fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Elementarz szkodliwy dla uczniów

Nie wiadomo, dlaczego minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska nie wzięła pod uwagę zastrzeżeń ekspertów, które zgłaszali na etapie powstawania podręcznika
Reporter/Stefan Maszewski
Błędy i niezrozumiały dla większości dzieci model nauczania matematyki – ekspert punktuje podręcznik MEN.

Prof. Edyta Gruszczyk-Kolczyńska, współautorka obowiązującej podstawy programowej i specjalistka w dziedzinie nauczania matematyki, ostro krytykuje „Nasz elementarz", z którego od września ubiegłego roku uczą się prawie wszyscy pierwszoklasiści.

W publikacji, która właśnie ukazała się w branżowym kwartalniku „Ruch Pedagogiczny", profesor pisze wprost, że rządowe wydawnictwo nie uwzględnia właściwości rozwoju umysłowego pierwszaków ani prawidłowości kształtowania pojęć i umiejętności matematycznych.

Wskazuje, że liczne błędy merytoryczne, które znajdują się na stronach matematycznych elementarza, utrudniają rozwój logicznego myślenia dzieci, a przez to nauczyciele nie mogą harmonijnie i skutecznie kierować edukacją matematyczną.

To w jej ocenie prowadzi do powstania blokady w uczeniu się matematyki, obniżeniu samooceny i utraty motywacji do nauki, w efekcie uczeń przestaje lubić szkołę, zwłaszcza lekcje matematyki, które, jak pokazują wyniki wielu badań i egzaminów, są najsłabszym elementem polskiego systemu edukacji.

Nuda i ignorancja

Jakich błędów w „Elementarzu" dopatrzyła się ekspertka? Po pierwsze, przez ponad pół roku ogranicza on uczniom zakres liczenia. Dopiero po dziesięciu tygodniach nauki dzieci poznają cyfrę 3 i zaczynają rachować w tym zakresie. Liczba 10 pojawia się po przeszło czterech miesiącach nauki.

„Przez pół roku nauki dzieci uczą się tego co już potrafią. Konsekwencją jest nuda, rozleniwienie i brak zainteresowania działalnością matematyczną" – pisze profesor.

Zarzuca też autorom podręcznika, że mieszają różne zakresy pojęć liczbowych. Cyfra 5 pojawia się w książce jako liczba oznaczająca zbiór pięcioelementowy. Zgodnie z założeniami uczniowie powinni poznawać liczby naturalne w układzie dziesiątkowym. Tymczasem 5 przedstawione jest w książce także jako godzina piąta, czyli symbol podziału czasu, który mierzony jest w układzie dwunastkowym i sześćdziesiątkowym. Pojawia się też pięciozłotowa moneta, która stanowi umowną wartość pieniądza i można za nią kupić raz więcej, a raz mniej towarów. W ocenie ekspertki to przejaw ignorancji autorów nie tylko w obszarze wiedzy o rozwoju dzieci, ale też prawidłowości kształtowania umiejętności matematycznych.

Edukacyjna klęska

Prof. Gruszczyk-Kolczyńska wytyka jeszcze poważniejsze błędy. Otóż autorzy podręcznika założyli, że wszyscy uczniowie są już tak rozwinięci, że rozumują na tzw. poziomie operacji konkretnych. Dotyczy to dwóch aspektów liczby: kardynalnego i porządkowego.

Pierwszy oznacza, że uczeń potrafi związać symbol liczby z liczebnością zbioru.

– Dla uczniów, którzy rozumują mało precyzyjnie, zbiór składający się z pięciu słoni będzie większy od tego składającego się z pięciu mrówek, bo słonie są od nich większe – wyjaśnia w rozmowie z „Rzeczpospolitą" prof. Gruszczyk-Kolczyńska.

Drugi oznacza, że uczeń potrafi zinterpretować liczbę jako kolejny element uporządkowanego zbioru, czyli np. wie, że na bilecie do kina sformułowanie „miejsce 5" oznacza fotel, na którym ma usiąść, a nie to, że wykupił pięć miejsc.

Dla uczniów w tym wieku nie jest to oczywiste. Aspekt kardynalny rozumie ok. 50 proc. siedmiolatków i niespełna 23 proc. sześciolatków. Z aspektem porządkowym jest jeszcze gorzej. Rozumie go 35 proc. siedmiolatków i tylko 13 proc. sześciolatków. To oznacza, że uczniowie, którzy ze względów rozwojowych nie rozumieją tych kwestii, a wśród sześciolatków jest ich zdecydowana większość, przestają korzystać z edukacji matematycznej, co w efekcie zdaniem profesor kończy się klęską edukacyjną.

Poprawek nie będzie

Profesor mówi nam, że wszystkie błędy pokazywała szefostwu MEN, w czasie gdy powstawał podręcznik.

– Nie wiem, dlaczego nie zostały poprawione – mówi i dodaje, że resort nie uwzględnił także jej sugestii, by książkę poszerzyć o ćwiczenia wspomagające rozwój umysłowy, szczególnie że edukację w tym roku szkolnym obowiązkowo rozpoczęły sześciolatki.

O wyjaśnienie poprosiliśmy MEN. Do zamknięcia tego wydania nie otrzymaliśmy odpowiedzi na pytanie, dlaczego autorki nie uwzględniły poprawek sugerowanych przez eksperta. Rzeczniczka MEN Joanna Dębek przyznała natomiast, że resort nie planuje wprowadzenia żadnych zmian w obowiązującej wersji podręcznika. – To dramat, że z wadliwego podręcznika będą uczyły się kolejne trzy roczniki uczniów – martwi się prof. Gruszczyk-Kolczyńska. A to oznacza, że rządowy podręcznik może zrazić do matematyki około 1,5 mln pierwszaków.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA