fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Majdan przenosi się na Bałkany

AFP
Manifestanci rozbili namioty przed siedzibą premiera, domagając się ustąpienia Nikoły Gruewskiego oskarżanego o korupcję i totalną inwigilację społeczeństwa.

Najnowsze antyrządowe demonstracje w Skopje wywołane zostały ujawnieniem nagrań z podsłuchu ministrów rządu Gruewskiego. Opozycja twierdzi, że polityk będący od ośmiu lat szefem rządu kazał podsłuchiwać ponad 20 tysięcy osób w 2-milionowym kraju (sędziów, polityków, dziennikarzy, działaczy społecznych i religijnych, a nawet zagranicznych ambasadorów).

Niedzielna manifestacja zebrała kilkadziesiąt tysięcy osób, które powiewając macedońskimi flagami, przeszły przez stolicę. Opozycja twierdzi, że uczestniczyło w niej 100 tysięcy osób (1/5 mieszkańców Skopje), zagraniczni korespondenci – że 40 tys.

Część demonstrantów pozostała na miejscu, rozbiła namioty w centrum miasta i żąda ustąpienia szefa rządu. Tak jak na kijowskim Majdanie w 2013 roku.

Zarzuty wobec Gruewskiego obejmują defraudację rządowych funduszy, zastraszanie opozycji, sfałszowanie zeszłorocznych wyborów, morderstwa polityczne i zbrojne prowokacje. Jednak nagrania podsłuchów publikuje opozycja, co daje premierowi podstawy do oskarżania ją o destabilizację państwa.

Bez wątpienia jest to największy kryzys w Macedonii od 2001 roku, gdy kraj stanął na krawędzi wojny domowej między Macedończykami i Albańczykami (stanowiącymi 1/4 mieszkańców). Z trudem udało się ją zażegnać dzięki międzynarodowej mediacji.

Obecne protesty w większości zwoływane są przez organizacje pozarządowe i studenckich aktywistów, nadając im charakter wystąpień przeciw całemu establishmentowi politycznemu. – Ruch protestu początkowo był oddolny, w dodatku międzyetniczny: oprócz Macedończyków również młodzież albańska, młodzi Romowie, Turcy czy Bułgarzy – powiedziała „Rz" ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich Marta Szpala. Wraz z przyłączeniem się socjaldemokratów zaczęli oni jednak dominować wśród demonstrantów.

Oliwy do ognia dodała policyjna akcja 9–10 maja w mieście Kumanowo, które – według oficjalnej wersji – zostało zaatakowane przez 70-osobową grupę zbrojną z „sąsiedniego państwa". Władze nie podały z jakiego, wszyscy jednak domyślali się, że chodzi o Albańczyków z Kosowa. Jednak sam przebieg akcji, jak i zachowanie władz ściągnęły na nie podejrzenie, że była to prowokacja mająca na celu odwrócenie uwagi społeczeństwa od narastającego kryzysu wewnętrznego.

W Macedonii najpopularniejszym wyjaśnieniem jest, że „premier wynajął albańską mafię (z Kosowa), by zaatakowała jego kraj i trochę poszumiała nad granicą". Lider socjaldemokratycznej opozycji Zoran Zajew oskarżył szefa rządu o „podżeganie do konfliktu etnicznego". Sąsiedzi zaś po cichu (Kosowo, Serbia) lub demonstracyjnie (Bułgaria) zaczęli wzmacniać ochronę swoich granic z Macedonią, obawiając się pogrążenia się kraju w chaosie.

– Sofia ma – uwarunkowane historycznie – trochę paternalistyczne podejście do macedońskiego sąsiada, nakłada się na to chęć wypłynięcia na szersze wody europejskiej dyplomacji: chcieliby mieć swoją Ukrainę – tłumaczy Szpala zachowanie Bułgarii, przypominając, że jeden z bułgarskich parlamentarzystów uczestniczył w wiecu w Skopje.

Macedoński kryzys może się jednak okazać lontem znów wysadzającym bałkański kocioł. W sąsiednim Kosowie również narasta społeczne zniechęcenie wobec władz, które zamienia się w masową emigrację (miesięcznie ucieka na Węgry 10 tys. Albańczyków z Kosowa, gdy w całym 2013 roku – 6 tys.). W muzułmańskich społecznościach Bośni zaczynają się natomiast umacniać fundamentaliści: odnotowano tam kilka samobójczych ataków na posterunki policyjne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA