fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kolekcje

Gwarantowana przyjemność, bardzo prawdopodobny zysk

Marcin Maciejowski, „Grupa Ładnie”, Oświęcim, olej na płótnie, 40 x 60 cm, 2006 r.; portret zbiorowy Grupy Ładnie, stoją od lewej: Rafał Bujnowski, Wilhelm Sasnal, „Kurosawa”, Marek Firek, Marcin Maciejowski; fot. galeria Raster
Rzeczpospolita
Kupowanie sztuki najnowszej można porównać do lokowania pieniędzy we wschodzące spółki giełdowe. Można zarobić bardzo dużo albo nic. Odważnych jednak nie brakuje
Światowy kryzys gospodarczy przełożył się także na rynek sztuki. Z pewnością sporo dzieł zostanie przewartościowanych. Ma to również dobre strony, bo ceny wielu prac były już wyśrubowane.
Niepewność ekonomiczna prawdopodobnie wpłynie również na notowania najmłodszej generacji artystów, choć może w mniejszym stopniu niż na ceny klasyków, bo na razie prace tych pierwszych są stosunkowo niedrogie. Być może ci, którzy traktują sztukę tylko jako inwestycję, zaczną szukać pewniejszych ich zdaniem lokat. Wytrawni kolekcjonerzy, którzy w obrazach widzą również niewymierną przyjemność z obcowania ze sztuką na co dzień – nadal będą je kupować.
Sztuka nowoczesna adresowana jest do odbiorcy wyrobionego, wiedzącego czego szuka i najczęściej pokoleniowo bliskiego młodym twórcom. Jest to często sztuka krytyczna, multimedialna, komentująca rzeczywistość, mierząca się także z poważnymi sprawami, np. rolą artysty w dzisiejszych czasach. Niekiedy posługuje się językiem reklamy. Pojawiła się też grupa twórców bardziej skoncentrowanych na sobie, swoich emocjach niż na tym, co dookoła. Ich sztuka – czasem szorstka – nie zawsze jest estetyczna. Wyróżnia się dosadnymi tytułami, opisami.
[srodtytul]Sukcesy Sasnala działają na wyobraźnię[/srodtytul]
Do galerii oferujących twórców urodzonych w latach 70. i 80. (m.in. Raster, Leto, Nova, Czarna) przychodzą młodzi prawnicy, menedżerowie, prywatni przedsiębiorcy. Choć dobrze zarabiają, ich portfele wcale nie są pękate. Odwiedzają galerie, żeby poznać artystów, podyskutować. Chcą wiedzieć jak najwięcej. I być może, analizując kariery naszych słynnych 30-letnich artystów, liczą, że na twórczości młodych nie stracą. Sztuką nowoczesną interesują się także starsi kolekcjonerzy, którzy już wcześniej skoncentrowali się np. na członkach Grupy czy Fangorze.
Z pewnością sukcesy 36-letniego Wilhelma Sasnala, którego prace są w kolekcjach MOMA i Guggenheim w Nowym Jorku, Tate Gallery w Londynie oraz Centre Pompidou w Paryżu, a renomowany magazyn sztuki „Flash Art” uznał go za najbardziej obiecującego artystę świata, działają na wyobraźnię i zachęcają do lokowania w sztukę młodych. Kilka lat temu prace Sasnala można było zdobyć za kilkaset złotych. Niedawno jego tryptyk „Palące dziewczyny (Anka, Dominika oraz Peaches)” z 2001 r. Na aukcji w Phillips de Pury w Londynie został sprzedany za 229 250 funtów (wówczas około 970 tys. zł). W 2007 r. „Samoloty” (z 1999 r.), które podobnie jak „Palące dziewczyny” pochodziły ze zbiorów znanego kolekcjonera i handlarza sztuką Charlesa Saatchiego, poszły na aukcji w Christie’s za 396 tys. dolarów (przy obowiązującym wtedy kursie dolara prawie 1,1 mln zł); jest to najwyższa w historii cena za współczesny polski obraz olejny. Natomiast najdroższą pracą wciąż pozostaje fotograficzna instalacja „Naziści” Piotra Uklańskiego (rocznik 1968) sprzedana w 2006 r. za ponad 1 mln dolarów.
Bujnowski i Matecki trafili do liczących się kolekcji. Młodzi polscy artyści (do 35. roku życia), którzy już zdobyli uznanie, są pokazywani na najważniejszych targach sztuki, zasilają liczące się kolekcje, a ich dzieła licytowane są na największych aukcjach. Prace Rafała Bujnowskiego (numer jeden Kompasu Młodej Sztuki) i Marcina Maciejowskiego (szósta pozycja), członków słynnej Grupy Ładnie, od kilku lat pojawiają się na licytacjach w największych domach aukcyjnych Phillips de Pury oraz w Christie’s. Ich obrazy są tam sprzedawane po kilkanaście tysięcy euro.
Rafała Bujnowskiego inspiruje najbliższe otoczenie. Uwiecznia on prozaiczne czynności, jak kupowanie, sprzedawanie, mieszkanie itp. Uważa, że praca artysty powinna być użyteczna społecznie, artysta powinien pracować rzetelnie i celowo. Jego prace – pozbawione fabuły, tworzone seriami malarskie imitacje banalnych przedmiotów (cegła, deska, okno) – przypominają wyroby solidnego rzemieślnika.
Najdroższe prace Bujnowskiego to duże, unikatowe instalacje składające się z kilkudziesięciu obrazów; kosztują od 30 do 35 tys. euro. Duże pojedyncze obrazy klasy muzealnej są w cenie 18 – 20 tys. euro. Na rynku jest ich niewiele.
Gdy Rafał Bujnowski zaczynał współpracę z Rastrem w 1999 r., jego dzieła były dostępne w cenach od 600 do 1000 zł. Michał Kaczyński, współwłaściciel Rastra, przestrzega, że trzeba się dobrze znać na jego twórczości, inaczej można przepłacić; prace składające się na serie są zdecydowanie tańsze niż unikaty.
Dzieła Bujnowskiego znane są głównie na Zachodzie i w USA. Znajdują się w ważnych kolekcjach, m.in. Hortów w Nowym Jorku i w uznanej za wiodącą na świecie Rubell Family Collection (Miami). W tym roku, na początku grudnia, na prestiżowych amerykańskich targach Art Basel Beach w Miami Raster oprócz papierowych rzeźb Michała Budnego pokazał także obrazy Rafała Bujnowskiego i Przemysława Mateckiego (szósta pozycja).
Prace Mateckiego (artysta bawi się formą, np. wycina zdjęcia z gazet, wtapia je w płótno i zamalowuje) są w dwóch wymienionych już kolekcjach: Rubellów i Hortów. Wcześniej, w czerwcu 2008 r., Raster zaprezentował jego solową ekspozycję na Targach Młodej Sztuki w Bazylei – „Listę”. Została świetnie przyjęta. Wszystkie prace – w cenie od 1200 do 7000 euro – zostały sprzedane do bardzo dobrych kolekcji (teraz ceny dochodzą do 10 tys. euro). Ostatnio Matecki miał znaczące ekspozycje w dwóch prestiżowych galeriach: berlińskiej Carlier Gebauer i londyńskiej Hollybush Garden.
[srodtytul]Maciejowski, Rogalski i Grzeszykowska znani kolekcjonerom[/srodtytul]
Zachodnim koneserom dobrze znany jest także Marcin Maciejowski. Reprezentuje go wiedeńska prestiżowa Meyer-Kainer Gallery. Współpracuje też z londyńską Wilkinson Gallery. Artysta nawiązuje do języka reklamy, komiksów, ilustracji prasowych. Często sięga po zdjęcia prasowe. Czasem wiernie je kopiuje, nieraz czyści ze szczegółów, wykorzystuje fragmenty albo zmienia format. Integralną częścią jego realistycznych obrazów są napisy, które wyjaśniają, co jest uwiecznione na płótnie. Jego bohaterowie to znani sportowcy, aktorzy, modelki. Rejestruje kryminalne zdarzenia (rozróby na stadionach), sprawy ekonomiczne i społeczne (bezrobocie, przemoc w rodzinie).
Kolejni artyści z Kompasu Młodej Sztuki: Aneta Grzeszykowska (szósta pozycja) i Zbyszek Rogalski, również są promowani przez galerię Raster. W zeszłym roku ich dokonania były prezentowane na najważniejszych na świecie targach Art Basel w Bazylei. Obecnie obrazy Rogalskiego, z zasady niezwykle dopracowane i czasochłonne, kosztują od 20 do 28 tys. euro (duże formaty). Na początku jego kariery płacono za nie około 6 tys. zł.Projekt Anety Grzeszykowskiej „Untitled Film Stills” („Fotosy filmowe bez tytułu”) – cykl 70 zdjęć – został sprzedany na Art Basel za 30 tys. euro.
Kilka prac z tej serii trafiło do prestiżowego Muzeum Fotografii Winterthur w Szwajcarii i do nowojorskiego Metro Picture, macierzystej galerii Cindy Sherman, wybitnej amerykańskiej artystki, autorki słynnego projektu „Untitled Film Stills” (1977 – 1980), który powtórzyła Grzeszykowska. Obecnie na trzy fotografie z tego cyklu trzeba wyłożyć 8400 euro. Grzeszykowska, podobnie jak Sherman, wcieliła się w różne kobiece postacie przypominające znane aktorki (kobietę wampa, kobietę po przejściach, gospodynię domową).
[srodtytul]Ziółkowski, Kowalski i Pawszak obecni na zagranicznych targach[/srodtytul]
Jakub Julian Ziółkowski, reprezentowany na targach Art Basel Beach w Miami przez Fundację Galerii Foksal, współpracuje też z renomowaną londyńską galerią Hauser & Wirth. Jego prace znajdują się w znaczących kolekcjach, m.in. Hortów. Tworzy on w oderwaniu od rzeczywistości. Jego fascynujące płótna są zapełnione odrealnionymi pejzażami, rozszalałymi żywiołami, portretami oraz martwą naturą.
Coraz większe uznanie na zachodzie zdobywa wysmakowany kolorystycznie, trochę baśniowy świat Tomka Kowalskiego (rocznik 1984), pełen owadów, ptaków, ludzi.
Ten 24-latek jeszcze niedawno związany z krakowską galerią Nova teraz współpracuje z renomowaną berlińską galerią Carlier Gebauer, która pokazała jego solową ekspozycję na tegorocznych targach Art Basel Beach w Miami. Ostatnio jego obraz za 15 tys. euro kupił znany kolekcjoner Francois Pinault.
Oprócz Rastra i Fundacji Galerii Foksal w tym roku w Miami pojawiła się także warszawska Galeria Czarna, z tym że na satelickich targach NADA. Duże nadzieje pokłada ona w świeżo upieczonym absolwencie warszawskiej ASP Sławku Pawszaku (oszczędne wizualnie obrazy z jednym bądź kilkoma szczegółami). Jako jeden z pięciu twórców wygrał on konkurs organizowany przez głównego sponsora targów, firmę odzieżową Banana Republic, na design toreb, które były sprzedawane podczas targów NADA.
[srodtytul]Bogacka i Bańda poszukiwane przez polskich znawców[/srodtytul]
Agata Bogacka – od lat malująca emocjonalnie, skupiona na prywatności – jest poszukiwana przede wszystkim przez rodzimych znawców (jej prace kosztują 6 – 7 tys. euro). Podobnie jak Basia Bańda, rocznik 1980 (drugie miejsce w rankingu), która okazjonalnie współpracuje z poznańską galerią Pies. Pierwszą wystawę, jeszcze jako studentka, miała w Galerii Zderzak. Jej odważna, erotyczna sztuka wywołała spore zamieszanie. Czasem tworzy w stylistyce rysunku-wyszywanki. Do obrazów dodaje cekiny, koraliki, falbanki. Niekiedy jej prace przypominają bazgroły dziecka zrobione ołówkiem, długopisem bądź kredką. Z pozycji niegrzecznej dziewczynki mówi otwarcie o sferze intymnej, często zaskakując podpisami.
Basia Bańda sprzedaje obrazy przede wszystkim przez Internet i z tego powodu nie narzeka. Zgłaszają się do niej ludzie z całej Polski. Piszą, że mają już prace np. Teresy Pągowskiej i Zofii Kulik, i chcą powiększyć swoje zbiory. Oryginalne obrazy Bańdy zasilają też państwowe kolekcje (m.in. CSW Zamek Ujazdowski, Lubuska Zachęta, Dolnośląska Zachęta). Duże prace na płótnie kosztują około 12 tys. zł. Trzy lata temu płaciło się za nie cztery razy mniej.
[srodtytul]Bąkowski, Brzeski, Leto cieszą się dużym zainteresowaniem[/srodtytul]
Pełna plam i zachlapań twórczość Wojtka Bąkowskiego (trzecie miejsce), rocznik 1979, też ma już stałe grono odbiorców. Jak mówi Marta Kołakowska, właścicielka Galerii Leto, jego „długopisuwy”, czyli obrazy malowane długopisem na klatce taśmy filmowej (2 na 3 cm), kosztują około 1200 zł; w zeszłym roku były o połowę tańsze. Natomiast za malowane na taśmie akwarele trzeba zapłacić 2000 zł. Te małe dzieła sztuki skierowane są do wyrafinowanego widza przygotowanego do odbioru medium znacznie oddalonego od tradycyjnego malarstwa.
Sztukę Wojtka Bąkowskiego najpierw docenili kuratorzy. Był już wielokrotnie nagradzany (laureat Ogólnopolskiego Festiwalu Autorskich Filmów Animowanych w Krakowie w latach 2003, 2006, 2007). Jest autorem filmów animowanych (m.in. „Idziesz ze mną? Gdzie? w dupę ciemną”, „Mówione”), na które składa się 400 – 700 rysunków (każda edycja liczy do trzech sztuk). Filmy trwają około 8 – 10 minut, kosztują 10 tys. zł. Są ogólnie o życiu, o tym czego na co dzień, żyjąc w pospiechu, nie zauważamy. Artysta opowiada z pozycji osiedlowego obwiesia.
Odkryciem dla wielu kolekcjonerów jest Olaf Brzeski (piąta pozycja). Jego niezwykle oryginalne rzeźby ceramiczne, m.in. głowy zwierząt trofeów myśliwskich, zaczynają się od 10 tys. zł. Jest również autorem symbolicznych instalacji i filmów.
Dużym zainteresowaniem cieszy się także Roman Leto (pozycja czwarta) od dwóch lat współpracujący z Galerią Nova. Jest samoukiem. Maluje, pisze książki, manifesty. Deklaruje, że najważniejsze jest, by nie stracić niczym nieskażonej wyobraźni. Siłą motoryczną jest dla niego video. Najpierw kreuje świat wirtualny, potem powstają rysunki, czasem obrazy. Maluje m.in. ekspresyjne portrety. Tworzy cykle autoreportaży „Resistanza”; kamera umieszczona na jego głowie rejestruje to, co widzi artysta. Dwa lata temu jego prace olejne były do nabycia za 2 – 6 tys. zł, teraz kosztują od 6 do 40 tys. zł (4 na 5 m).
Z pewnością sztuka młodych twórców nie jest dla każdego i nie gwarantuje zysków w przyszłości. Ale jeśli zaryzykujemy i się okaże, że dokonaliśmy dobrego wyboru, satysfakcja będzie podwójna. Pierwszy kupiony obraz może stać się początkiem kolekcji i prawdziwej pasji.
Kama Zboralska, autorka cyklu książek „Sztuka inwestowania w Sztukę”
[ramka][b]Street art w galeriach[/b]
Jednym z najciekawszych zjawisk ostatnich miesięcy jest mocne wejście streetarterów do prestiżowych galerii, zarówno komercyjnych, jak i niekomercyjnych. Głośnym wydarzeniem była zainicjowana przez Pawła Jarodzkiego niedawna wystawa we wrocławskim BWA „Artyści zewnętrzni”. Kilku twórców street artu jest obecnych w rankingu Kompas Młodej Sztuki: Mariusz Waras (m-city), Krystian Czaplicki (Truth), Paweł Kowzan (dwaesha). Do grupy tej podczas wrocławskiej wystawy dołączył też Wojciech Gilewicz, który często zmaga się z wyzwaniami przestrzeni miejskiej.
Aktywnym promotorem polskiego street artu jest internetowa galeria Zero Zer (Ewy Reppel i Adama Zachciała). Nie prowadzi ona jednak typowej działalności wystawienniczej, więc nie została uwzględniona w rankingu. Ponad 90 proc. klientów galerii, w której dzieła sprzedają się w ekspresowym tempie, to zagraniczni kolekcjonerzy. Ceny prac na papierze lub niewielkich obrazów na płótnie mieszczą się w granicach 100 – 500 euro w zależności od techniki.
Piotr Cegłowski[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA