fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Bezcenne szaleństwo. Amy Winehouse

Amy Winehouse
AP
Wystarczyła jedna piosenka, chwytliwy refren i zapisana w nim prawdziwa historia, by stała się najważniejszą wokalistką świata. W sobotę Canal+ po raz pierwszy w Polsce pokaże występ angielskiej gwiazdy w londyńskim Shepherd’s Bush Empire
Popularność utworu „Rehab” uczyniła z niej jedyną w swym rodzaju bohaterkę – wykolejoną i nieobliczalną, śledzoną z bezwstydnym zainteresowaniem, ale i z troską. Stała się bezcennym symbolem oryginalności w muzyce, najważniejsi artyści wskazują ją jako żywy dowód, że nie wszystko już było. Amy ratuje dobre imię popu, bo nie przystaje do schematów. Ale nie jest to zabieg stylistyczny, Winehouse cierpi na naszych oczach. Przypomina Billie Holiday, Jima Morrisona i Kurta Cobaina w jednym. Balansuje na krawędzi, wyśpiewuje swój ból i zagłusza go narkotykami.
Każdy jej koncert to sensacja, choćby dlatego, że wokalistka występuje rzadko.
Jesienią zeszłego roku nie była w stanie śpiewać. Odwołała amerykańską trasę, a w rodzinnej Anglii testowała wytrzymałość publiczności. Wychodziła na scenę z dwugodzinnym opóźnieniem, zapominała tekstu, fałszowała, waliła się mikrofonem w głowę, po czym rzucała go na podłogę i przerywała występ. Im większe zainteresowanie budziła, w tym gorszym stanie pojawiała się na zdjęciach. Wychudzona, z zakrwawionymi palcami, półnaga i półprzytomna. Wreszcie skuta kajdankami, prowadzona do aresztu za posiadanie marihuany i napaść.
Wcześniej, gdy na kilka tygodni zaszyła się gdzieś z mężem, by w spokoju serwować sobie używki, stała się przedmiotem ogólnokrajowej kampanii. Krewni apelowali w radiu BBC, by Brytyjczycy przestali kupować jej płyty i w ten sposób zmusili do pójścia na terapię.
Ta nietypowa inicjatywa pokazuje dwoistą rolę Winehouse. Z jednej strony jest celem plotkarskiej pogoni, z drugiej – skarbem narodowym. Żadna brytyjska wokalistka nie debiutowała tak wysoko na amerykańskich listach. Żadna od lat nie zgarnęła pięciu Grammy w jedną noc. Jej wulgarna spontaniczność przetarła ścieżkę dla kolejnych, także charakternych i pyskatych piosenkarek z Wysp: Lily Allen, Kate Nash, Adele czy Duffy. Dziś wszystkie oczy skierowane są na Londyn – jeśli w muzyce ma pojawić się coś świeżego, przyjdzie stamtąd.
Zaledwie 24-letnia dziewczyna, biała filigranowa Żydówka z głosem potężnej czarnoskórej diwy, wniosła do muzyki skrajne emocje i wyznaczyła nowe standardy. O Madonnie powiedziała: „To starsza pani, jej czas już minął”. Sama przeniosła soul i blues w XXI wiek. Aranżacje jej utworów przypominają lata 60., ale słowa są współczesne. Winehouse ukrywa dojrzałość w młodzieżowym slangu i specyficznej nowomowie. Jej teksty próbowali już analizować recenzenci, teraz stały się przedmiotem studiów na uniwersytecie w Cambridge.
Otaczająca ją wrzawa kiedyś umilknie, zostaną zachwycające piosenki. Są jak rozpacz wyśpiewana przez śmiech, wielki smutek podany żartem. W marcu zeszłego roku na scenie Shepherd’s Bush w Londynie Winehouse była w dobrej formie. To jeden z nielicznych wieczorów, gdy publiczność mogła cieszyć się jej talentem bez obawy, że zaraz nastąpi katastrofa.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA