Muzyka

"Podróż zimowa": Posępna wędrówka z poetą

Tomasz Konieczny przyjeżdża do Warszawy po występach na festiwalach w Bayreuth i Edynburgu
materiały prasowe
Słynny cykl pieśni Franza Schuberta z nieznanymi dotąd znakomitymi tekstami Stanisława Barańczaka zaśpiewa Tomasz Konieczny.

Te trzy nazwiska są już wystarczającą gwarancją, by uznać nocny koncert Festiwalu za wyjątkowe wydarzenie. Zresztą każde wykonanie „Winterreise", czyli „Podróży zimowej" wzbudza szczególne zainteresowanie i nie tylko dlatego, że z tym utworem mogą zmierzyć się jedynie najwybitniejsi śpiewacy.

24 pieśni, które powstały z inspiracji wierszami romantycznego poety Wilhelma Müllera, Franz Schubert ukończył w październiku 1827 roku, na rok przed swoją śmiercią. Komponował je w sekrecie, zaintrygowanym przyjaciołom powiedział jedynie: „Pewnego dnia usłyszycie i zrozumiecie".

I rzeczywiście po jakimś czasie zaprosił ich do siebie, zapowiadając, że zaśpiewa „cykl pieśni posępnych, a praca ta poruszyła mnie bardziej niż wszystkie lieder, jakie do tej pory napisałem". Akompaniując sobie, zaśpiewał przyjaciołom cały cykl, po czym zapanowało milczenie i konsternacja. Schubert powiedział wtedy o „Winterreise": „Jest to mi bliższe niż jakiekolwiek pieśni, do których pisałem muzykę. Kiedyś i wam się też spodoba".

To ostatnie zdanie okazało się prorocze, choć „Podróż zimowa" długo musiała czekać na uznanie. Dziś jednak należy do najpopularniejszych zbiorów liryki wokalnej na świecie.

Cykl składa się z 24 utworów podzielonych na dwie części, z których pierwsza kończy się dokładnie po 12. pieśni. Właściwie żaden wykonawca nie decyduje się jednak w tym momencie zaproponować słuchaczom przerwę, burzyłaby ona nastrój budowany starannie i narastający z każdym kolejnym epizodem. Z tego również względu interpretacja „Podróży zimowej" jest wyzwaniem dla wykonawcy. Stanowi bowiem ogromny wysiłek dla głosu, wymaga ponadto ogromnych emocji.

„Podróż zimowa" ma swojego bohatera, choć nie jest on wymieniony ani z imienia, ani z nazwiska. To młody mężczyzna, który doznawszy miłosnych cierpień, porzucił dom rodzinny i zrozpaczony błąka się w zimowym krajobrazie, stawiając czoła zimnu, burzy, śniegowi.

Część pierwsza cyklu, przepełniona dodatkowo sennymi wizjami, toczy się nocą. Część druga rozpoczynająca się pieśnią „Die Post" („Poczta") jest obrazem poranka, ale nie przynosi zasadniczej zmiany nastroju.

Każda pieśń stanowi zamknięta całość, wszystkie łącznie nie tworzą wyrazistej opowieści. Przynoszą jedynie zapis subiektywnych przeżyć człowieka, a przepełnia je pesymizm i symbolizm pozbawiony złudzeń. W tych wierszach Wilhelma Müllera, z którym notabene Schubert nigdy nie się spotkał, doszukiwano się nawet podtekstów politycznych (miały być metaforą opresyjnych rządów w czasach ponapoleońskich). Dla kompozytora nie był to jednak trop istotny, on dostrzegł w nich osobiste cierpienie człowieka odrzuconego, pozbawionego nadziei. Nawet jeśli narrator „Podróży zimowej" potrafi co pewien czas zachwycić się pięknem natury, tym bardziej posępny jawi się jego los.

„Podróż zimowa" była już prezentowana na Festiwalu „Chopin i jego Europa", choćby w niezapomnianej interpretacji wspaniałego niemieckiego tenora Christopha Prégardiena, który zresztą przyjeżdża i obecnie, ale z innym repertuarem (m. in. z pieśniami Ignacego Jana Paderewskiego do tekstów Catulle'a Mendesa). Natomiast „Winterreise" przybierze w tym roku całkowicie polski kształt.

Znakomity bas-baryton Tomasz Konieczny, specjalizujący się w muzyce niemieckiej, zdecydował się zaprezentować cykl Franza Schuberta z tekstami Stanisława Barańczaka. – Z jego poezją zetknąłem się już dawno temu, jeszcze podczas studiów aktorskich w Łodzi – opowiada. – Barańczaka jednak w pełni doceniłem dopiero teraz, niedawno, gdy zacząłem pracować nad „Podróżą zimową" i jego teksty zaczęły na mnie działać. To trudna poezja, z pogranicza duchowości, logiki i filozofii, trzeba do niej dorosnąć, a mnie w młodości fascynował romantyzm.

Stanisław Barańczak wykorzystał cykl Schuberta do opowiedzenia historii o samotności po swojemu. – Musiałem do jego tekstów podejść odmiennie niż w rolach operowych – mówi Konieczny. - Starałem się zatem ugryźć te wiersze od innej strony: wykorzystać swoją wiedzę na temat muzyki niemieckiej, ale równocześnie odwołać się do wspomnień moich technik aktorskich, do dykcji, której uczono mnie w szkole filmowej w Łodzi, a nie tej wokalnej.

Tomaszowi Koniecznemu, który na Festiwal przyjedzie prosto po występach na festiwalach w Bayreuth i w Edynburgu, będzie towarzyszyć przy fortepianie jego stały recitalowy partner Lech Napierała.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL