Opinie

Deficyt zwiększajmy odpowiedzialnie

Ryszard Petru - główny ekonomista BRE Banku
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
- Jeszcze kilka miesięcy temu dość często słyszało się o potrzebie zwiększenia deficytu. Oczywiście, by ratować kraj przed kryzysem. Proponowano zarówno zwiększenie wydatków, jak i obniżki podatków - pisze Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku
Powoływano się przy tym na przykłady krajów zachodnich, gdzie przeciętny dodatkowy impuls fiskalny wyniósł ok. 2 proc. PKB.
Dużo się jednak zmieniło w ostatnich miesiącach. Świat przestraszył się konsekwencji wielkiego zadłużania i wzrostu kosztów obsługi długu. Nie ma też pewności, że dodatkowe wielkie wydatki będą korzystne dla wzrostu gospodarczego i czy przypadkiem nie spowodują przedłużenia recesji. Stąd obawa, że kształt wychodzenia z recesji będzie podobny do litery W. Czyli po głębokim spadku nastąpi krótkie ożywienie napędzane wydatkami publicznymi, a po ich wyczerpaniu i wprowadzeniu nowych podatków gospodarka znów zwolni. Rządy Niemiec, USA, W. Brytanii już szukają rozwiązań, które pozwoliłyby zmniejszyć skalę deficytu i znów prowadzić bardziej odpowiedzialną politykę fiskalną. Sytuacja Polski od początku była inna. Jesteśmy biorcą kryzysu. Spowolnienie jest podyktowane czynnikami zewnętrznymi, na które mamy ograniczony wpływ. Rolą państwa jest raczej neutralizowanie kosztów kryzysu przez uelastycznienie stosunków pracy, gwarancje dla firm, postojowe, przyspieszenie realizacji projektów unijnych, zapewnienie płynności rynku finansowego, wpieranie działań sprzyjających utrzymaniu bankowej akcji kredytowej.
Zwiększenie wydatków budżetowych na modłę zachodnioeuropejską byłoby podwójnym błędem. Działania te są bardzo kosztowne i stałyby się jeszcze bardziej w wyniku wzrostu zadłużenia oraz – szczególnie u nas, gdzie efektywność wydatków publicznych jest wyjątkowo niska – miały ograniczoną skuteczność. Było też wiadomo, że deficyt i tak się rozleje, o czym nieliczni wspominali już na początku roku. W przypadku hamowania dynamiki wzrostu PKB z niemal 5 proc. do prawie zera głębokość spadku dochodów musi być więcej niż proporcjonalna. Dlatego m.in., że w takim okresie firmy zamiast zysków mają straty. Z kolei w przypadku VAT pojawia się problem rosnącej szarej strefy i relatywnego zwiększenia konsumpcji dóbr niżej opodatkowanych. Wreszcie głównym czynnikiem napędzającym wzrost w Polsce jest obecnie eksport netto, co akurat nie jest korzystne z punktu widzenia dochodów budżetowych. Dziś już nie słychać zbyt często nawoływań o większy deficyt. I dobrze. Gdyby go zwiększyć tak, jak proponowano na początku roku, w 2010 r. mielibyśmy deficyt sektora na poziomie 8 proc. PKB i mocno przekroczony pierwszy próg 55 proc. długu do PKB.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL