fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Słabość nie będzie tolerowana!

Gen. Alexander von Kluck, w 1914 r. dowódca niemieckiej I Armii
AKG/East News
Mimo przegranej bitwy granicznej Joffre trzyma fason. Planuje bitwę spotkaniową na linii Marny lub Sekwany. Musi się tam bić, bo za nim Paryż.
A właściwie paryski obóz umocniony, w jaki zamienia się stolica, dowodzony przez przywróconego do służby emeryta Gallieniego. Obronę powinna zapewnić powstająca pospiesznie od 26 sierpnia VI Armia gen. Manoury’ego.
Jeszcze 2 września francuski wódz myśli o wielkim starciu frontalnym, którego głównym aktorem będzie III Armia gen. Sarraila, wzmocniona korpusami z trzymających Lotaryngię I i II armii. Cztery dni przed początkiem bitwy wciąż nie ma mowy o manewrze! Jego pomysł podsuną dopiero błędy przeciwnika.
Obserwujący sytuację na obu frontach z kwatery w Luksemburgu neurotyczny von Moltke niepokoi się marszem Rosjan ku Prusom Wschodnim. Nie dowierzając Hindenburgowi, przesuwa z frontu zachodniego na wschód dwa korpusy, które staremu lisowi nie są w gruncie rzeczy potrzebne… Za to nad Marną zabraknie ich bardzo.
Obie prawoskrzydłowe armie niemieckie – I von Klucka i II von Bülowa – zdają się bardziej rywalizować niż współpracować. Kontratak Lanrezaka pod Guise 29 sierpnia powstrzymał pościgowe zapędy II Armii, ale von Kluck prze naprzód bez przeszkód. Wychodząc przed wojska Bülowa, chce oskrzydlić francuską V Armię i nakazuje swym dywizjom zwrot ku południowemu wschodowi. Kieruje nim też obawa, że wobec ruchu idących na południe sąsiadów dalszy marsz na zachód od Paryża odetnie go od sił głównych. Zresztą Moltke też rozkazuje von Kluckowi osłonić prawe skrzydło Bülowa, choć nie zdaje sobie sprawy, że ścigająca Lanrezaka I Armia wystawia tym samym prawe skrzydło na atak VI Armii Manoury’ego, oddziałów brytyjskich Frencha, a niebawem także sił francuskich z rejonu Paryża daremnie wyglądającego niemieckich czołówek.
Gdy brytyjskie rozpoznanie lotnicze potwierdza kierunek marszu von Klucka, 3 września Gallieni przekazuje Joffre’owi pomysł uderzenia w niemiecki bok. Posłany do kwatery głównej ppłk Mangin otrzymuje zgodę naczelnego wodza, i to mimo wahań jego sztabu.
Przed Joffre’em stają jednak dwa zasadnicze pytania: w jakiej formie fizycznej i psychicznej są bite dotąd dywizje – zwłaszcza ściganej od Charleroi V Armii – oraz jak zachowają się Brytyjczycy? Odpowiedź na pierwsze pytanie ułatwić ma zastąpienie Lanrezaka kipiącym pozytywną energią gen. Franchet d’Esperey. Trwają dyskusje co do daty uderzenia, a Gallieni, d’Esperey i postawiony na czele nowo utworzonej IX armii Foch przekonują Joffre’a do 6 września. Wieczorem 4 września naczelny wódz pisze rozkaz nr 6, wzywając żołnierzy z dyspozycjami ofensywy.
Nazajutrz zaś wezwie żołnierzy do zwycięstwa w bitwie, od której zależy los kraju. Ci, którzy nie mogą atakować, mają utrzymać za wszelką cenę pozycje. Ostatnie zdanie brzmi: „W obecnych okolicznościach żadna słabość nie może być tolerowana”.Zgodnie z planem VI Armia rusza nad Marnę, by na wysokości Meaux zadać cios Kluckowi, współdziałając z walczącymi na prawo od niej Brytyjczykami.
Ponieważ French nie ukrywa wahań co do ofensywnych planów żabojadów, Joffre rusza do kwatery Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego (BEF) w Melun, by wyrwać wreszcie obietnicę „zrobienia tego, co możliwe”. Co gen. Wilson przetłumaczy wreszcie jako definitywne „tak”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA