Kultura

Akustyczny labirynt - wirtualny spacer po Zachęcie

Rodney Graham „Trzech muzyków”, 2006 r.
Zachęta
Muzyka i sztuki wizualne. Warszawska Zachęta przygotowała fascynujący interdyscyplinarny pokaz "Inwazja dźwięku"
[link=http://www.rzeczpospolita.pl/pliki/kultura/zacheta/00.swf]Wirtualny spacer po wystawie (na całym ekranie) [/link]
[i]Sterowanie panoramą: klawisz Shift - zbliżanie, klawisz Ctrl - oddalanie, klawisz myszy - przesuwanie i obracanie; żeby przejść do następnego pomieszczenia trzeba kliknąć dwa razy w przejście i chwilę poczekać[/i] Nad hallem głównym Zachęty unosi się amazonka – na wielkim ekranie. Siedzi dumnie na koniu, nad nią powiewa biała flaga, za nią falują włosy. Żywy pomnik. Kobieta wyśpiewuje, zawodzi, nuci jakiś dziwaczny hymn złożony z różnych narodowych pieśni, wśród których pobrzmiewa hymn jugosłowiański z czasów Tity, a także nasz "Mazurek Dąbrowskiego".
To słynna multimedialna praca Mariny Abramović "The Hero" sprzed ośmiu lat. Patetyczna, zarazem liryczna. Dedykowana wszystkim bohaterom, którzy powstali przeciwko zniewoleniu. Jedyny polityczny akcent na "Inwazji dźwięku". Poza tym ekspozycji bliżej do poezji, muzyki, do filmu i teatru. Najważniejszy wniosek z pokazu: określenie "plastyka" od dawna jest anachronizmem. Dziś artysta swobodnie krąży po gatunkach sztuki i sięga po taki, który wydaje mu się najbardziej adekwatny, aby wyrazić jakiś koncept. Agnieszka Morawińska i Francois Quintin, kuratorzy "Inwazji…", planowali ją prawie dziesięć lat. Postanowili zebrać rozmaite współczesne zjawiska, w których muzyka pojawia się dosłownie bądź bywa zasugerowana. Zaprosili 40 zagranicznych i polskich artystów, lecz uczestników mogło być znacznie więcej – interdyscyplinarne poszukiwania są modne. Oglądanie prezentacji w Zachęcie to błądzenie po akustycznym labiryncie, w którym co krok zaskakują odmienne bodźce dźwiękowe. Z różnych epok i źródeł. Muzyka elektroniczna? Proszę bardzo, jest. W Sali Narutowicza widza oplata sieć pulsujących, abstrakcyjnych obrazów (autorstwa Petera Koglera) rzutowanych z projektorów na wszystkie ściany. Komputerowa animacja zgrana została z muzyką (Franz Pomassl). Kiedy wizje są przyjazne człowiekowi – motyw muzyczny płynie łagodną falą; gdy obrazy przywodzą na myśl okratowaną celę – dźwięki stają się opresywne. Opera? Obecna. Trzy wielkoformatowe podświetlane fotografie Rodneya Grahama pokazują muzyków z orkiestry symfonicznej. Zda się – grają. Siedzą przy pulpitach z nutami, trzymają w odpowiednich pozycjach instrumenty. W wieloznacznych, zachwycających filmach Katarzyny Kozyry z jej udziałem i… śpiewem. Klasycznym. Uczyła się go u mistrza Grzegorza Pitułeja z Warszawskiej Opery Kameralnej. Jasne, że nie osiągnęła poziomu zawodowca. Ale "W sztuce marzenia stają się rzeczywistością" – dowodzi artystka w tytule rozpisanego na lata projektu. I pokonuje bariery na pozór nie do przełamania. Kto nie wierzy, niech zobaczy jej filmy – "Kastrata" sprzed dwóch lat i "Letnią opowieść" z końca ubiegłego roku. Pierwszy przywodzi na myśl barokową dziwaczność Felliniego i Almodóvara; drugi – baśnie braci Grimm, gdzie cuda-niewidy przeplatają się z okrucieństwem i erotyzmem. Skrajny wobec klasyki biegun to dźwięki "pierwotne", dyktowane przez instynkt. Przypomina o tym Jeremy Deller w "Historii świata" – wielkim fresku namalowanym na ścianie Sali Matejkowskiej. Za jego pośrednictwem artysta pokazuje, jak przenikają się różne rodzaje muzyki płynącej "z potrzeby serca". Do podobnych konstatacji doszedł Andrzej Bieńkowski, malarz i znawca muzyki ludowej. Umowny dialog z jego obrazami prowadzą kompozycje historyczne – "Kapela dziecięca" Makowskiego (z 1922 r.) i tryptyk "Muzyka" Malczewskiego (z 1906 r.). Mamy możność porównania, jak muzyczne motywy przedstawiano w przeszłości, a jakich metod imają się współcześni. Jedno pewne – wszystkim coś w duszy gra. [i]Wystawa czynna do 2 sierpnia[/i] [ramka][b]Oglądanie z zamkniętymi oczami[/b] Pierwsze w historii interdyscyplinarne występy dali futuryści. Wiek temu zaserwowali zszokowanej widowni gatunkowy koktajl: wystawo-koncerto-spektakl. Wtedy też Luigi Russolo, jeden z grupy, wymyślił futurystyczny instrument – intonator hałasów. Dobywał z niego dźwięki imitujące wielkomiejski zgiełk. Od tamtej pory kilkakrotnie powracały idee artystycznych fuzji. Ponad pół wieku temu John Cage zaprezentował publicznie swoje najgłośniejsze dzieło: ciszę trwającą 4 minuty 33 sekundy, „oprawioną” w odgłosy podnoszonej i zamykanej klapy klawiatury. Artystyczne mutanty rozmnożyły się pod koniec lat 60. w gorączce młodzieżowej rewolty. Dziś mieszanie gatunków znów jest na topie. Przykładem – audioinstalacja „Morderstwo kruków” Janet Cardiff i Geogre’a Buresa Millera w berlińskiej galerii Hamburger Bahnhof (do 17 maja). „Morderstwo…” wydaje się najbliższe koncertowi muzyki konkretnej. W gigantycznej przestrzeni byłego dworca na stojakach i krzesłach umieszczono 98 głośników; w centrum – stół z leżącym na blacie megafonem. Widzowie zajmują krzesła pomiędzy głośnikami i zaczyna się półgodzinny spektakl. Najpierw publiczność otacza krakanie. Dźwięki krążą jak stado kruków nad padliną. Potem z tuby megafonu dobiega głos Cardiff opowiadającej sny. Stopniowo dźwięki i słowa układają się w wizję kojarzącą się z „Kaprysami” Goi, „Ptakami” Hitchcocka i różnymi „krajobrazami po bitwie”. W finale – dramatyczne crescendo: rosyjska wojenna pieśń. Głosy z chóru przepływają od głośnika do głośnika, jakby dookoła pojawili się ruscy sołdaci. Wielu słuchaczy zamyka oczy, a po zakończeniu audycji bije brawo. Pomimo że nie ma wykonawców! [i]Monika Małkowska[/i][/ramka] [i]Waldemar Kompała[/i] [i]Sterowanie panoramą: klawisz Shift - zbliżanie, klawisz Ctrl - oddalanie, klawisz myszy - przesuwanie i obracanie; żeby przejść do następnego pomieszczenia trzeba kliknąć dwa razy w przejście i chwilę poczekać[/i] [link=http://www.zacheta.art.pl/index.php?homepage=1?=1]www.zacheta.art.pl[/link] O sztuce czytaj też na [link=http://www.artinfo.pl/?pid=events&sp=list&id=11036&lng=1]www.artinfo.pl[/link]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL