fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warszawa

Stabilny budżet i dalekosiężne plany

Sala Rady Miejskiej (zdjęcie z lewej) przed bankietem na cześć króla Rumunii Karola (1936 r.) (fot. muzeum historii warszawy)
Życie Warszawy
Dwaj panowie siedzą na torowisku i klepią młotkiem w żelazo, a kilkunastu innych stoi i się przygląda. Jakież to znajome! Widzieliśmy już kiedyś taką scenę na warszawskiej ulicy...
Charakterystyczna scena uwieczniona została także na zdjęciach dokumentujących remont torów tramwajowych w Al. Ujazdowskich przy skrzyżowaniu z Piusa XI (dziś Piękna) sprzed prawie 80 lat. Ach, ci złośliwi fotoreporterzy!
Odpoczynek robotników po ciężkiej pracy dałoby się pewnie zaobserwować także podczas asfaltowania ul. Chmielnej w sierpniu 1926 r. i w trakcie
poszerzania Puławskiej tuż przy „budowie kolonii Wierzbno w 1927 r.” czy przebudowy Marszałkowskiej w tym samym roku. I rok, i dwa lata później. Ulica długa, więc i remont – zupełnie jak dziś – ciągnął się latami. Dopiero w 1929 r. położono asfalt na głównej arterii stolicy i przerzucono się na kolejne inwestycje, np. jezdnie Krakowskiego Przedmieścia.
W dwudziestoleciu międzywojennym na warszawskich drogach działo się mnóstwo. Pod koniec lat 20. poprzedniego stulecia i na początku lat 30. stołeczny samorząd – stworzony od podstaw po latach zaborów i okupacji – wydawał rocznie ok. 170 – 180 milionów złotych. – Dwudziestolecie międzywojenne było dla Warszawy dobrym czasem. Dziś zbliżamy się do dwudziestolecia istnienia niepodległej Polski i obecnego ustroju. A w dodatku od tamtego dwudziestolecia dzieli nas okrągłe 80 lat. To skłania do porównań – mówi Mirosław Czekaj, skarbnik Warszawy.
[srodtytul]Niezależna kasa miasta[/srodtytul]
„Z chwilą odzyskania niepodległości samorząd Warszawy stał się panem swych finansów!” – napisała Jadwiga Włodarkiewiczowa, pisarka, tłumaczka (m. in. „Tajemniczego ogrodu”), do 1939 r. pracująca jako starszy referent w stołecznym magistracie, potem więźniarka Pawiaka, zamordowana w 1943 r.
Cytat urzędniczki sprzed 80 lat zainspirował obecnego skarbnika miasta do zorganizowania wspólnie z Archiwum Urzędu wystawy, która obrazowałaby, na co w międzywojniu wydawał pieniądze pierwszy niezależny samorząd stolicy.
– A na cóż mógł wydawać po latach wojny. Na drogi, szkoły, komunikację, filtry, wodociągi. Na infrastrukturę! Warszawa – zapyziałe po pierwszej wojnie, niczym prowincjonalne miasteczko imperium rosyjskiego, wracała powoli do swych stołecznych funkcji – mówi Piotr Wojciechowski, dyrektor Archiwum Urzędu m. st. Warszawy.
„Pierwszy samorząd musi z jednej strony łatać braki w dziedzinie oświaty, higieny, komunikacji i bruków, z drugiej przyłączać zaniedbane tereny peryferji” – czytamy w dokumentach archiwalnych stołecznej rady. – „Szalona inflacja, wyniszczająca stan finansów miasta, klęski epidemji, głód mieszkaniowy potęgowały trudności”. Ale: „krytyczny ten okres stolica przeżyła względnie pomyślnie” – podsumowano w kronice rad Warszawy 1919 – 1929. Dane rozpoczynające drugie dziesięciolecie są już bardziej optymistyczne. „Sprawozdanie rachunkowe Warszawy od kwietnia 1929 – do marca 1930” wykazuje przychód (czyli dochody miasta) na poziomie 173 mln zł, a rozchód (wydatki) – 169 mln zł.
Ostatnie dokumenty finansowe ratusza sprzed wybuchu II wojny (z kwietnia 1939 r.) donoszą: dochody – 171 mln zł, wydatki – 169 mln zł. A więc wreszcie stabilność finansowa.
[srodtytul]Domy, szalety i plany[/srodtytul]
Niestety, wiadomości, ile z tej rocznej puli szło na inwestycje, nie da się łatwo wyczytać. W zestawieniach finansowych nie ma na to oddzielnej rubryki. Poszczególne budowy ukrywają się w różnych działach, np. pod hasłem „wydział techniczny”, „komitet rozbudowy miasta” bądź nawet pod: „betonownia miejska”, która przecież produkowała materiał do stawiania kolejnych szkół, przedszkoli i mieszkań.
Ten ostatni rodzaj budownictwa rozwinął szczególnie prezydent Stanisław Nowodworski, rządzący Warszawą od 1922 do 1927 r. Za jego kadencji przybyło nowych domów zwłaszcza na Mokotowie, Żoliborzu, Grochowie i Saskiej Kępie.
Prezydent Zygmunt Słomiński natomiast już sześć lat później inwestował w estetykę miasta – parki i sanitariaty. Założył Zakład Oczyszczania Miasta, organizował akcję „Warszawa czysta” i kazał budować... miejskie szalety.
Zasług kolejnego prezydenta Stefana Starzyńskiego nie da się przecenić, bo zaplanował wszystko, co było Warszawie potrzebne, na dziesiątki lat do przodu – od połączenia ul. Bonifraterskiej z Żoliborzem, przez bulwary nad Wisłą, trasę N-S i Wał Miedzeszyński po metro. Nie sam to planował. Wydział Planowania Miasta, który stworzył w 1935 r., zatrudniał 400 osób, w tym 140 architektów, urbanistów i geodetów.
– Planowanie miasta obejmować musi wszystkie szczegóły, wszystkie punkty miasta. Chociaż dzisiaj brak jest środków na wiele, musimy planować, aby w razie sprzyjających warunków w każdej chwili przystąpić do realizacji – twierdził Starzyński.
Historycy mówią nawet o 28 procentach warszawskiego budżetu przeznaczanych na budowy w tych najlepszych latach międzywojnia. To wskaźnik, o którym obecnie samorządy tylko marzą. Ideałem jest dziś już jedna czwarta środków, które można przeznaczyć rocznie na rozwój.
[srodtytul]Bez kłopotów z siedzibą[/srodtytul]
Co jeszcze pochłaniało pierwsze samorządowe pieniądze niepodległej Warszawy? Ze względu na stan higieny dużo – bo nawet 40 mln zł rocznie – a więc jedną czwartą budżetu zabierała służba zdrowia. Nazywało się to formalnie: Wydział Zdrowia Publicznego oraz Opieki Społecznej i Szpitali. W tym mieściło się np. utrzymanie i prowadzenie Miejskiej Stacji Mlecznej. W 1922 r. działała ona przy ul. Leszno.
– Tylko tam karmiące matki mogły dostać zdrowe, pozbawione bakterii mleko rozlewane w butelki – wyjaśnia Magdalena Pęzińska z Archiwum Urzę-du Miasta. – Bo pomiary mleka, rozdzielanego przez gospodynie z kanek na warszawskich targach wykazywały, że aż w połowie z nich są prątki gruźlicy! To świadczyło o dramatycznym braku higieny w mieście.
Wydatki na zdrowie, nawet w połączeniu z 24 milionami na kulturę i oświatę, nie przebiły jednak Wydziału Finansowo-
- Podatkowego w warszawskim magistracie. W 1929 roku wydał on aż 66 mln zł. W tym oczy-wiście ukrywają się pensje urzędników i koszty utrzymania całej administracji. A warto zaznaczyć, że wtedy właśnie zaczynał się w międzywojniu czas kryzysu (trwał do ok. 1934 r.). Zupełnie jak dziś.
Inaczej natomiast niż obecnie prezydent Warszawy Stefan Starzyński i jego poprzednicy nie musieli się borykać z kłopotami lokalowymi.
Urzędnicy zatrudniani w magistracie mieli też swój hotel pracowniczy przy ul. Filtrowej. Ratusz mieścił się w Pałacu Jabłonowskich na pl. Teatralnym. Dziś z dawnej jego świetności możemy podziwiać tylko odbudowaną fasadę. Współczesne wnętrza zajmuje bank. Nie ma już ani oddzielnej pięknie zdobionej sali „prezydenckiej” odpowiedniej do przyjmowania koronowanych głów, ani lustrzanej sali obrad rady.
[srodtytul]Małe pocieszenie[/srodtytul]
Narzekamy dziś, że Warszawa ma zbyt wielu radnych. Otóż warto sobie uświadomić, że pierwsza rada stolicy wybrana po wojennych zawieruchach w lutym 1919 r. liczyła... 120 rajców. Pełnili te funkcje aż do 1927 r. ?
[i]Wystawę „Inwestycje i wydatki m. st. Warszawy w obrazach 1918 – 1939” można oglądać w holu ratusza na pl. Bankowym od dziś przez dwa tygodnie.[/i]
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA