fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Moja Emerytura

Niewesołe będzie życie staruszka

Fotorzepa, Mateusz Pawlak matp Mateusz Pawlak
System preferuje teraz osoby długo aktywne zawodowo. Ale i one będą miały gorzej niż obecni emeryci.
Od początku kwietnia do końca lipca każdy członek otwartego funduszu emerytalnego może zdecydować, gdzie będzie płynąć część jego składki emerytalnej. Decyzja dotyczy jednej siódmej pieniędzy odprowadzanych na obowiązkowe ubezpieczenie emerytalne (2,92 proc. naszej pensji).
Na razie do 9 czerwca na pozostanie w OFE zdecydowało się 205 tys. osób, czyli nieco ponad 1,2 proc. obecnych członków funduszy. Bardzo trudno dziś oszacować, jak te decyzje wpłyną na wysokość przyszłych świadczeń. Jedno jest pewne – bez względu na to, jakiego wyboru dokonamy w najbliższym czasie, i tak w przyszłości nasza emerytura z państwowego systemu będzie niższa niż świadczenia obecnych emerytów. Dlaczego?

Nie mamy na co liczyć

W trakcie dyskusji, jaka toczyła się przed zmianami w systemie emerytalnym, bardzo dużo mówiło się o stopach zastąpienia, a więc stosunku ostatniej pensji do emerytury otrzymanej po zakończeniu aktywności zawodowej.
– Według szacunkowych wyliczeń KNF w 2046 roku stopa zastąpienia wyniesie zaledwie 47,5 proc., a pesymistyczne prognozy wskazują, że będzie to jedynie 30 proc. – mówi Krzysztof Kujawski, ekspert Związku Firm Doradztwa Finansowego.
Oznacza to, że przechodząc na emeryturę, będziemy otrzymywać niecałą połowę dotychczasowego wynagrodzenia.
– Tak nagły spadek dochodów może bardzo niekorzystnie odbić się na sytuacji finansowej wielu gospodarstw domowych – ostrzega Krzysztof Kujawski.
Zdaniem prof. Filipa Chybalskiego z Politechniki Łódzkiej do ludzi powoli dociera informacja, że na takie emerytury z ZUS, jakie mają dzisiaj nasi rodzice i dziadkowie, w przyszłości nie ma co liczyć.
– Za 30 lat stopy zastąpienia wyniosą 30–40 proc. ostatniej pensji, a nie 60–70 proc., jak wielu z nas sobie wyobrażało – przestrzega Filip Chybalski.
Publiczne systemy emerytalne oparte na repartycji, czyli niepisanej umowie pokoleniowej (obecnie pracujący finansują świadczenia wypłacane emerytom), zapoczątkowane w latach 80. XIX w. przez niemieckiego kanclerza Ottona von Bismarcka, znakomicie spełniały swoją rolę w sytuacji, gdy opłacających składkę było wielokrotnie więcej od pobierających emeryturę (ludzie żyli średnio znacznie krócej i krócej pobierali świadczenia). Jednak z powodu starzenia się społeczeństwa tego typu tradycyjne systemy stają się niewydajne. Coraz więcej osób dożywa wieku emerytalnego, wzrasta również długość okresu przebywania na emeryturze.

Żyjemy dłużej

Oczekiwany w przyszłości sukcesywny spadek wysokości emerytury w relacji do wynagrodzenia będzie wynikiem konstrukcji nowego systemu emerytalnego, a konkretnie innego sposobu obliczania wysokości świadczeń. Obecnie emerytura zależy bezpośrednio od salda na naszym koncie emerytalnym oraz od tzw. statystycznego dalszego trwania życia. To szacowana liczba miesięcy, w ciągu których ZUS będzie wypłacał świadczenia.
Im dłuższy będzie szacowany okres dalszego życia w momencie, gdy będziemy przechodzić na emeryturę, tym niższe świadczenie otrzymamy. Samo zjawisko, choć będzie miało negatywne skutki, jest więc spowodowane pozytywnymi zmianami: wydłużaniem się średniej długości życia dzięki m.in. postępowi w dziedzinie opieki medycznej i dzięki poprawie warunków życia.
Polacy żyją przeciętnie coraz dłużej. W ciągu ostatnich 20 lat przeciętne dalsze trwanie życia osób w wieku 65 lat wzrosło o blisko trzy lata. Do 2040 r. oczekiwane trwanie życia kobiet i mężczyzn zwiększy się o kolejne trzy lata. W perspektywie 2060 r. spodziewane trwanie życia osób osiągających wiek emerytalny będzie wydłużać się szybciej niż tempo podwyższania wieku emerytalnego. Stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego sprawia, że spadek stóp zastąpienia będzie mniejszy, ale nie zostanie wyeliminowany.

Coraz mniej dzieci

Istotnym czynnikiem wpływającym na proces starzenia się społeczeństwa jest także malejąca dzietność. W Polsce liczba dzieci, jaka przypada statystycznie na kobietę w wieku rozrodczym, wynosi obecnie zaledwie 1,38. Jest to jeden z najniższych wskaźników nie tylko w Europie, ale też w skali światowej. Oznacza to, że kolejne młode pokolenia będą coraz mniej liczne, a liczba ludności nieuchronnie zmaleje.
Według prognozy demograficznej Eurostatu liczba ludności Polski zmaleje z 38 353 tys. osób w 2013 r. do 37 362 tys. w 2030 r. (blisko o milion!). W 2040 r. będzie nas 35 292 tys. (ponad 3 mln mniej), a w 2060 r. zaledwie 32 390 tys. (spadek o prawie 6 mln!).
Długo żyjących i długo pobierających świadczenia emerytów będzie więc musiała utrzymywać coraz mniejsza grupa młodszych ludzi.

Kto zagrożony

W obecnym systemie emerytura zależy wprost od sumy odprowadzonych do systemu składek.
– Siłą rzeczy, im dłużej płacimy składki i im są one wyższe, tym większa będzie stopa zastąpienia – mówi Jacek Dziekan, rzecznik ZUS. – Z kolei im mniejsze składki, im więcej osób zatrudnionych na nieoskładkowanych typach umów, tym stopa zastąpienia będzie oczywiście niższa.
Pamiętajmy, że okresów bez składek nie da się później „nadrobić". Nieodprowadzone dziś składki spowodują, że w przyszłości emerytura będzie niższa. Pogorszy się również relacja świadczenia do ostatnich dochodów przed zakończeniem pracy zawodowej.
Obniżka stóp zastąpienia już się rozpoczęła. Potwierdzają to dane ZUS. Po pierwsze, coraz więcej nowo przyznawanych emerytur jest wyliczanych według nowych zasad, czyli w całości lub częściowo na podstawie stanu indywidualnego konta emerytalnego. O ile w 2010 r. takich osób było 51 tys. (55 proc. nowo przyznanych świadczeń), o tyle w 2012 r. (ostatnie dostępne dane) ich liczba wzrosła do 81,6 tys. (68 proc. nowo przyznanych świadczeń).
Co więcej, relatywna wysokość nowo przyznanych świadczeń z obecnego systemu (łącznie z emeryturami kapitałowymi) jest istotnie niższa od tych obliczonych na starych zasadach. Statystyki ZUS wskazują, że w 2012 r. nowe emerytury były o 37 proc. niższe od starych. W 2010 r. relacja ta była wyraźnie lepsza. Świeżo wyliczone świadczenia były mniejsze o 31 proc.

Będziemy pracować ?na starość

Nowy system emerytalny nagradza osoby dłużej pozostające na rynku pracy. Mają one szansę na wyższą emeryturę. Według najnowszego raportu Aegonu Polacy coraz rzadziej postrzegają emeryturę jako definitywną granicę między życiem zawodowym a odpoczynkiem. 46 proc. ankietowanych liczy się z tym, że po osiągnięciu wieku emerytalnego będzie kontynuować pracę w niepełnym wymiarze godzin, na pół etatu lub na umowę o dzieło. Tylko 33 proc. chce całkowicie zakończyć aktywność zawodową.
Jak wynika rządowych szacunków z 2012 r. dotyczących kobiet, które mają obecnie 40 lat, fakt, że będą one pracowały do 67. roku życia zamiast do 60., spowoduje wzrost ich emerytury o ok. 65 proc. W przypadku mężczyzn (obecnych 40-latków) praca do 67. roku życia zamiast do 65. podwyższy ich świadczenie o 20 proc.
Według szacunków rządu, pracując do 67 lat, kobieta z naszego przykładu dostanie emeryturę w wysokości ponad 3400 zł zamiast 2060 zł. Czyli zyska blisko 1400 zł miesięcznie.

Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku

Podstawową przyczyną tego, że stopy zastąpienia w przyszłości będą mniejsze, jest to, że w przeszłości emerytury były zbyt hojne, znacząco przekraczały możliwości finansowe systemu. W efekcie ZUS miał permanentną dziurę w swoim budżecie. Oczekiwany w przyszłości sukcesywny spadek wysokości emerytury w relacji do otrzymywanych wynagrodzeń będzie wynikał z konstrukcji nowego systemu emerytalnego, a konkretnie ze sposobu obliczania wysokości nowych świadczeń.
Wydłużanie wieku emerytalnego do 67 lat łagodzi spadek stóp zastąpienia, ale nie jest w stanie go zneutralizować.
Wysokość stóp zastąpienia w przyszłości, nawet uwzględniając pracę do 67. roku życia, nie będzie wysoka. Trzeba jednak pamiętać, że niemal wszystkie symulacje zakładają, iż hipotetyczna osoba będzie pracowała ponad 40 lat i w całym tym okresie będzie opłacać składki od przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce. W praktyce te założenia mogą być nadmiernie optymistyczne. W efekcie stopy zastąpienia będą musiały być niższe od tych, które są pokazane w modelowych symulacjach. Przykładowo część osób ma przerwy w pracy zawodowej związane np. z bezrobociem, a zatem w tym okresie w ogóle nie opłaca składek emerytalnych. To samo dotyczy osób pracujących na czarno lub wchodzących na rynek pracy z opóźnieniem (np. wydłużanie okresu edukacji). Po drugie, stan kont emerytalnych matek na urlopach wychowawczych wprawdzie rośnie, ale podstawa obliczania tych składek nie może przekroczyć 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia.
Wpływ powyższych czynników na wysokość stopy zastąpienia będzie silnie zależał od tego, w jakim okresie kariery zawodowej dana osoba nie będzie gromadziła składek emerytalnych. Generalnie im w młodszym wieku zdarzy się taki epizod, tym silniej obniży to stopę zastąpienia. Wynika to z tego, że składki wpłacone np. przez osobę w wieku 27 lat będą powiększane przez kolejne 40 lat, natomiast składki osoby w wieku 57 lat – tylko przez dziesięć kolejnych lat. Niższą stopę zastąpienia będą miały też osoby, które zdecydują się na przejście na tzw. emeryturę częściową.

dr hab. Marek Szczepański, Katedra Nauk Ekonomicznych Politechniki Poznańskiej

Adekwatność świadczeń emerytalnych powinna stanowić jedno z podstawowych kryteriów oceny systemu emerytalnego. Ale jednocześnie świadczenia muszą być możliwe do sfinansowania. Długoterminowa stabilność finansowa systemu emerytalnego ważna jest nie tylko dla jego uczestników, ale także dla całego społeczeństwa, gdyż wpływa na stan finansów publicznych, państwa i gospodarki. Wpływ na wysokość przyszłych emerytur będzie miało wiele czynników. Niektóre z nich są łatwiej sterowalne (np. sposób nabywania uprawnień emerytalnych, formuła naliczania świadczenia i sposób jego wypłaty). Ale są też takie czynniki, na które nawet w wysoko rozwiniętych krajach wpływ jest ograniczony. Takim trudno sterowalnym czynnikiem jest demografia. W Polsce, podobnie jak w innych krajach świata, obserwujemy proces demograficznego starzenia się ludności. Kolejne młode pokolenia będą coraz mniej liczne, a liczba ludności nieuchronnie zmaleje. Demografia spowoduje zatem coraz większe obciążenie systemu finansowanego repartycyjnie, czyli ze składek ludzi pracujących (po ostatnich zmianach redukujących radykalnie OFE znowu przyszłe emerytury finansowane będą głownie metodą repartycji). Wzrośnie m.in. współczynnik obciążenia demograficznego, czyli relacja między liczbą osób w wieku 15–64 lata a liczbą osób w wieku poprodukcyjnym.
W 2013 r. współczynnik ten wynosił 0,29 (średnio ok. trzech pracujących przypadało na jednego emeryta), natomiast w 2040 r. – zgodnie z prognozą Eurostatu – będzie to 0,48 (tylko ok. dwóch pracujących na jednego emeryta). Trudno dziś w sposób odpowiedzialny prognozować, jaka będzie wysokość przyszłych emerytur. Zależy to nie tylko od demografii, ale także od czynników makroekonomicznych: tempa wzrostu gospodarczego, produktywności pracy, stopy bezrobocia i tego, jaka część uczestników publicznego systemu emerytalnego podzieli część swojej składki emerytalnej między ZUS a OFE, a jaka część w całości będzie przekazywać składki do ZUS.
Źródło: mojaemerytura.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA