Świat

Koniec koalicji pomarańczowych

Miasteczko namiotowe, grudzień 2004
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Demokratyczna koalicja w Radzie Najwyższej przestała istnieć. Prezydent Juszczenko apeluje o powrót do rozmów. Politycy szykują się do wyborów
Formalny rozpad prozachodniej koalicji ogłosił wczoraj przewodniczący parlamentu Arsenij Jaceniuk. Zaczęło się odliczanie: nowa większość ma powstać w ciągu 30 dni. Jeśli nie powstanie, prezydent Wiktor Juszczenko będzie mógł rozwiązać parlament i rozpisać przedterminowe wybory. Tak postąpił 2 kwietnia 2006 roku.
Juszczenko jednak wciąż ma nadzieję, że sojusz jego Naszej Ukrainy i Bloku Julii Tymoszenko może się odrodzić. Mówił o tym wczoraj przedstawiciel prezydenta Andrij Kysłyński. – Taki sojusz powinien być jednak oparty na wzajemnej szczerości, a nie działać jako zasłona dymna dla realizacji innych, kierowanych z zagranicy, scenariuszy – ostrzegł Kysłyński. Dał do zrozumienia, że chodzi o scenariusz z udziałem Rosji.
W sierpniu, po konflikcie w Gruzji, otoczenie Wiktora Juszczenki ujawniło, że premier Julia Tymoszenko doszła do porozumienia z władzami na Kremlu: powstrzymała się od krytykowania Rosji w zamian za obietnicę poparcia jej kandydatury w wyborach prezydenckich w 2010 roku. W parlamencie zwolennicy żelaznej Julii przegłosowali projekty ustaw ograniczających kompetencje prezydenta. Z pomocą pospieszyli im komuniści i prorosyjska Partia Regionów Wiktora Janukowycza. Właśnie po przeforsowaniu tych przepisów Nasza Ukraina ogłosiła rozpad demokratycznej koalicji. – Powrotu nie będzie. Powstanie sojusz Tymoszenko z Partią Regionów albo Ukraińców czekają nowe wybory – powiedział „Rz” Stepan Chmara, dysydent i poseł Naszej Ukrainy. – Scenariusz będzie dyktował Kreml, który już postawił na panią premier – dodał. Otoczenie szefowej rządu przewiduje inny rozwój wydarzeń. – Utworzymy większość z blokiem Wołodymyra Łytwyna (szef administracji byłego prezydenta Leonida Kuczmy, który nie popiera wejścia Ukrainy do UE i NATO – red.). Jeśli to się nie uda – prezydent rozwiąże parlament. Nie możemy liczyć na przychylność Naszej Ukrainy, która już wysyła sygnały, że demokratyczna koalicja nie jest dla niej priorytetem – przekonywał w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Andrij Szkil, deputowany Bloku Julii Tymoszenko. Liderów pomarańczowej rewolucji poróżniły ambicje polityczne i polityka zagraniczna Zdaniem niektórych ukraińskich ekspertów mimo różnic ideologicznych koalicja Tymoszenko i Janukowycza jest jednak możliwa. – Dla Tymoszenko ważne jest utrzymanie stanowiska premiera i osiągnięcie przewagi nad Janukowyczem przed wyborami prezydenckimi – powiedział „Rz” Wadym Karasiow, szef Instytutu Strategii Globalnych w Kijowie. Według portalu Ukraińska Prawda pani premier szykuje się już do przedterminowych wyborów. „Swoim deputowanym nakazała, by ruszyli w teren i rozpoczęli działalność propagandową, nie przejmując się obradami w parlamencie” – napisał wczoraj, powołując się na anonimowe źródła. Według portalu to dowodzi, że Tymoszenko nie może dojść do porozumienia z Partią Regionów Wiktora Janukowycza. Co poróżniło pomarańczowych? – Ambicje polityczne i polityka zagraniczna. Każdy z liderów pomarańczowego obozu chciał mieć przewagę nad innymi. Czarę goryczy przelały doniesienia o współpracy Julii Tymoszenko z Rosjanami. Nasza Ukraina nie mogła się także zgodzić na to, że premier otwarcie faworyzuje wschodni elektorat – uważa Wadym Karasiow. Julia Tymoszenko zaczęła tracić poparcie na zachodzie Ukrainy po oskarżeniach o jej rzekome porozumienie z Moskwą. wyślij e-mail do autorki t.serwetnyk@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL