fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kadry

Rosną wydatki na podróże służbowe

www.sxc.hu
Po kryzysie finansowym z 2008 roku firmy, tnąc koszty, postawiły w dużej mierze na telekonferencje. Od 2012 roku liczba służbowych lotów znów rośnie.

Podróżujący służbowo rzadziej latają dziś klasą biznes, częściej liniami niskokosztowymi. W podróżach służbowych liczy się też najkrótszy czas, w jakim pracownik może się przemieścić z jednego portu do drugiego. I jak najkrótszy pobyt na miejscu (koszty hotelu).

Według danych Global Business Association Travel w 2014 roku światowy ruch służbowy osiągnął wartość 1,17 mld dol. i wzrósł o 6,9 proc. W tym roku ma być podobnie. Zdaniem szefa biura podróży LOT Travel Michała Lemana polski rynek rośnie w podobnym tempie, a jego dynamikę ogranicza nadal kiepski stan gospodarki strefy euro, skąd pochodzi większość biznesowych partnerów polskich firm.

Narodowy przewoźnik w połowie lutego uruchomił program dla małych i średnich przedsiębiorstw „LOT dla firm". Korzystający z niego zbierają punkty lojalnościowe: złotówka za każdy punkt premiowy. – Mamy program o prostych zasadach i funkcjonalnych narzędziach pozwalający na łatwe zarządzanie. W efekcie wydatki są mniejsze – tłumaczy Magali Olive, dyrektor ds. dodatkowych przychodów i programów lojalnościowych LOT.

Według szacunków linii lotniczych ok. 60 proc. ich pasażerów lata dlatego, że wymaga tego ich praca. W wielu firmach po finansowym kryzysie pozostały jednak ostrzejsze zasady, na jakich pozwala się np. na loty klasą biznes na trasach długodystansowych. Dlatego kolejne linie wprowadziły z myślą o podróżujących służbowo klasę pośrednią między ekonomiczną a biznes – tzw. eko premium. LOT ma taką ofertę od ponad dwóch lat, czyli od wprowadzenia dreamlinera.

Firmy mogą oszczędzać, włączając np. do wspólnej puli punkty lojalnościowe „wylatane" przez pracowników. Wtedy np. lot klasą biznes z Warszawy do Pekinu kosztuje nie 10 tys. i więcej, a 2 tys. zł plus 135 tys. mil z programu „Miles & More". Taki sam lot np. do Paryża to 15–20 tys. mil plus 300–800 zł. Powrotna podróż na trasie Warszawa–Pekin w pełnej taryfie biznesowej daje wpływ ok. 25 tys. mil.

Jeżeli w spółce często podróżuje znaczna cześć pracowników, przy czym są to wyjazdy spontaniczne, wymagające dużej elastyczności, dobrze podjąć współpracę z firmą zajmującą się organizacją podróży biznesowych. Mają one doświadczenie w wyszukiwaniu ofert, a często także umowy z liniami lotniczymi, co pozwala uzyskać preferencyjne stawki na bilety. Podobne umowy firmy podpisują też bezpośrednio z przewoźnikami. W ten sposób mogą uzyskać jeszcze większe zniżki (bo nie ma marży biura).

Przy podróży biznesowej warto wybrać bilet w droższych taryfach. To ważne w sytuacji, gdy trudno przewidzieć konkretne daty całej podróży czy powrotu. – Z reguły bilety pozwalające na bezpłatny zwrot lub wymianę są w wyższych taryfach, ale stają się bardziej opłacalne niż ewentualny zwrot i zakup nowego biletu – tłumaczy Magdalena Fijołek z Internetowego Centrum Podróży eSKY.pl. Zwrot biletu lub zmiana terminu wylotu przy restrykcyjnej taryfie to zazwyczaj wydatek 100–200 euro.

Gdy firma jest mała lub średnia, a jej pracownicy rzadko się wybierają w podróże służbowe, warto samemu poszukać informacji o liniach, które mają programy dla przedsiębiorców umożliwiające częściowy zwrot wydatków na przyloty. Nie ma zwrotów pieniężnych, ale skumulowane przeloty można wymienić na bezpłatne bilety, dodatkowy bagaż lub inne bonusy. Uczestnictwo w tych programach jest bezpłatne.

Firma może uczestniczyć w programach kilku linii, a jej pracownicy mogą gromadzić mile na indywidualnych kontach. Przy takiej opcji warto zwrócić uwagę, czy do danego programu należy tylko jedna linia, czy cała grupa, czy jest próg minimalnych wydatków na podróże, jak długo obowiązują punkty uzyskane w programie. Warto także sprawdzić, czy są ograniczenia dotyczące liczby pracowników, a także czy wszystkie bilety są wliczane do programu, czy tylko te zakupione w klasie biznes.

Danuta Walewska Adam Woźniak

masz pytanie, wyślij e-mail do autorów, d.walewska@rp.pl, a.wozniak@rp.pl

Podniebny patriotyzm gospodarczy

Francuskie i niemieckie korporacje mają bardzo ostre, chociaż niepisane zasady: korzystają z linii narodowych przewoźników. W przypadku firm francuskich jest to Air France KLM, dla niemieckich – Lufthansa. Przy tym dla Francuzów zasada jest ściśle przestrzegana, często nawet jeśli AF KLM nie oferuje lotu bezpośredniego, na kupienie biletów u innego przewoźnika trzeba się starać o zgodę na wysokim szczeblu księgowości, udowadniając np., że taki przelot jest znacznie tańszy. Polski LOT ma umowę z Senatem, ale już nie z Sejmem, i np. premier Ewa Kopacz jako marszałek Sejmu poleciała z Warszawy do Pekinu przez Paryż, tłumacząc to dogodniejszymi godzinami podróży.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA