Społeczeństwo

Mniejszości to nie piąta kolumna

Jest nas 100 milionów – przypominają przedstawiciele europejskich mniejszości narodowych. Na zdjęciu sobotni happening na rynku w Opolu pod hasłem „Żadnych granic”
Agencja Gazeta
Spotkanie na Opolszczyźnie. 70 młodych z 17 europejskich mniejszości narodowych zastanawiało się, jak przekonać ludzi w swoich krajach, że nie są zagrożeniem
W Turawie pod Opolem po raz pierwszy w Polsce spotkały się europejskie młodzieżówki mniejszości narodowych.
– Jest nas 100 milionów, co siódmy mieszkaniec Europy należy do jakiejś mniejszości narodowej – przypomina Jan Diedrichsen, przedstawiciel niemieckiej mniejszości przy duńskim parlamencie i rządzie. – W najbliższych wyborach do europarlamentu wspólnie wystawimy kandydatowi ocenę: czy respektuje prawa mniejszości, czy jest ksenofobem – zapowiada Hester Knol, Fryzyjka, prezydent Jugend Europäischer Volksgruppen (JEV), organizacji skupiającej europejskie młodzieżówki mniejszościowe.
Damian Hutsch, szef młodzieżówki Mniejszości Niemieckiej w Polsce: – Budujemy europejską platformę wspierania praw mniejszości, bo z tym bywa różnie. Za wzór stawia Tyrol Południowy leżący we Włoszech, gdzie niemieckojęzyczna mniejszość cieszy się dużą autonomią. Inny przykład doskonałej koegzystencji to rumuńskie miasto Sibiu, gdzie od lat rządzi burmistrz z mniejszości niemieckiej, choć ta stanowi tam ledwie 1 proc. ludności.– Ale w Polsce też rządzimy wieloma gminami, mamy przedstawiciela w Sejmie – przypomina Hutsch. – Cieszę się, że mniejszości niemieckiej udało się rozwinąć współpracę z Polakami w kraju z takimi doświadczeniami historycznymi – uważa Diedrichsen. Dwujęzyczne tablice to papierek lakmusowy traktowania mniejszości - Judith Wałdżic, z serbołużyckiej młodzieżówki PAWK Nie wszędzie jest tak pięknie. Zdaniem organizacji JEV w Grecji i Francji nie ma nawet stosownych ustaw regulujących prawa mniejszości. Podczas seminarium w Turawie podkreślano, że kluczowe dla utrzymania tożsamości są język i edukacja. Czy jej symbolicznym wyznacznikiem są na przykład dwujęzyczne tablice miejscowości? – To papierek lakmusowy traktowania mniejszości – uważa Judith Wałdżic z serbołużyckiej młodzieżówki PAWK. W austriackiej Karyntii mniejszość słoweńska od lat zmaga się z problemem zamalowywania tablic z nazwami w tym języku. A Polska, gdzie pierwsze niemieckojęzyczne tablice w Radłowie też padły ofiarą wandali? – To niejednoznaczny przykład – uważa Hutsch. – Wszak pomysł przeforsował polski wójt z polską radą gminy. W Niemczech łużyckie nazwy miejscowości to norma. Ale już w Danii dwujęzycznych tablic nie ma i nie będzie. – A po co? Współpraca układa się nam doskonale – mówi Diedrichsen. 60-tysięczna mniejszość serbołużycka w Niemczech narzeka z kolei na obcinanie dotacji przez rząd federalny. – Konsekwencja tego to zamykanie naszych szkół – mówi Wałdżic. Ale szef młodzieżówki niemieckiej w Polsce i tak zazdrości Serbołużyczanom. – Nasz priorytet to wprowadzenie możliwości zdawania na maturze niemieckiego jako języka ojczystego – mówi Hutsch. O fryzyjski jako urzędowy język w Holandii walczy tamtejsza mniejszość. Co do jednego przedstawiciele młodzieżówek są zgodni: bardziej niż z administracjami trzeba się zmagać ze stereotypami. – Mniejszości to nie piąta kolumna, lecz spoiwo Europy – przekonuje Jan Diedrichsen.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL