fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Partyjne podchody w terenie

Na zdjęciu Jacek Protasiewicz z liderem partii Donaldem Tuskiem rok temu podczas konwencji wyborczej PO we Wrocławiu
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Liderzy partii nie chcą tracić wpływów przed kampanią prezydencką. Dlatego odkładają lokalne wybory. Rok 2010 to dla Platformy czas nie tylko wyścigu do Pałacu Prezydenckiego, ale też wyborów liderów partii.
Już dziś współpracownicy Donalda Tuska zastanawiają się, czy tarcia wewnątrz partii nie zaszkodzą w kampanii. – Wybory w Platformie będą na początku 2010 roku. Wybierzemy szefa partii i kandydata na prezydenta. To będzie mocny wstęp do kampanii – przekonują członkowie kierownictwa PO. Niektórzy wątpią jednak, czy Tusk odważy się przeprowadzić partyjne wybory przed prezydenckimi. – Donald jest ostrożny, nie będzie chciał ryzykować rozgrywek o władzę w partii na ostatnim odcinku kampanii – twierdzi jeden z polityków PO.
Inny uważa, że partyjne wybory powinny się odbyć po prezydenckich. – Jest ryzyko, że może polać się krew, potem zostają jakieś frustracje. Nie należy ich podsycać – mówi.
A ostatnie decyzje dotyczące władz w regionach potwierdzają, że liderzy PO liczą się z utratą kontroli nad partyjnymi dołami. Tam, gdzie potrzebny jest wybór nowych lokalnych szefów, PO nie przeprowadza zjazdów. Pojawiają się za to ludzie, którzy pełnią obowiązki.
Dlatego w wielu strukturach Platformy rządzą dziś władze prowizoryczne. Tak jest np. w Świętokrzyskiem od momentu rezygnacji Konstantego Miodowicza. Działacze terenowi domagali się zjazdu, ale przeważyły argumenty liderów o bliskich wyborach władz w całym kraju.
W podobny sposób zostaną do końca roku wybrane władze w czterech ważnych regionach PO. Tam szefami są członkowie rządu. Donald Tusk postanowił, że nie mogą łączyć obowiązków.
– Jest już niewiele czasu, dlatego formuła wyboru tych nowych władz zostanie powierzona najprawdopodobniej zarządom – mówi „Rz” Andrzej Halicki, obecnie wiceszef mazowieckiej PO. Władzę na Mazowszu przestanie sprawować minister Ewa Kopacz.
Zastąpi ją najprawdopodobniej właśnie Halicki uchodzący za bliskiego współpracownika Grzegorza Schetyny. Już raz na chwilę przejął władzę w regionie. Oddał po interwencji Tuska.
Pytany, czy podjąłby się pełnienia funkcji szefa regionu, odpowiada: – Gdyby padła taka oferta, co jest prawdopodobne i już raz się stało, to najpewniej powiem tak.
Na Dolnym Śląsku, w mateczniku Schetyny, niby wszystko jest jasne – już od kilku miesięcy jego pełnomocnikiem jest Jacek Protasiewicz, szef kampanii prezydenckiej Tuska w 2005 r. Ale padają też inne głosy. – Protasiewicz jest pełnomocnikiem, a nie p.o. Zarząd powinien się zebrać ponownie i wyłonić spośród siebie nowego szefa – uważa polityk Platformy.W Zachodniopomorskiem na stanowisku szefa regionu Stanisława Gawłowskiego, wiceministra środowiska, zastąpi najpewniej Sławomir Nitras, szef szczecińskiej PO. Choć część skonfliktowanych z nim członków regionalnej Platformy wolałaby Sebastiana Karpiniuka, także związanego z Gawłowskim. – Nitras czy Karpiniuk? – pytamy Gawłowskiego. – Nie wiem. Zdecyduje rada.
W Łodzi wybór będzie jeszcze trudniejszy. Tam w zarządzie poza ministrem infrastruktury Cezarym Grabarczykiem jest jeszcze dwóch członków rządu. Niewykluczone, że starcie o lokalną władzę rozegra się więc między najbliższym współpracownikiem Grabarczyka posłem Andrzejem Biernatem a eurodeputowanym Jackiem Saryuszem-Wolskim.
Ten ostatni nie ma jednak silnej pozycji w Platformie Obywatelskiej, a Biernata na miejscu szefa regionu widzi minister infrastruktury.
[ramka][srodtytul]Nagana za poparcie Trzech Króli[/srodtytul]
Dziesięciu posłów PO,którzy głosowali za wprowadzeniem dnia wolnego w święto Trzech Króli, dostanie nagany – dowiedziała się nieoficjalnie „Rz”. Władze Klubu PO narzuciły bowiem dyscyplinę podczas głosowania nad tym projektem.Ci, którzy ją złamali, muszą się też liczyć z trzymiesięcznym zakazem wypowiadania się w imieniu klubu i groźbą utraty funkcji w komisji, gdyby dopuścili się recydywy.
– Liczyłem się z karą i poniosę wszelkie konsekwencje– mówi poseł Andrzej Nowakowski. Podobnie sprawę ocenia Jarosław Wałęsa. Łagodniejsze kary dostanie 30 posłów, którzy nie zagłosowali wcale. Władze PO tłumaczą kary koniecznością utrzymania dyscypliny w 209-osobowym klubie.
[i]—dok[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA