fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Nic się nie wali, wszystko idzie dobrze

Elżbieta Bieńkowska
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Spodziewaliśmy się wyższego wykorzystania funduszy. Ale to dopiero początek – mówi minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska
Rz: Czy pani pozycja w rządzie jest mocna? Politycy uważają, że jest pani jedną z gorzej ocenionych ministrów.
Elżbieta Bieńkowska: Przez kogo?
Przez ludzi bliskich premierowi.
Chyba znamy innych ludzi.
Jest pani pewna, że po lipcowej ocenie rządu przez premiera zostanie pani na stanowisku?
Nie ma nic pewnego na świecie. Ta praca jest fascynującym wyzwaniem, ale nie mam ambicji politycznych. Robię to, co robię, najlepiej, jak potrafię. Zarzucano mi, że nie krytykuję poprzedników. Ale to dlatego, że nie lubię, kiedy coś nie zależy ode mnie. Wiceministrów też wybrałam sobie sama, żaden z nich nie jest politycznym „nominatem”. Biorę na siebie pełną odpowiedzialność za pracę mojego ministerstwa.
Ale nie wszystko od pani zależy. Za budowę dróg, na które wydamy ogromne pieniądze także z UE, odpowiada minister infrastruktury. Ale za brak wykorzystania środków UE nie będzie obwiniany on, tylko pani.
Nie jestem naiwna, zdaję sobie z tego sprawę. Moja poprzedniczka jak był jakiś problem, nagłaśniała sprawę, szła do premiera i premier rozstrzygał. Także w przypadkach konfliktów między resortami. Ja staram się na bieżąco współpracować z innymi ministrami.
To może być samobójcza strategia.
Ryzyko zawodowe. Gdybym była słaba, mówiłabym, że minister infrastruktury nie radzi sobie już któryś miesiąc. Ale on wcale nie zawala, bo plany są realizowane bardzo dobrze, a jeśli chodzi o nowe projekty, to tym bardziej nie mam żadnych podstaw do obaw. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to ja będę rozliczana z postępów w wydawaniu środków UE. Ale nie dopuszczę, żeby te pieniądze były wydawane nie tak jak powinny. Media donoszą o jakiejś dramatycznej sytuacji. Otóż nic się nie wali, wszystko idzie dobrze.
Czyli według pani wszystko idzie dobrze? Tymczasem z przyznanych na lata 2007-2013 67,3 mld euro wydaliśmy raptem 11 mln zł.
Rzeczywiście na ten moment spodziewaliśmy się wyższych kwot. Ale to dopiero początek. Nasza prognoza na koniec tego roku zakłada wydanie 4,6 – 5 proc. dostępnych środków.
To około 12 mld zł. To chyba zbyt optymistyczny plan. Według wstępnych informacji resortów np. na drogi wydamy w tym roku raptem 2,3 mld zł, a na projekty środowiskowe – 100 mln zł.
Na początek lipca zaplanowane jest pierwsze spotkanie zespołu powołanego przez premiera, który oceni, czy te prognozy są realne i w jakim dokładnie miejscu, jeśli chodzi o wydatkowanie funduszy UE, jesteśmy. Stąd np. przegląd harmonogramów wszystkich projektowanych inwestycji drogowych i środowiskowych. Chcemy mieć wiedzę, kiedy mogą ruszyć płatności. Na te projekty mamy zarezerwowanych bardzo dużo pieniędzy. Jeśli okaże się, że nie są gotowe, by zacząć ich szybką realizację, wtedy rzeczywiście możemy mieć problem z dotrzymaniem prognozy.
Wygląda na to, że problemy będą. Szczególnie jeśli chodzi o drogi. Można postawić wręcz tezę, że budowa autostrad została zaniechana.
Absolutnie nie, po prostu trwają mało spektakularne prace przygotowawcze. Prawdą jest, że nie idą błyskawicznie. Przy takiej ilości zazębiających się, czasami niespójnych przepisów i czasochłonnych procedur nic nie da się zrobić błyskawicznie. Tym bardziej że musimy poprawić prawo środowiskowe, budowlane czy zamówień publicznych, tak by wszystko było zgodne z unijnymi dyrektywami. Prace przygotowawcze inwestycji drogowych, kolejowych i środowiskowych idą zdecydowanie najwolniej. Ale idą w dobrym kierunku. Spotykamy się z ministerstwami Infrastruktury i Środowiska naprawdę bardzo często, praca tam wre.
Szkoda, że efektów nie widać. W programie „Infrastruktura i środowisko” dotychczas podpisano osiem umów na 175 zaplanowanych inwestycji transportowych i środowiskowych.
Niektóre zostaną podpisane na dniach. Etap przygotowawczy, zwłaszcza jeśli chodzi o drogi i autostrady, jest bardzo czasochłonny. To bardzo skomplikowana machina, tym bardziej że nasz system prawny jest mocno przeregulowany.
Dla zewnętrznego obserwatora sprawa po prostu wygląda tak, że kwestia wykorzystania funduszy UE nie jest priorytetem tego rządu.
Fundusze unijne są tylko elementem tego, co się chce robić. Tempo ich wykorzystania jest oczywiście ważne, ale nie najważniejsze, najistotniejsze jest to, na co dokładnie je wydamy i jak to zrobimy. Z tego będziemy rozliczani.
Oczywiście, że trzeba wykorzystać pieniądze na właściwe cele, ale pierwszoplanową sprawą jest po prostu wchłonięcie tych miliardów euro. Od tego zależy tempo rozwoju gospodarczego.
Proste wchłonięcie nie jest najważniejsze. One mają być naszą inwestycją w przyszłość. Nie wiem, na jakiej podstawie państwo twierdzą, że ta sprawa nie jest priorytetem rządu. Nie ma żadnych przesłanek, żeby mówić o utracie jakichś środków z poprzednich programów, ani tym bardziej z nowych. Działanie wszystkich resortów idzie w kierunku przyspieszenia wydawania środków z UE.
Konkursy na dotacje są jednak uruchamiane z opóźnieniem.
Do grudnia ubiegłego roku wszystkie programy zostały ostatecznie zaakceptowane przez Komisję Europejską. Dopiero po tym mogły powstać ostateczne wersje szczegółowych zasad podziału, formularzy wniosków, instrukcji dla beneficjentów itp. W 2007 r. właściwie żaden program nie mógł formalnie ruszyć. Wiem, że medialnie ładnie się sprzedaje, iż 2008 r. to już drugi rok wydatkowania funduszy na lata 2007 – 2013, ale de facto jest to pierwszy rok. Tak samo jest we wszystkich krajach Unii Europejskiej.
Ale nawet harmonogram działań, który przedstawiła pani w lutym, nie jest realizowany.
Ministerstwo Rozwoju jest taką instytucją parasolową, która monitoruje wszystko na samej górze. Ale mamy 170 instytucji pośredniczących, od których tak naprawdę zależy to, kiedy zostanie uruchomiona cała procedura administracyjna i tempo wydatkowania funduszy. Na pewno można by sobie życzyć, by było ono szybsze, ale nie ma mowy o żadnym zagrożeniu. Dopiero jeżeli w 2009 r. wydatki będą znacznie niższe niż plany, będzie to powód do zmartwienia. Co do harmonogramu, to na przykład resort środowiska deklarował, że konkursy będą w marcu i były w marcu.
Konkursy dla przedsiębiorców z programu „Innowacyjna gospodarka” miały ruszyć w marcu, skończyło się na maju.
Ale konkursy w tym programie dotyczą już 70 proc. środków zaplanowanych na ten rok. Działania dla firm ruszyły dużym wysiłkiem Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Poprzedni rząd podjął decyzję, by ogromną część środków dla przedsiębiorców zrzucić na jedną instytucję. PARP odpowiada też dodatkowo za program „Rozwój Polski wschodniej”.
Może to był błąd?
Może. Teraz jednak nie ma co narzekać, trzeba po prostu monitorować Agencję, żeby nie ugięła się pod ilością obowiązków.
Mówi pani o innych instytucjach, ale są też pewne problemy w pani resorcie. Rozporządzenie, na podstawie którego właśnie PARP mogłaby zacząć udzielać dotacji na szkolenia, nie może powstać od sześciu miesięcy.
Nie chcę państwa epatować tym, jak wygląda ścieżka legislacyjna rozporządzeń. To droga przez mękę. Uzgodnienia z innymi ministerstwami ciągną się miesiącami. Czasami wydaje się, że wszystko już zostało ustalone, a tu np. Rządowe Centrum Legislacji wnosi jedną poprawkę, która zmienia sens całego rozporządzenia.
Stoi pani na czele ministerstwa od siedmiu miesięcy. Co by pani zmieniła w swoich decyzjach? Czy przyjęta przez panią strategia była dobra?
Przychodząc do ministerstwa, wydawało mi się, nieco samolubnie, że wiem, czym się zajmuje. Okazało się, że znam je tylko z jednej strony. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że procedury administracyjne są tak przeraźliwie długie, że system jest tak strasznie przeregulowany. Gdybym mogła jeszcze raz zacząć, to przede wszystkim zaczęłabym od razu ściślej współpracować z innymi ministerstwami. Błędem była też wiara, że system przydziału środków europejskich został uproszczony raz na zawsze.
Przy takiej ilości zazębiających się, czasami niespójnych przepisów i czasochłonnych procedur nic nie da się zrobić błyskawicznie. Tym bardziej że musimy poprawić prawo środowiskowe, budowlane czy zamówień publicznych
A nie został?
Większość naszych urzędników nie ma kontaktu z beneficjentami, przede wszystkim z przedsiębiorcami. Nie wiedzą do końca, w jaki sposób to, co napiszą w dokumentach, przekłada się na rzeczywistość. I zdarza się np., że drobne pół zdania powoduje, iż przedsiębiorca będzie miał dwa razy więcej pracy. Od ponad miesiąca kilka osób przegląda wszystkie procedury w nowych programach. System ciągle wymaga uproszczeń, bo znajdują się tam rzeczy, których Unia od nas nie wymaga.
Jakieś przykłady?
Na przykład wszystkim beneficjentom każe się przedstawiać niebotyczne gwarancje finansowe, które przekraczają ich możliwości finansowe. W jednym z programów jest taki wymóg, by gmina, która chce wejść w partnerstwo z powiatem, wybrała go w przetargu! To są tak głupie rzeczy, że się w głowie nie mieści.
Jest pani pewna, że pod pani władzą nie powstają takie dokumenty?
Nie każdy dokument jest idealny. Chodzi przede wszystkim o to, by spojrzeć na fundusze okiem beneficjenta, a nie urzędnika. System unijny i tak jest wystarczająco skomplikowany, a jak się na niego nałoży nasze urzędnicze myślenie, to uczynimy go niestrawnym i nieefektywnym. Dla małych podmiotów może się okazać zabójczy.
Elżbieta Bieńkowska jest absolwentką filologii orientalnej na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1996 roku zdobyła dyplom Krajowej Szkoły Administracji Publicznej. Po jej ukończeniu pracowała w Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach, a w latach 1999-2007 w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Śląskiego. Zamężna, ma troje dzieci.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA