Rzecz o polityce

Będziemy współrządzić Polską - rozmowa z Leszkiem Millerem

Szef SLD Leszek Miller
Fotorzepa, Marian Zubrzycki MZub Marian Zubrzycki
Szef SLD Leszek Miller o Magdalenie Ogórek i rozłamie w koalicji PO-PSL.

Żałuje pan, że Magdalena Ogórek została kandydatką SLD na prezydenta?

Leszek Miller, przewodniczący SLD, były premier:
Pan żartuje? Kandydatura pani Ogórek jest rozwiązaniem optymalnym. Nasza kandydatka uzyska bardzo dobry wynik.

Wcześniej rozwiązaniem optymalnym był dla pana Ryszard Kalisz.


Zakładałem, ma możliwość skupienia wokół siebie szerokich środowisk centrolewicowych, ale okazało się to nierealne. Sam nie zrobił nic, żeby przekonać do swojej kandydatury ludzi lewicy.

Czy pan ręczy, że Magdalena Ogórek ma kompetencje, by być głową państwa?


Ewa Kopacz powiedziała, że nikt się nie rodzi premierem. Słusznie. Nikt też nie rodzi się prezydentem. Prezydentura nie musi być ukoronowaniem działalności publicznej. Gdyby było inaczej, to do konstytucji wpisanoby zastrzeżenie, że o prezydenturę można się ubiegać po przekroczeniu 60. roku życia. A tak nie jest.

Dlaczego Ogórek jest tak niewidoczna podczas kampanii wyborczej?

Niewidoczna? Kiedy rozmawiamy, jest w Zielonej Górze i w Gorzowie. W sobotę brała udział w Sejmiku Kobiet Lewicy. Pierwszy etap kampanii miał na celu zwiększenie rozpoznawalności kandydatki. I ta faza zakończyła się pełnym sukcesem. Według sondaży, pani Ogórek ma 74 proc. rozpoznawalności. Na taki wynik inni politycy pracują wiele lat. Obecnie przystępuje do drugiego etapu, który jest związany ze spotkaniami z wyborcami w regionach. Kandydatka SLD zjeździ całą Polskę, zabiegając o szerokie poparcie.

Czy weźmie udział w debatach prezydenckich?

Nie wiem, czy takie debaty w ogóle będą. Dyskusja bez urzędującego prezydenta nie ma większego sensu.

Bronisław Komorowski powinien debatować ze swoimi kontrkandydatami przed pierwszą turą?

A według pana nie? Przecież uczynił to, pełniąc obowiązki głowy państwa po śmierci Lecha Kaczyńskiego. Wybory prezydenckie to spór o kształt Polski i jej miejsce w świecie. Dlatego prezydent Komorowski powinien stanąć do debaty przed pierwszą turą.

Jeśli Ogórek nie przejdzie do II tury, czy SLD poprze Bronisława Komorowskiego lub np. Andrzeja Dudę?

To jest sprawa wyborców SLD. Na razie zbieramy podpisy pod kandydaturą Magdaleny Ogórek i uprzedzę następne pytanie: Sojusz ze zbiórką podpisów nie ma najmniejszego problemu.

Czy SLD ma problemy finansowe i brakuje środków na kampanię prezydencką?

To oczywiste, że nie dysponujemy takimi środkami jak PO czy PiS, ale problemów finansowych nie ma.

Wiele osób z SLD wypowiada się bez przekonania o kandydaturze Ogórek. Nie tylko Grzegorz Napieralski, ale również Danuta Waniek, Włodzimierz Czarzasty czy Joanna Senyszyn.

W SLD nie ma konfliktu w związku z tą kandydaturą. Grzegorz Napieralski jest osobnym przypadkiem podlegającym ocenie sądu partyjnego, a Włodzimierza Czarzastego nie można stawiać w rzędzie krytyków pani Ogórek.

Czarzasty, Kalisz, Robert Kwiatkowski i Marek Siwiec znajdą się na listach SLD w wyborach parlamentarnych?

Co do Czarzastego nie ma wątpliwości, a co do pozostałych, to zależy od wsparcia, jakie będą w stanie zapewnić kandydatce SLD na prezydenta. To oczywiste, że ci, którzy będą atakować kandydatkę Sojuszu nie znajdą się w przyszłości na listach.

Jaki los czeka Napieralskiego?

To zależy od sądu partyjnego. Czytam, że Napieralski chce założyć nową partię. Utworzenie partii kanapowej nie jest żadnym problemem, ale też żadnym osiągnięciem. Mówiłem już wielokrotnie, że przy drodze polskiej polityki leży wiele szkieletów ludzi, którym wydawało się, że znaczą więcej niż znaczą. Sam też, występując kiedyś z SLD, o mało co też bym tam spoczął.

Czy Magdalena Ogórek może liczyć na poparcie Aleksandra Kwaśniewskiego?

Nie wiem. To jego osobista decyzja.

Co jako kandydatka SLD na prezydenta jest w stanie zaproponować Polakom?

Magdalena Ogórek mówi, że nasze państwo nie może zostawiać nikogo bez pomocy. Godne zarobki, dostępność edukacji, mieszkań, służby zdrowia, opieki nad dziećmi i seniorami, a także odpowiednie emerytury są kluczowymi punktami jej programu społecznego. Uważa też, że niezbędne jest przebudowanie prawa, które dla wielu obywateli jest niezrozumiałe i skomplikowane. Sam odczuwam to w Sejmie, kiedy przeprowadzamy dziesiątą nowelizację kolejnej nowelizacji ustawy.

A co może zaproponować w kwestiach ekonomicznych?

Pani Ogórek akcentuje też konieczność wyrównywania szans i przeciwdziałania dysproporcjom w życiu społecznym i obywatelskim. Prawa kobiet i mężczyzn muszą być zrównane. Niezbędna jest ratyfikacja ustawy antyprzemocowej. Konieczne jest ułatwianie młodym ludziom funkcjonowania na rynku pracy. Młodzi Polacy muszą uwierzyć, że mogą realizować swoje aspiracje zawodowe. Nasza kandydatka zwraca się także do seniorów, bo oni ciężko pracowali na pomyślność naszego kraju. Ojciec pani Ogórek był górnikiem, więc kandydatka dobrze wie, co to jest ciężka praca i awans społeczny.

Jeśli Ogórek dostanie słabszy wynik niż Grzegorz Napieralski ubiegający się pięć lat temu o prezydenturę, uzna pan to za swoją porażkę i odda stery władzy w partii?

Nie zakładam takiego scenariusza. Ewentualne zmiany przywództwa w partii nastąpią po jesiennych wyborach parlamentarnych, gdyby SLD uzyskało gorszy wynik niż cztery lata temu za czasów Napieralskiego.

Nie obawia się pan, że słaby wynik w wyborach prezydenckich może być początkiem końca SLD?

Nie mam takich obaw. Na gruzach SLD nie powstanie nowe ugrupowanie polityczne, bo Sojusz nie zamieni się w gruzowisko. Wiele już było ugrupowań politycznych, z Unią Wolności i partią Palikota na czele, które wieszczyły koniec Sojuszu. To właśnie te partie zeszły do politycznego grobu.

Czy Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki powinien publicznie wygłaszać opinie, że ukraińska gospodarka rozpada się, a ukraińskie elity zawiodły oczekiwania?

Janusz Piechociński powiedział prawdę, którą wszyscy znają. Podobnie Andrzej Jarubas nie mówi niczego odkrywczego. Każde ugrupowanie politycznie ma prawo do własnych opinii i poglądów. Interesujący jest aspekt polityczny wypowiedzi Piechocińskiego i Jarubasa, bo przecież reprezentują koalicję rządzącą. Widać rozłam w koalicji PO-PSL. Szykuje się ciekawy scenariusz polityczny po wyborach parlamentarnych.

Koalicja PO-SLD?

Sensowna koalicja to taka, która jest spojona minimum programowym. Ale najpierw wyborcy muszą zdecydować, kogo chcą widzieć w ławach parlamentarnych. Po najbliższych wyborach parlamentarnych SLD będzie współrządzić Polską.

Choćby z PiS?

Z mojego punktu widzenia nie ma takiej możliwości.

Jak pan ocenia prezydenturę Bronisława Komorowskiego?

Jest letnia i bezbarwna. Prezydent dba głównie o swoich przyjaciół z dawnej Unii Wolności i Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Podobnie jak premierostwo pani Ewy Kopacz. Widać dzisiaj sporą różnicę między rządami jej i Donalda Tuska. Na korzyść tego drugiego.

Czy dziś, jako szef Rady Europejskiej, powinien być aktywniejszy w sprawach Ukrainy?

Wszyscy w Polsce wiązali wielkie nadzieje z awansem Donalda Tuska. Miałem nadzieję, że wykorzysta swoją pozycję i w konsultacji z liderami UE opracuje plan pokojowego rozwiązania konfliktu na Ukrainie. Gdyby taki plan powstał i podpisaliby się pod nim liderzy UE, Tusk przeszedłby do historii wielkiej polityki. Szkoda, że nie występuje z żadną inicjatywą.

Czy Polska powinna wspierać militarnie Ukrainę?

Jeśli chodził o wysyłanie broni, lub żołnierzy to w żadnym razie. Można organizować szkolenia oficerów ukraińskich w Centrum Szkolenia Sił Połączonych NATO w Bydgoszczy. Utworzony w 2004 r. za czasów mojego rządu ośrodek specjalizuje się w takich właśnie szkoleniach dla państw członkowskich i krajach uczestniczących w programie Partnerstwo dla Pokoju. Jeśli już mówimy o sytuacji na Ukrainie, to nie można zamykać oczu na przykłady gloryfikacji ludzi i symboli nie do zaakceptowania. Rada Najwyższa tego kraju uczciła właśnie minutą ciszy Romana Szuchewycza, dowódcę UPA odpowiedzialnego za rzeź Polaków na Wołyniu. Hołd mordercy oddano w 65. rocznicę jego śmierci. Wcześniej ukraiński parlament uchwalił, że będzie celebrowana rocznica urodzin Petra Diaczenki, który m.in. pacyfikował Powstanie Warszawskie. Oburzenie budzi milczenie polskich władz, które wobec takich faktów przechodzą obojętnie.

Stosunki Polski z Rosją pogorszą się jeszcze bardziej po tym, jak Rosjanie nie wpuścili do Moskwy na pogrzeb Borysa Niemcowa marszałka Senatu Bogdana Borusewicza?

Nie wpuszczenie marszałka Senatu do Moskwy było do przewidzenia. Ubolewam nad brakiem wyobraźni i profesjonalizmu polskiej dyplomacji. Żadne z państw UE nie wystąpiło o wizy dla swoich przedstawicieli. Parlament Europejski również nie wystąpił. Dlaczego? Bo reakcja Moskwy była do przewidzenia. Jeśli ogłasza się sankcje gospodarcze i personalne w stosunku do Federacji Rosyjskiej, to ona odpowiada tym samym. Polskie elity rządzące po raz kolejny wykazały się brakiem profesjonalizmu, wzbudzają tylko śmieszność i politowanie.

– rozmawiał Jacek Nizinkiewicz

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL