Wiadomości

PO jest w Europie nieskuteczna

Komisja Europejska nie ośmieliła się zamknąć stoczni, gdy rządził PiS. Bo wiedziała, że będzie wtedy rozróba na całą Europę – mówi Ryszard Czarnecki (PiS)
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Richard Henry Czarnecki. Róża Thun wybrała sobie męża o niemieckim nazwisku i zmieniła nazwisko. Pisownię moich imion wybrali urzędnicy w Londynie – mówi poseł PiS
[b]RZ: Dlaczego na spotkaniach z wyborcami mówi pan, że powinni głosować albo na PO, albo PiS, a kto w eurowyborach zagłosuje inaczej, nie jest patriotą Kujaw i Pomorza?[/b]
[b]Ryszard Czarnecki, poseł PiS:[/b] To wynika wyłącznie z matematyki. Okręg kujawsko-pomorski jest najmniejszym w kraju. Pięć lat temu był tu tylko jeden mandat. Teraz jest spora szansa na dwa, jeśli mieszkańcy tego regionu poprą PiS. [b]To w czym problem?[/b]
Ordynacja do PE jest może dziwaczna, ale wynika z niej jednoznacznie, że partie z poparciem kilku-, nawet kilkunastoprocentowym w skali kraju, nie mają szans na wzięcie mandatu w najmniejszych okręgach. Jeśli więc komuś zależy, by kujawsko-pomorskie miało liczniejszą reprezentację w europarlamencie, nie powinien głosować na kandydatów PSL i SLD. Bo tak naprawdę wspiera SLD bądź PSL w innym regionie kraju. PO ma pewny mandat, trzeba więc głosować na PiS. [b]I to koniecznie na pana, choć w sondażach nieznacznie wyprzedza pana koleżanka z listy Katarzyna Kaczmarek-Sławińska?[/b] Wierzę w swoje zwycięstwo. [b]Tadeusz Zwiefka, który startuje w pana okręgu z list PO, jako europarlamentarzysta niczym nie zasłynął. Sugeruje pan, że „jedynki” PO, bez względu na to, kim są, i tak dostaną mandat?[/b] Z sondaży wynika, że PO weźmie mandaty praktycznie w każdym okręgu. Będzie więc zapewne inaczej niż w poprzednich eurowyborach, w których PO nie wywalczyła mandatu np. na Podkarpaciu czy Mazowszu. Tam przegrał kampanię mąż obecnej kandydatki PO, tyle że startującej teraz z Lubelszczyzny. [b]Kto?[/b] Christopher Bobiński. [b]Dlaczego Christopher Bobiński. Ten pan ma na imię chyba Krzysztof?[/b] Tak. [b]?[/b] Bo tak podpisywał artykuły w „Financial Times” – Christopher Bobiński. [b]U pana na kartce wyborczej będzie Richard Henry Czarnecki?[/b] Ósmy raz startuję w wyborach, zawsze byłem Ryszardem Czarneckim, ale teraz formalnie na liście będę Richard Henry… [b]Chyba jednak pan wie, jak zarejestrowała pana Państwowa Komisja Wyborcza.[/b] - Ale i tak jako Ryszard Czarnecki jestem znany polskiej opinii publicznej. [b]To trochę podobnie jak Róża Thun. Jej nazwisko na kartach do głosowania będzie znacznie dłuższe.[/b] Ja nie wybierałem pisowni moich imion – zrobili to urzędnicy w Londynie. A Róża Thun wybrała sobie męża o niemieckim nazwisku i zmieniła nazwisko, choć nie musiała. Tyle że i tak nie jest znana opinii publicznej naszego kraju. Owszem, jest znana w Unii Europejskiej, bo reprezentuje Unię w Polsce. A teraz ma się przesiąść na inne miejsce. I reprezentować Polskę w Unii. [b]To chyba dobrze?[/b] Dziwaczne. Wykazała się dramatyczną nieskutecznością, gdy jako ambasador UE w Polsce nie była w stanie zablokować ahistorycznego i po prostu głupiego spotu przygotowanego przez Komisję Europejską, który w fałszywym świetle przedstawia upadek komunizmu w Europie. I dzisiaj PO chce, by skutecznie reprezentowała polskie interesy w Parlamencie Europejskim? [b]Spot wyemitowano przecież po tym, jak Róża Thun zawiesiła swoją funkcję?[/b] To niczego nie zmienia. Pani Thun, jak sama mówi, protestowała przeciwko spotowi. Ale żałośnie nieskutecznie. Na tym przykładzie jak w soczewce widać, jak bardzo nieskuteczna jest w Europie Platforma. Gada, że ma wpływy, a jak przychodzi co do czego, okazuje się, że wpływy są zerowe. Podobnie było w przypadku polskich stoczni. [b]Obydwoje doskonale wiemy, że był to efekt zaniechania kilku rządów, nie tylko rządu Tuska.[/b] Komisja Europejska nie ośmieliła się zamknąć stoczni, gdy rządził PiS. Bo wiedziała, że będzie wtedy rozróba na całą Europę. Teraz premierem polskiego rządu jest człowiek, który żadnej awantury w Unii nie zrobi i któremu bardziej zależy na dobrych opiniach w zachodniej prasie niż na ratowaniu polskich stoczni. [b]Być może tak cała ta historia ze stoczniami musiała się skończyć, bez względu na działanie polskiego rządu?[/b] Proszę nie ulegać determinizmowi historycznemu. Tak wcale nie musiało być. Jeśli już mówimy o nieuleganiu determinizmowi historycznemu, to nie wierzę, że PO uzyska wynik ponad 50 proc., jak głoszą teraz sondaże. PO uzyska poniżej 40 proc., a PiS sporo ponad 30 proc. Obie te formacje, używając języka wyścigów konnych, będą iść łeb w łeb. [b]Liczy pan na samospełniającą się przepowiednię? A może w ten sposób próbuje pan wytłumaczyć się z tych haniebnych, w opinii Eugeniusza Kłopotka i Janusza Zemke, pana konkurentów z PSL i SLD, wypowiedzi, że ci, którzy nie głosują na PO albo PiS, nie są partiotami Kujaw i Pomorza?[/b] Niech się nie czepiają słów prawdy. Uderzyłem ich... [b]W miękkie podbrzusze?[/b] Wolę powiedzieć, że w splot słoneczny. Bo powiedziałem opinii publicznej Kujaw i Pomorza, że głosując na którąś z tych partii, fundują im mandat, ale w zupełnie innym regionie. Pan Kłopotek, który słynie ze szczerości, przyznał, że startuje po to, by jego partia przekroczyła w skali kraju próg wyborczy. [b]W rozmowie ze mną mówił, że wierzy w swoje zwycięstwo.[/b] To, co cytuję, powiedział publicznie. I był podwójnie szczery. Nie dość, że ma obawy o przekroczenie progu przez PSL, to jeszcze pracuje na to, by jego partia zdobyła mandat gdzieś np. na Podkarpaciu. Ale taka jest ordynacja do europarlamentu i wyborcy powinni wiedzieć, że jest zupełnie inna niż wszystkie pozostałe polskie ordynacje. [b]Co pan zrobił w PE? Chwali się pan na różnych forach, że miał 267 wystąpień, a pana konkurent z PO Zwiefka tylko 50. Ilość chyba nie zawsze przechodzi w jakość?[/b] W tym przypadku przeszła. Ale nie chodziło o walkę na liczby z posłem Zwiefką. Udowadniałem mu w ten sposób, że o wiele lepiej, bo skuteczniej, być w średniej grupie politycznej, w której posłowie łatwiej mogą zabierać głos w imieniu swojej grupy, niż w jakimś molochu jak Europejska Partia Ludowa. Tam Polacy są kwiatkiem do kożucha. [b]Bez przesady. Chyba nie takim kwiatkiem?[/b] Są kwiatkiem do kożucha, a to wynika z prostej matematyki. [b]A pan znowu o tej matematyce.[/b] Przez pięć lat żaden z europosłów PO nie był w prezydium swojej frakcji, w którym rozstrzygały się najważniejsze decyzje. Np. jaka rezolucja powinna przejść w głosowaniu w parlamencie, jakie kompromisy zawieramy itd. PO nie miała żadnego wpływu na frakcję EPP, Jacek Saryusz-Wolski poniósł klęskę, niestety, w wyborach na szefa tej grupy. A potem popierany przez PO Szwed te wybory też przegrał na rzecz faktycznie rządzącej w EEP koalicji niemiecko-francuskiej. Przez dwa i pół roku szefem tej frakcji był Niemiec, a teraz Francuz. Platforma nic w EPP nie może. Obalmy więc dwa mity. [b]Jakie konkretnie?[/b] Że Polacy w EPP dużo znaczą. Niestety, znaczą bardzo niewiele. I że EPP, która jest największą grupą, w europarlamencie dużo znaczy. [b]I chyba dużo znaczy?[/b] Otóż informuję, że Europejska Partia Ludowa, która jest matką partią dla PO, znaczy tylko tyle, ile pozwoli jej przewodniczący partii europejskich socjalistów Martin Schulz. Wszystkie ważne rezolucje w ramach kompromisu chadecko-socjalistycznego w PE muszą być przez niego akceptowane. A najlepszym przykładem jest dyrektywa usługowa, bardzo ważna dla polskich firm, które by chciały działać za granicą. [b]Dlaczego to pana zdaniem dobry przykład?[/b] Ta dyrektywa została kompletnie wypruta ze wszystkich ważnych dla Polaków rozwiązań. Na tyle, że później posłowie PO byli zmuszeni łamać dyscyplinę frakcyjną i głosować tak, jak przedstawiciele PiS. Podobnie było z dyrektywą REACH dotyczącą ochrony środowiska i konsekwencji dla polskiej gospodarki. PiS nie ma takiego dyskomfortu. [b]Na pewno zna pan takie powiedzenie, że lepiej być pierwszym w Pcimiu Dolnym niż drugim w stolicy. Ja akurat nie do końca zgadzam się z tym powiedzeniem, a pan chyba w stu procentach?[/b] Znam też inne: lepiej być pierwszym na prowincji niż drugim w Rzymie. Ta moja opinia o EPP wzięła się z tego starorzymskiego. Ostatnie pięć lat dowiodło, że konstrukcja PE sprzyja w przypadku Polaków tym ugrupowaniom, które mają realny wpływ na swoją grupę polityczną. [b]Układ sił w PE po wyborach może się przecież zmienić. Sondaże wskazują, że PO będzie miała ponad 25 posłów w EPP. A razem z PSL ponad 30.[/b] To political fiction. I PiS, i PO będą miały po około 20 posłów. [b]Zakładamy się, że tak mniej więcej będzie, jak mówią sondaże?[/b] Może o toruńskie pierniki? Ja je bardzo lubię, pani też? [b]Nie.[/b] Szkoda. To inaczej: jak wygram, przywiozę pani nie tylko toruńskie pierniki, ale i francuskie wino ze Strasburga.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL