Bezbarwni idole nastolatków

One Direction to produkt czasu boysbandów oraz telewizyjnych talent shows
AFP
Ubiegły rok był w globalnej fonografii rokiem rewolucji. Najchętniej kupowane albumy wydali dwudziestokilkuletni wykonawcy: Taylor Swift, One Direction i Ed Sheeran. Wraz z nimi triumfują mdławy pop, polityczna poprawność, tematy gender.

Opublikowany w zeszłym tygodniu raport Międzynarodowego Stowarzyszenia Przemysłu Fonograficznego jest jak dekret potwierdzający nowy porządek w płytowym biznesie. Kolejne punkty powinny brzmieć następująco: muzyczka ma być grzeczna, dla nastolatków, a także politycznie poprawna. Afery, jeśli się zdarzają, trzeba tuszować.

Można powiedzieć, że znaleźliśmy się w nowym wspaniałym świecie. Wspaniałym, aczkolwiek banalnym i przewidywalnym. Trudno będzie się spodziewać takich albumów jak „The Dark Side of the Moon" Pink Floyd, które krytykują konsumeryzm, opowiadają o strachu i depresji. Albo jak „Wish You Were Here" – szydzących z wydawców, producentów i przemysłu rozrywkowego. Nie spodziewajmy się też na szczytach list przebojów pieprznych rockandrollowych albumów o blaskach i cieniach miłości – takich, jakie zwykło nagrywać AC/DC. Takie płyty są zbyt seksistowskie. Za ostre. A ma być niekontrowersyjnie.

Blondynka o kocim spojrzeniu


Ik...

Źródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL