fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Pokusa życia na kredyt nie zniknie

Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Banki trzeba regulować tak, by wielkość ich akcji kredytowej stabilizowała, a nie destabilizowała, koniunkturę – pisze profesor SGH i członek Rady Polityki Pieniężnej Andrzej Sławiński
Co najlepiej opisuje to, co stało się w ciągu ostatnich kilku lat w gospodarce światowej? „Podróż osiemnasta” „Dzienników gwiazdowych” Stanisława Lema, w której profesor Solon Razgłaz tłumaczy Ijonowi Tichemu, że wszechświat, w którym żyjemy, powstał w wyniku Wielkiego Wybuchu na kredyt i z czasem pryśnie jak bańka mydlana. Z koniunkturą w gospodarce światowej było tak samo. Jeszcze dwa lata temu była bajeczna. Teraz prysła. I właśnie dlatego, że była głównie na kredyt. Czy coś z tego wynika dla koniunktury w następnych latach?
[srodtytul]Coraz mniej oszczędności[/srodtytul] Przez ostatnie kilkanaście lat gospodarkę światową ożywiła konsumpcja na kredyt w USA. Udział oszczędności w dochodach Amerykanów malał, a deficyt handlowy USA rósł nieustannie. W końcu osiągnął wielkość stanowiącą ponad 60 proc. ogólnej wielkości deficytów handlowych wszystkich krajów. I było to wynikiem konsumpcji na kredyt, skoro od lat 70. realne płace w USA prawie nie rosły. Dlaczego przez ostatnie dwie dekady Amerykanie coraz mniej oszczędzali, a coraz bardziej żyli na kredyt? Mówiono im, że nie muszą oszczędzać, ponieważ stają się coraz bogatsi. W latach 90. mieli być coraz bogatsi w wyniku wzrostu cen akcji, a tej dekadzie w wyniku wzrostu cen domów. W ostatniej dekadzie także Brytyjczycy, Hiszpanie, Irlandczycy, Duńczycy i inne nacje doświadczały dobrodziejstw baniek spekulacyjnych na rynkach budowlanych.
[wyimek]Konsumpcja miliarda Chińczyków stanowi wciąż niewiele ponad 10 proc. konsumpcji 300 milionów Amerykanów[/wyimek] Ciągle się powtarza, że boomy budowlane wywołały banki centralne, utrzymując niski poziom stóp procentowych. Tymczasem nie wszystkie utrzymywały tak niskie jak Fed stopy procentowe, a amerykańskie, brytyjskie, hiszpańskie, holenderskie, australijskie, irlandzkie i duńskie banki mogły udzielić tak wielu kredytów hipotecznych, ponieważ te, których udzieliły, zamieniały na papiery hipoteczne, które sprzedawały nie tylko innym bankom, ale także funduszom emerytalnym, funduszom inwestycyjnym i towarzystwom ubezpieczeniowym. To oszczędności złożone w tych instytucjach sfinansowały boomy budowlane. Największy problem mają jednak banki. Po pęknięciu bąbli spekulacyjnych na rynkach budowlanych pozostało na rynku mnóstwo obligacji MBS (mortgage backed securities) będących efektem sekurytyzacji kredytów hipotecznych. Tkwią teraz smutne w bilansach banków. Nie są już podziwiane jako produkty nowoczesnej inżynierii finansowej. Bankowcy obligacji MBS wręcz się boją, ponieważ z każdym spadkiem ich cen puchną straty banków. MBS chcą kupować już tylko rządy i banki centralne, które stały się nie tylko pożyczkodawcą, lecz kupującym ostatniej instancji. [srodtytul]Bańki eksportowe[/srodtytul] Gdy słyszymy „bańka spekulacyjna”, myślimy o rynkach finansowych. Tymczasem określenie to może, niestety, odnosić się także do produkcji eksportowej. Przykładem był boom eksportowy w Japonii. W latach 2002 – 2007 eksport Japonii rósł o 12 proc. rocznie, a konsumpcja o niewiele ponad 1 proc., a więc praktycznie wcale. Obrazuje to skalę uzależnienia od eksportu tak zamożnego kraju jak Japonia, mimo że eksport stanowi tylko 18 proc. jej PKB. A jeśli wzrost gospodarczy Japonii zależy tak silne od eksportu, to zależał w ostatnich latach w dużej mierze od boomu budowlanego w USA. Jeśli ktoś nie wierzy, może porównać wykresy zmian cen domów w Stanach Zjednoczonych i wielkości importu japońskich samochodów. Równie wyrazistym przykładem kraju znacznie uzależnionego od eksportu są Niemcy. Ich eksport także rósł szybko, a konsumpcja krajowa powoli. Szybki wzrost eksportu Niemiec był jednak efektem boomu budowlanego nie tylko w USA, ale także Wielkiej Brytanii i Hiszpanii, a w części również bąblowo-cenowego przyspieszenia wzrostu zamożności krajów naftowych. Jakie są przyczyny tego, że w USA, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii konsumpcja rosła głównie na kredyt, a gospodarki tak zamożnych krajów, jak: Japonia, Niemcy, Szwajcaria i Szwecja, są silnie uzależnione od eksportu? Jednym z powodów były doświadczenia lat 70., gdy się okazało, że w globalizującej się gospodarce ekspansja fiskalna i monetarna nie przynoszą już ożywienia koniunktury. Rządy i banki centralne w kolejnych krajach decydowały się, by brać udział w czymś, co francuscy ekonomiści nazwali konkurencyjną dezinflacją, a więc prowadzeniem polityki liberalizacji gospodarek i niskiej inflacji, by poprawiać efektywność produkcji i eksportu. W eksporcie przynosiło to sukcesy, ale płace w krajach wysoko rozwiniętych zaczęły rosnąć wolniej niż wydajność. Proces ten pogłębiła rewolucja akcjonariuszy promowana przez Michaela Jensena w latach 80. Opierała się na założeniu, że zarządy firm były wcześniej pod zbyt małym naciskiem akcjonariuszy, w związku z czym za mało dbały o efektywność firm i stopy zwrotu dla udziałowców. I to się zmieniło. Fuzje i przejęcia zmusiły zarządy do uległości, a one same zaczęły się starać maksymalizować stopy zwrotu dla udziałowców. Im także na tym zależało, ponieważ dochody zarządów zaczęły zależeć coraz bardziej od wartości ich opcji menedżerskich. Firmy były pod stałą presją cięcia kosztów, w tym także kosztów pracy. Dlatego nawet w okresach bardzo dobrej koniunktury płace w krajach wysoko rozwiniętych rosły powoli, a boomy konsumpcyjne były na kredyt. [srodtytul]Bąblowa zaraza[/srodtytul] Korzystną konsekwencją dążenia wielkich międzynarodowych firm do cięcia kosztów było przenoszenie produkcji do krajów wschodzących, co przyniosło im przyspieszony rozwój gospodarczy. W dużej mierze dzięki temu w krajach wschodzących wystąpiło w ostatniej dekadzie zjawisko korzystne z punktu widzenia rozwoju gospodarczego świata i demokracji. Był nim szybki wzrost liczebności i zamożności klasy średniej, która zawsze – prędzej czy później – chce się uwolnić od rządów autorytarnych. Udział krajów wschodzących w produkcji światowej sięgnął 40 proc. Stąd pojawiła się nadzieja, że podtrzymają one wzrost gospodarczy pomimo silnej dekoniunktury w gospodarkach wysoko rozwiniętych. (decoupling). Wszyscy patrzyli na Chiny, których import sięgnął 40 proc. importu USA. Nadzieje te nie mogły się jednak jeszcze spełnić. Wprawdzie konsumpcja w Chinach szybko rosła, ale konsumpcja miliarda Chińczyków stanowi wciąż niewiele ponad 10 proc. konsumpcji 300 milionów Amerykanów. Chińczycy nadal dużo oszczędzają, mimo że są wciąż mało zamożni. Oszczędzają, bojąc się o przyszłość, ponieważ ich państwo nie zapewnia im ani emerytur, ani opieki medycznej, ani bezpłatnego szkolnictwa na odpowiednim poziomie. To musiałoby się zmienić, by Chińczycy zaczęli wydawać więcej, a import Chin stał się motorem wzrostu gospodarki światowej. Na razie w ostatniej dekadzie udział płac w PKB Chin spadł z ponad 50 do mniej niż 40 proc. Decoupling nie urzeczywistnił się także dlatego, że stał się pretekstem do nadmiernego napływu kapitału do krajów wschodzących i to w dużej mierze w postaci kredytów międzybankowych. Ich napływ był pożegnalnym bąblem kończącej się światowej koniunktury. W tempie wręcz błyskawicznym banki w krajach wschodzących uzależniły się silnie od napływu krótkoterminowych pożyczek z amerykańskich, europejskich i japońskich banków, a o skutkach tego uzależnienia stale teraz czytamy. Tak więc i doświadczenia krajów wschodzących potwierdzają, że banki trzeba regulować tak, by wielkość ich akcji kredytowej stabilizowała, a nie destabilizowała koniunkturę, co proponował już Ben Bernanke 20 lat temu. Jaki jednak będzie świat bez bąbli kredytowych? Co będzie motorem wzrostu, gdy nie będą nim bąble konsumpcyjne i bąble eksportowe? Może jednak motorem wzrostu gospodarczego będzie wzrost gospodarczy w krajach wschodzących. Oby tak było. Zawsze jednak będzie pokusa, by pobudzać konsumpcję poprzez rozdawnictwo kart kredytowych.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA