Sądownictwo

Zrzut ulotek w czasie Orzeł może - śledztwo prokuratury

ROL
Zrzucenie ulotek z wojskowych śmigłowców podczas akcji "Orzeł może" jest działaniem na szkodę interesu publicznego - uznała warszawska prokuratura i wszczęła śledztwo w tej sprawie. Kłopoty może mieć szef MON Tomasz Siemoniak
- Wojsko wzięło udział w akcji patriotycznej, jednym może się to spodobać, innym nie. Wojsko bierze udział w dziesiątkach różnych akcji. Z pewnością wszystkie formalności zostały właściwie załatwione na szczeblu Dowódcy Sił Lądowych - komentuje decyzję prokuratury w rozmowie z "Rz" ppłk Jacek Sońta, rzecznik prasowy MON.
Akcja "Orzeł może" miała pokazać nowoczesny, radosny patriotyzm. Organizowała ją radiowa Trójka i "Gazeta Wyborcza" pod patronatem prezydenta Bronisława Komorowskiego. Jej pierwsza część, m.in. marsz 2 maja w Dniu Flagi z różowymi balonikami i czekoladowy orzeł, którego nie można było zjeść, jak tłumaczyli organizatorzy, ze względów sanitarnych, spotkały się dużą krytyką. Impreza nie była też znaczącym sukcesem frekwencyjnym. Czytaj więcej W dniu, w którym odbywał się marsz, śmigłowce należące do Sił Zbrojnych RP zrzuciły około 3 mln ulotek nad Warszawą, Wrocławiem i Poznaniem. Szczegóły tej operacji ujawnił na swoim blogu prawnik Piotr Waglowski, który wystąpił do Ministerstwa Obrony Narodowej z wnioskiem o dostęp do informacji publicznej.
Otrzymał on szereg pism w tej sprawie. W jednym z nich do szefa MON Tomasza Siemoniaka zwracał się z prośbą o pomoc szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisław Koziej. "Informuję, że mając na uwadze rangę przedsięwzięcia, śmigłowce Wojsk Lądowych zostaną wydzielone do zabezpieczenia zadania lotniczego w ramach inicjatywy pod hasłem 'Orzeł może'" - odpisał mu Siemoniak, który wyznaczył do kontaktów w tej sprawie oficera Wojsk Lądowych mjr pil. Mirosława Guzdka. Radiowa Trójka zadbała, by na pokładzie śmigłowców znaleźli się reporterzy radiowi i dziennikarze "GW". "Akcja ma na celu rozprawienie się ze stereotypem Polaka ponuraka i ma dać sposobność do okazania naszego przywiązania do symboli narodowych, do radosnego czczenia świąt oraz rocznic państwowych" - czytamy w piśmie rozgłośni do gen. broni Zbigniewa Głowienki, Dowódcy Sił Lądowych. Sprawa zbulwersowała posła PiS Tomasza Kaczmarka. "Z analizy prawnika Piotra Waglowskiego wynika, iż przy organizacji przez Program Trzeci Polskiego Radia i Gazetę Wyborczą w dniach 2 i 3 maja br. akcji 'Orzeł może' mogło dojść do popełnienia szeregu przestępstw" - napisał w zawiadomieniu złożonym w lipcu do prokuratury. Na początku listopada otrzymał odpowiedź z Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście. "30 października wszczęte zostało śledztwo" - czytamy w dokumencie podpisanym przez referenta postępowania. Prowadzone jest ono "w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego Ministra Obrony Narodowej polegającego na wydaniu dyspozycji zrzucenia ze śmigłowców Sił Zbrojnych RP 3 mln ulotek w dniu 2 maja 2013 r. w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu w czasie akcji 'Orzeł może', co stanowi działanie na szkodę interesu publicznego, tj. o. czyn z art. 231 § 1 kk.". Kaczmarek domagał się wszczęcia postępowania karnego, a także oszacowania szkody wyrządzonej w budżecie MON oraz innych instytucji w związku ze zrzutem ulotek. Zwrócił się też o kontrolę Najwyższej Izby Kontroli.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL