Wiadomości

W książkach ukrywam bomby

Eduardo Mendoza (ur. 1943) pochodzi z Barcelony. Popularność przyniosły mu „Przygody fryzjera damskiego” – książka, która w Hiszpanii długo znajdowała się na szczytach list bestsellerów. Swoją twórczość określa mianem powieściowego chuligaństwa lub literackiego pijaństwa
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Słynny kataloński pisarz Eduardo Mendoza, tworzący po hiszpańsku, wyjawia w rozmowie z Rzeczpospolitą" na czym polega sekret kryminału.
[b]Rz: Lubi pan Chandlera?[/b]
[b]Eduardo Mendoza:[/b] Bardzo. Wiele lat temu byłem nim zafascynowany, zwłaszcza "Długim pożegnaniem". Uważałem, że to jedna z najlepszych powieści, jakie przeczytałem. W zeszłym roku ponownie po nią sięgnąłem. Czasem powroty do lektur rozczarowują. Ale tym razem tak nie było. [b]Pańska ostatnia książka "Niezwykła podróż Pomponiusza Flatusa" przypomina mi nieco tę literaturę. [/b]
Chandlera cenię nie tyle samą intrygę, za którą czasem trudno nadążyć, ile atmosferę niepewności, oczekiwania, poszukiwań. To mnie pociąga. Porównanie z autorem "Żegnaj, laleczko" traktuję jako wielki komplement. [b]Na czym polega siła kryminału? Czemu najwięksi pisarze od wieków wykorzystują tę konwencję do opowiedzenia swych historii? [/b] Bo to konstrukcja sprawdzona i wygodna dla autora. Detektyw – a więc człowiek poszukujący prawdy albo tego, co jej najbliższe – jest bohaterem doskonałym. Przychodzi z zewnątrz, samotnie dociera do ludzi z najróżniejszych sfer. W ten sposób pisarz może pokazać świat z całą jego złożonością. Kryminał wciąga czytelnika w grę o jasnych regułach: najpierw dochodzi do spotkania, potem pojawiają się pytania, wreszcie wyciągamy konkretne wnioski. Jest to więc bardzo precyzyjna struktura. Porównałbym ją z sonatą. Wszystko ma tu swoje miejsce i swój czas. A taki romans? Chłopak spotyka dziewczynę. I tyle. Co tu się jeszcze da wymyślić? Że mają rodziców? [b]O detektywie czytelnicy mają sprecyzowane wyobrażenia. Jak ich zaskoczyć? Pan rozwiązanie kryminalnej zagadki powierzył rzymskiemu patrycjuszowi, z zamiłowania filozofowi. [/b] Pomysł zrodził się przypadkiem i zupełnie mnie zaskoczył. Ale nie wziął się znikąd. Dawno temu razem z moim przyjacielem, psychiatrą, odwiedziłem madrycki szpital dla umysłowo chorych. Byłem ciekaw, jak wygląda taka placówka, oprowadzano mnie przez cały dzień. Wiele lat później wpadłem na pomysł opowieści o detektywie, który znalazł się w podobnym miejscu... Jeśli zaś chodzi o Pomponiusza Flatusa, to nie bez znaczenia jest, że chętnie czytuję starożytnych filozofów i historyków. Pewnego dnia pomyślałem, że mój bohater, który przemierza ziemie Imperium Rzymskiego, mógłby być jednym z nich. [b]W niektórych książkach kontynuuje pan tradycję powieści XIX-wiecznej, potem pisze pan rzecz z ducha anarchistyczną, kpiarską. [/b] Raz na jakiś czas muszę odreagować żmudne, długotrwałe przygotowania i ciężką pracę nad poważną prozą. Chyba chodzi o psychiczną higienę. I czasem się zdarza, że większą popularność przynoszą mi krótkie humorystyczne formy niż tamte potężne dzieła. [b]W opinii wielu pana najlepsza książka to poświęcone Barcelonie i, niestety, nieopublikowane u nas "Miasto cudów". Jak ważne jest dla pisarza posiadanie małej ojczyzny? [/b] To sprawa podstawowa. Tworzymy własne światy, ale czerpiemy przecież z konkretnej rzeczywistości. Zapuszczamy korzenie i za ich pomocą czerpiemy wiedzę – dajmy na to – o świecie starożytnym. Owszem, są pisarze niezwiązani z żadnym konkretnym miejscem. Tak jakby pochodzili z innego wymiaru. Ale to rzadkie przypadki. [b]"Miasto cudów" wpłynęło na innego z katalońskich autorów – bardzo popularnego w Polsce Carlosa Ruiza Zafona. Jak pan ocenia jego książki?[/b] Cenię tę prozę, a samego Zafona bardzo lubię. To człowiek sympatyczny, przy tym tytan pracy. Nawiasem mówiąc, poznałem go jeszcze, zanim stał się tak sławny. Wiem, że moja książka go inspirowała i lubię myśleć, że choć odrobinę pomogłem mu w odniesieniu sukcesu. To ważne – odziedziczyć pewną tradycję i przekazać ją reprezentantowi młodego pokolenia. [b]Obaj panowie opiewacie Barcelonę. Na czym polega jej tajemnica? [/b] Może pan mi to powie. Od dawna obserwuję ludzi odwiedzających nasze miasto. Mówię im: "Po co przyjechaliście? Ja tu mieszkam przez całe życie i niczego specjalnego nie zauważyłem" (śmiech). Być może jestem w sytuacji dziecka, które ma sławnych rodziców. Codziennie rano widzi ich w piżamach i zachodzi w głowę, o co ludzie robią tyle hałasu. Mówiąc poważnie, Barcelona jest pięknym miastem, wspaniale położonym, o klimacie, który czyni życie przyjemnym i niespiesznym. Poza tym jako jedno z pierwszych miast w Hiszpanii stała się w pełni nowoczesna. [b]Barcelona została mocno doświadczona przez historię. O traumie wojny domowej wspomniał w "Cieniu wiatru" Zafon. Czy pan też się zmierzy z tym tematem? [/b] Napisałem kiedyś "Lekką komedię" – powieść, której akcja rozgrywa się w ponurych latach dyktatury. Takiej, jaką zaprowadzono w wielu krajach. Nic się wtedy nie dzieje, życie staje w miejscu. Panuje spokój, nie ma wolności. Nie pisałem natomiast nic konkretnego o wojnie domowej ani o tym, co stało się później. Nie wiem, czy to uczynię, ale jedno jest dla mnie jasne: ten czas był okrutny. Trudno wskazać rodzinę, która wtedy nie ucierpiała. Ludzie ginęli, ci bardziej szczęśliwi zostali skazani na emigrację. Może dlatego zostałem literackim anarchistą? Reakcją na ucisk jest przemoc. A że nie jestem brutalny, postanowiłem podkładać bomby w moich książkach. [b]Przeczytaj także recenzję książki Mendozy: [link=http://www.rp.pl/artykul/2,302600_Tajemnica_morderstwa_w_Nazarecie_.html]Tajemnica morderstwa w Nazarecie [/link][/b]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL