zaleceń lekarza w sieci. A tak dzieje się bardzo często, co widać choćby na forach internetowych przyszłych mam. Lekarze ze zgrozą mówią o porównywaniu przez nie diagnoz. – Czasem te same objawy, np. krwawienie, są spowodowane bardzo różnymi przyczynami – od niegroźnych do takich, w których zagrożone jest życie matki i dziecka. A na forum jedna kobieta radzi drugiej, żeby jechała na wakacje, bo ona pojechała i nic jej nie było. To przerażające – tłumaczy jeden z rozmówców „Rz”. – Takie dyskusje odbywają się pod hasłem „nie ufaj lekarzom”. Polemika jest niemożliwa, bo jesteśmy na forach zakrzykiwani – mówi Grzegorz Napiórkowski, lekarz robiący specjalizację z ginekologii i położnictwa. Swoim pacjentkom radzi, by przynajmniej przez pierwsze miesiące ciąży nie zaglądały do Internetu. Bo łatwo wtedy o panikę. Kobiety czytają cudze historie i wyobrażają sobie wszystko, co najgorsze. – W razie wątpliwości naprawdę lepiej porozmawiać ze swoim lekarzem – mówi. Inny problem to ewidentne błędy, jakie można znaleźć w Internecie, np. informację, że popularny ziołowy amol zawiera paracetamol. – Internet jest na tyle wartościowy, na ile wartościowi są jego autorzy – komentuje Radziwiłł. Niestety, nie tylko Internet wprowadza w błąd pacjentów. – Mam wielu starszych pacjentów, w wieku 80 – 90 lat. Z komputera korzystają rzadko. Ale są niezwykle podatni na reklamę w telewizji – opowiada Jarosław Derejczyk, lekarz geriatra. To też przynosi negatywne efekty: na ulotce leku przepisanego przez lekarza są zapisane działania niepożądane. A w reklamie o działaniach niepożądanych nikt nie mówi, mimo że popularne środki przeciwbólowe są dla życia starszych ludzi szczególnie groźne. – Plagą jest zamiana leków przepisanych przez lekarza na te z reklam. Umawiam się z pacjentami. Muszą mi uroczyście obiecać, że będą się przyznawać, jakie środki biorą. Wtedy leczenie przebiega pomyślnie – mówi Derejczyk.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL