fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Szybki wyrok: sędziowie muszą polubić posiedzenia organizacyjne

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Dobrze zaplanowany proces może trwać o pół roku krócej. Sędziowie niechętni posiedzeniom organizacyjnym muszą je polubić, bo będą obowiązkowe.

Czas trwania procesów w sądach od lat pozostawia wiele do życzenia. Nie pomogły zapewnienia kolejnych szefów rządów i ministrów sprawiedliwości, że będzie krócej o 1/3. Jak wynika z najnowszych statystyk resortu sprawiedliwości, sprawa cywilna w sądzie okręgowym trwa średnio 8,3 miesiąca, karna w sądzie rejonowym – 5,1 miesiąca.

Czas ten w sprawach karnych można by skrócić nawet o pół roku za sprawą posiedzeń organizacyjnych. Sąd planuje na nich proces, terminy rozpraw, listy świadków, dowody czy wyznaczenie obrońcy z urzędu itd.

Grunt to dobry plan

Niestety, potencjał posiedzeń organizacyjnych nie jest przez sędziów wykorzystywany – wynika z najnowszego raportu Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości „Posiedzenia organizacyjne sądu I instancji". Powód? Sędziowie uważają, że nie warto ich wyznaczać.

15 mln spraw trafiło w 2014 r. do sądów powszechnych w całym kraju

Z raportu, który objął kilkadziesiąt spraw z okresu od 2010 do 20013 r., wynika, że np. w sądach okręgowych przeprowadzono postępowanie organizacyjne w Białymstoku tylko w jednej sprawie; w Bielsku-Białej – sześć razy, w Kielcach – cztery; w Łodzi – dziewięć, a w Zielonej Górze – siedem. Najczęściej były to sprawy wieloosobowe: w trzech występowało 299 świadków, w dwóch – 399, w 23 – od 11 do 50, a w 28 maksymalnie dziesięciu.

– Przy takich sprawach z wieloma zarzutami sprawne przeprowadzenie procesu bez postępowania organizacyjnego jest niemożliwe – uważa sędzia Mariusz Kosiński. Przywołując własne doświadczenia, mówi, że zaplanowany proces o rozbój z udziałem gangu, który trwał w sumie 13 miesięcy, bez planu ciągnąłby się dwa razy dłużej.

– Każdy z sędziów, który w referacie ma takie sprawy, wie, o czym mówię – twierdzi.

Adwokat Maciej Krupiński także uważa, że nie sposób sprawnie przejść przez poważniejszą sprawę bez planu całego procesu.

– Nasza praca ma to do siebie, że im wcześniej wpiszemy w kalendarz wszystkie terminy, tym rzadziej potem musimy korzystać z substytucji, których klienci nie lubią – tłumaczy.

Nic na siłę

Mniej entuzjastycznie posiedzenia organizacyjne ocenia sędzia Rafał Puchalski. I rzadko je wyznacza.

– Są zasadne w sprawach, w których dzięki nim można przyspieszyć wyrokowanie. Tam, gdzie nie są potrzebne, nie ma co ich na siłę organizować. To sztuka dla sztuki – uważa. – W sprawach, w których postępowanie przygotowawcze jest prowadzone rzetelnie, a strony już na tym etapie zgłaszają wnioski, nie ma sensu niczego planować.

Jakie ustalenia najczęściej zapadają w trakcie takich posiedzeń? W prawie 48 proc. spraw zaplanowano na nich kolejne terminy rozprawy; w 19 proc. kolejność przeprowadzenia dowodów, a w 26,4 proc. ustalono wnioski dowodowe (najczęściej z zeznań świadków).

1 miesiąc wynosi średni odstęp rozpraw w procesach, w których sędzia zaplanował kilka terminów

Mniej zagorzali zwolennicy posiedzeń organizacyjnych będą jednak musieli się do nich przekonać. Od 1 lipca 2015 r. wraz z wejściem w życie procesu kontradyktoryjnego przed każdą poważniejszą sprawą, czyli taką, która zapowiada się na więcej niż pięć terminów, będzie się obowiązkowo odbywać takie posiedzenie. Strony dostaną specjalne formularze. Wpiszą do nich wszystkie wnioski dowodowe, które mają zamiar zgłaszać w procesie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA