Biznes

PSL nie liczy na głosy obszarników

Paweł Jabłoński
Rzeczpospolita
Z punktu widzenia Ministerstwa Rolnictwa najważniejszym majątkiem każdego rolnika nie jest ziemia czy gospodarstwo, ale głos, który on i jego rodzina mogą oddać w wyborach do Sejmu czy lokalnego samorządu.
Tylko niezorientowanym może się wydawać, że podstawowym celem tego resortu powinno być dążenie do wyprodukowania jak największej ilości taniej i zdrowej żywności.
O tym, co jest ważne dla PSL, świadczą proponowane zmiany w zasadach dzierżawienia państwowej ziemi. Są chwytem, który ma zatrzymać spadek liczby rolników zazwyczaj głosujących na PSL. Ale przede wszystkim może zlikwidować nawet ponad 1 tys. największych i najsilniejszych gospodarstw rolnych. I zamienić tysiące hektarów pól w nieużytki. Kwestia, jak mają wyglądać polskie gospodarstwa i struktura polskiej wsi za kilka lat, jest kluczowa. Rzeczywiście nie stać nas na gwałtowną reformę rolnictwa, która zamieniłaby naszą szachownicę pól na latyfundia. Zresztą łączyłoby się to ze zbyt dużymi kosztami społecznymi. Można więc zrozumieć preferencje dla średnich gospodarstw przy dzierżawieniu państwowych gruntów. Jednak na znacznych terenach naszego kraju mieszka zbyt mało rolników lub są zbyt słabe ziemie, by opierać produkcję rolną na średnich gospodarstwach. Podobnie niejasne (i chyba niekonstytucyjne) jest to, dlaczego ci, którzy dziś uprawiają po kilkaset państwowych hektarów, mieliby ograniczać skalę swojej produkcji lub nawet likwidować gospodarstwa.
Wprowadzenie jednego dla całej Polski limitu wielkości gospodarstw (bo do tego to prowadzi), podobnego do tego ze słynnej komunistycznej reformy rolnej, jest złym pomysłem, którego nie można racjonalnie wytłumaczyć.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL