fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Fiasko szczytu dobrej woli

Reuters
Rozmowy w Dżuddzie przyniosły puste deklaracje. Nie ma przełomu w stosunkach producentów ropy naftowej z jej największymi importerami. Szanse, by ceny ropy spadły, są coraz mniejsze
Producenci ropy naftowej i jej importerzy są zgodni: ceny są zbyt wysokie. Kiedy jednak dochodzi do dyskusji, kto jest temu winien, zdania są podzielone. To dlatego tak trudno było wczoraj w saudyjskim kurorcie Dżudda nad Morzem Czerwonym osiągnąć jakiekolwiek porozumienie co do sposobu, w jaki można te ceny obniżyć. I dlatego ropa pozostanie droga. Spotkanie zakończyło się wspólnym oświadczeniem o konieczności zwiększenia produkcji.
Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej produkcja w Rosji spada, Chińczycy nie są w stanie wyhamować wzrostu popytu, a tegoroczne zapotrzebowanie świata na ropę zwiększyło się o 800 mln baryłek dziennie. Producenci i importerzy powtórzyli wczoraj to, co było jasne wcześniej: ropy jest pod dostatkiem. O wysokie ceny obwinia się spekulantów, a obniżkę cen rynkowych paliw przynieść może jedynie cięcie podatków na paliwa w krajach rozwiniętych. A Libijczycy wprost wskazywali na winnego: to Amerykanie, bo doprowadzili do wojny w Afganistanie. Kraje rozwinięte zaproponowały większe otwarcie swoich rynków finansowych na inwestycje państwowych funduszy inwestycyjnych zasilanych pieniędzmi z produkcji ropy naftowej. Arabia Saudyjska obiecała zwiększenie produkcji o 200 tys. baryłek, do 9,7 mln dziennie. To jednak za mało. Mimo że Kuwejt, drugi kraj w OPEC, który jest w stanie zwiększyć produkcję, jest gotowy to zrobić.
Saudyjczycy pokazali dobrą wolę. Szczyt otworzył król Abdullah, którego obecność zawsze podwyższa rangę wydarzenia. Ze strony USA, które starają się wywrzeć nacisk na producentów, pojawił się sekretarz ds. energii Samuel Brodman. Wśród uczestników było również kilkudziesięciu premierów i prezydentów. W ostatniej chwili zaproszono jeszcze prezesów 24 światowych koncernów naftowych.
– Jeśli tylko się okaże, że ropy potrzeba jeszcze więcej, wyprodukujemy jej jeszcze więcej – zapewniał saudyjski minister ds. energii Ali al Naimi. Tylko klienci muszą nam o tym powiedzieć – dodał. Jak zapewnił, do końca przyszłego roku jego kraj będzie w stanie dostarczyć na rynki światowe 12,4 mln baryłek dziennie, a zwiększenie produkcji np. do 15 mln baryłek też nie jest problemem. Arabia Saudyjska zapowiedziała również stworzenie specjalnego funduszu, którego środki miałyby służyć łagodzeniu skutków wysokich cen ropy w krajach najbiedniejszych.
Od początku jednak wiadomo było, że część OPEC jest przeciwna zwiększaniu produkcji i jakimkolwiek koncesjom na rzecz importerów. Ci z kolei wiedzieli, że muszą uczynić jakikolwiek gest na rzecz naftowych szejków, ponieważ władza jest po stronie producentów. To dlatego premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown zapowiedział otwarcie rynków krajów rozwiniętych na inwestycje państwowych funduszy inwestycyjnych zasilanych dochodami z eksportu ropy.
Najbardziej dotkliwy dla konsumentów kryzys naftowy zaczął się po nałożeniu embarga 20 października 1973 roku na eksport ropy do USA przez kraje arabskie. W efekcie w 1975 roku doszło do recesji w USA. A w rozwiniętych krajach Europy zaczęto drastycznie oszczędzać energię.
Ceny skoczyły wówczas z3 dol. za baryłkę do ponad11 dol. Drugi kryzys naftowy nastąpił na przełomie 1979 i 1980 roku – po konflikcie amerykańsko-irańskim i rewolucji irańskiej. Ceny ropy wzrosły wówczas z niespełna 13 dol. za baryłkę do 39 dol. W wielu domach europejskich wyłączono ogrzewanie, a w fabrykach skrócono tydzień pracy do trzech dni. Lokalnie dochodziło do racjonowania paliwa, głównie we Francji i Wielkiej Brytanii. W USA administracja zalecała wówczas obniżenie temperatury w termostatach. Kryzys był bodźcem do rozwoju alternatywnych źródeł energii.
d.w.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA