fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Patyki znad Sanu

materiały prasowe
Rudnik nad Sanem w województwie podkarpackim nazywany jest stolicą polskiego wikliniarstwa. W maju odbywa się tu artystyczny plener, a także wielki targ
Dzika wiklina porasta brzegi Sanu, a hodowlaną uprawia się na polach. Połowa mieszkańców z niej żyje. Z wikliny robią kosze, dzbanki, zabawki, meble. We wprawnych rękach wyplatanie kosza zajmuje od pół godziny do dwóch godzin. Te o wymyślnych kształtach modeluje się na specjalnych formach. Najczęściej używa się wikliny korowanej, ale też niekorowanej – świeżej zielonej albo parzonej i suszonej. Aby była giętka, moczy się ją, a potem modeluje i wyplata. Suszy, czasem lakieruje lub barwi.
Z wikliny można zrobić nawet kolekcję mody. Od sześciu sezonów jej pokazy są największą atrakcją. Wiklinowe sukienki, kapelusze, parasolki ostatnio urozmaicają też dodatki innych naturalnych surowców: lnu, skóry, szyszek. I niekonwencjonalna biżuteria łącząca wiklinę z bursztynem czy koralem.
Rzeźby po plenerach i warsztatach zwykle zostają w Rudniku na stałe. W mieście powstał już cały wiklinowy szlak. Przy skwerze wije się przestrzenna kompozycja „Wiklinowa fala”. – Naśladuje nurt rzeki i przypomina, że „wszystko płynie” – mówi o niej Krystyna Wójcik, dyrektorka miejscowego Centrum Wikliniarstwa. Rzeźby, projektowane przez wykładowcę krakowskiej ASP Krzysztofa Fąfrowicza (motyl, paw, dyliżans) stoją na plantach i rynku.
A magistratu pilnuje potężny – 3,5 m wysokości i 12 m długości – smok wypleciony przez rudnickich rzemieślników. Pomysłodawcą rzeźby, która stała się symbolem miasta, jest burmistrz Waldemar Grochowski.
Mówi, że od dziadka – modelarza, który robił pierwowzory koszy – nauczył się szacunku do wikliny. A projektantką rzeźby jest tutejsza nauczycielka plastyki Elżbieta Bis. Ona też jest autorką ruchomej wersji smoka, który 7 czerwca weźmie udział w paradzie smoków w Krakowie.
Rudnickich rzemieślników rozsławił na świecie polski pawilon na Expo 2005 w Japonii. 12 mistrzów wikliny wyplatało elewację zaprojektowaną przez krakowskiego architekta Krzysztofa Ingardena. Na wypełnienie 810 mkw. zużyli 6 ton wikliny. Korporacja Wikliniarska Rudnik nie zapomina dodać, że w polskim eksporcie wikliny o wartości 7 mln euro rocznie aż 95 proc. pochodzi stąd.
Przed rokiem w Rudniku, dzięki dofinansowaniu ze środków unijnych, powstało Centrum Wikliniarstwa. Teraz zdobyło jedną z głównych nagród w konkursie „Polska pięknieje – 7 cudów unijnych funduszy”.
Centrum ulokowano w adaptowanym zabytkowym XIX-wiecznym budynku byłej szkoły. Jest częścią Miejskiego Ośrodka Kultury. Promuje rzemieślników rudnickich. Organizuje warsztaty. I ekspozycje, m.in. z koszami miejscowych rzemieślników.
Centrum kontynuuje 130-letnie tradycje w mieście. Początek zagłębiu wikliniarskiemu dała rodzina wiedeńskich arystokratów: Wilhelm von Hompesch i jego syn Ferdynand, którzy tu się osiedlili i postanowili zagospodarować wiklinę znad Sanu. Uczyli ludzi zawodu i dzięki nim wyroby galicyjskich rzemieślników trafiły do Wiednia. Hrabiemu Ferdynanadowi wdzięczni rudniczanie postawili na początku XX wieku pomnik w rynku. Potem komuniści zatopili popiersie hrabiego w stawie.Ale po 1989 roku wróciło na swoje miejsce.
W weekend 31 maja – 1 czerwca odbędzie się finał blisko trzytygodniowej imprezy „Wiklina 2008 Rudnik nad Sanem” połączony z wielkim targiem wyrobów użytkowych, pokazami wiklinowej mody, festynem.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA