fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Ciężka muzyka w klubie Progresja

Rzeczpospolita
Nowoczesny metal, hard core, metalcore… Trudno określić muzykę zespołu Chimaira, który w sobotę pierwszy zagościł w Polsce
Klub Progresja co prawda nie pękał w szwach, ale blisko 500 osób zgotowało amerykańskiej grupie przyjęcie iście przedświąteczne. Osiem lat koncertowania zrobiło swoje – Chimaira zabrzmiała idealnie selektywnie i potwornie ciężko. Mieszkańcy Cleveleand zafundowali słuchaczom stutonowe, gitarowe przestery, potężną sekcję rytmiczną i doskonałą technikę.
Zaproponowali utwory powstałe w trakcie całej swojej kariery. Na prawie 70-minutowy koncert złożyły się m.in. „No Reason To Live”, „Cleansation”, „Nothing Remains” i „Ressurection”. Chimaira od pierwszego dźwięku zjednała sobie publiczność. Szaleństwom pod sceną nie było końca. Efekt? Kilka porozbijanych głów. Jednak, zdaniem uczestników koncertu, było warto.
W cieniu amerykańskiej gwiazdy nowoczesnego metalu pozostały supportujące ją grupy. O otwierających koncert Finach z Dead Shape Figure powiedzieć można tylko tyle, że dobrze rokują. Jedynym godnym zapamiętania akcentem ich występu było wykonanie utworu „Davidian” Machine Head z gościnnym udziałem wokalisty stołecznego Hedfirst. Austriacki The Sorrow i niemiecki Maroon to z kolei typowi przedstawiciele popularnego nurtu metalcore. Z tym że drugi z zespołów to już niemal mała europejska legenda niezależnego grania. Mimo nie najlepszego brzmienia potrafiła porwać zgromadzonych w Progresji wielbicieli ciężkiego grania do szaleńczego pogo. Metal to przeżytek? Być może. Ale w podziemnych klubach nadal króluje niepodzielnie…
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA